Codzienność składa się z małych rzeczy.

Po wydaniu pierwszej książki brałem udział w dużym forum, na którym była promowana. Wygłosiłem konferencje, a potem podpisałem prawie tysiąc egzemplarzy. Emocje do dotychczas nieznane. Kiedy po tym wszystkim dotarłem do domu, byłem bardzo zmęczony, ręka bolała mnie jeszcze od autografów, ale mimo to miałem poczucie, że unoszę się pół metra nad ziemią. I wtedy moja żona przywitała mnie słowami: „Michał, wystaw śmieci, bo jutro odbierają…” To było jak zderzenie ze ścianą albo jak lądowanie bez spadochronu. Zderzenie z codziennością mojego życia. Dysonans nie do ogarnięcia: „jak to, to ja AUTOR I MÓWCA mam wystawiać śmieci? Czy może ona nie wie, kim ja jestem?” Dzisiaj ta historia jest jedną z moich ulubionych anegdot. Lubię do niej wracać, bo dużo pokazała mi o sobie samym, a wracam do niej regularnie, bo śmieci odbierają u nas trzy razy w miesiącu.

Kojarzy mi się tutaj św. Stanisław Kostka, który podobno mawiał „ad maiora natus sum” (do wyższych rzeczy jestem zrodzony). Z drugiej strony sam Mistrz z Nazaretu i jego „kto nie będzie WIERNY W RZECZACH MAŁYCH, jakże nad wielkimi go posadzić?” Ten konflikt na jakimś etapie życia jest chyba w każdym z nas (we mnie przetrwał długo, co pokazuje powyższa anegdota). Chcielibyśmy osiągnąć coś wielkiego, spektakularnego i trudno jest przyjąć prawdę, że życie składa się z małych rzeczy, tak jak każda nawet najwspanialsza budowla składa się z pojedynczych cegieł. Myślę, że tutaj kluczową rolę odgrywają rodzice, którzy mogą w dziecku zaszczepić to poczucie bycia kimś wyjątkowym tak głęboko i mocno, że potem oczekiwania od samego siebie okazują się nieludzko wyśrubowane.

Dzisiaj widać to na przykład w tym, że dzieci mają siatkę tygodniową zapchaną przeróżnymi zajęciami dodatkowymi, które mają je przygotować do tego, aby poradziły sobie w życiu, aby odniosły sukces. Niestety w tych przeładowanych harmonogramach zupełnie zapominamy o tym, żeby dać dzieciom odpowiedzialność za niektóre obowiązki domowe. Języki, sporty i dodatkowe przedmioty tak, ale już sortowanie prania, rozładowywanie zmywarki czy wyrzucanie śmieci nie. Najczęściej robi to mama, która i tak robi wszystko i nawet nikt nie wie jak i kiedy. W ten sposób kształtuje się człowiek, który potem boleśnie zderzy się z rzeczywistością, podobnie jak ja w pierwszym akapicie. Codzienność składa się z małych rzeczy i jeżeli ukształtujemy w młodym człowieku tę świadomość to damy mu bardzo ważną umiejętność, dzięki której nie tylko odniesie wiele sukcesów w przyszłości ale jeszcze przy okazji nie „pogubi po drodze” ludzi, którzy będą mu w tym towarzyszyli i nie pogubi samego siebie.

Nasze dzieci naprawdę są wyjątkowe i zasługują na najlepsze, tylko my musimy się poważnie zastanowić co jest najlepsze i najważniejsze w życiu, żeby pomóc im przeżyć je dobrze to znaczy by mogły na starość spojrzeć wstecz z uśmiechem i satysfakcją.

PS. Klikając w reklamę na moim blogu wspierasz mnie finansowo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.