„Głupia Pani!”

„Głupia Pani!”

Rozmawiałem ostatnio z Nauczycielką, która powiedziała: “zawsze potrafię poznać, które dziecko słyszy w domu negatywne komunikaty na mój temat, gdzie się mnie deprecjonuje. Po prostu widzę to po dziecku”.
Niestety cały czas spotyka się rodziców, którzy pozwalają sobie na krytykowanie Pani, często w nieparlamentarnych słowach przy dziecku: “ta głupia baba”, “ona sobie nie radzi”, “Twoja Pani się nie zna” itp. Nie będę przekonywał, że to jest strzał w kolano. Powiem tylko, że jak mi wulkanizator spieprzył koła w Toyocie, to już nigdy więcej jej do niego nie wstawiłem i ostrzegłem przed nim wszytkich znajomych. Moja Toyota mogła czuć się bezpieczna, wiedziała, że nie pozwolę jej krzywdzić. A jeśli TY wieczorem w domu mówisz, że Pani jest głupia, a na drugi dzień mówisz tej Pani przy dziecku z uśmiechem “dzień dobry” i każesz mu iść z tą Panią, to Twoje dziecko może się z Tobą czuć mniej bezpieczne, niż mój samochód ze mną.
Rozumiesz to? Napiszę wprost: po pierwsze dajesz podwójny przekaz- Pani jest głupia ale jednak do niej idziemy, a po drugie dajesz przekaz podprogowy “Pani jest głupia i Ciebie (dziecko) jej powierzymy- tzn. nie liczysz się dla nas.”
Jeśli Pani rzeczywiście jest głupia to: porozmawiaj z nią, jeśli nie pomoże porozmawiaj z Dyrekcją, jeśli to nie pomoże natychmiast zabierz swoje dziecko od „Głupiej Pani”, żeby się nie okazało, że najgłupszy jesteś Ty Rodzicu.

Super dziecko, super rodzic, super depresja.

Super dziecko, super rodzic, super depresja.

Stanąłem przed grupą rodziców zebranych na wywiadówce i powiedziałem tak: “Dzień dobry Państwu. Nazywam się Michał Borkowski. Jestem najlepszym psychologiem w Polsce. Macie ogromne szczęście, że Wasze dzieci trafiły właśnie na mnie, bo JA znam odpowiedź na wszystkie pytania. Co więcej JA MAM RACJĘ, więc jeśli ktoś myśli inaczej niż JA, tym gorzej dla niego.”

Tu zrobiłem pauzę.

Kiedy pojawiły się pierwsze niepewne uśmiechy, pytające spojrzenia, zażenowanie, wiercenie na krzesłach dodałem: “Właśnie takich ludzi wychowujecie.”

Przekazujecie swoim dzieciom Waszą wiarę w nich. Dobrze robicie, to bardzo ważne. Ale także w tym potrzebny jest umiar. Wiara lubi przyjaźnić się z rozumem. Rozum podpowiada, że wspaniałość, wielkość to rzeczy, które się wypracowuje, które wymagają czasu i zaangażowania. Nade wszytko wymagają przyjmowania porażek i uczenia się na nich. Hołdujecie w Waszych korporacjach ocenie 360 i feedback’ujecie się nieustannie, a niestety wielu z Was absolutnie nie dopuszcza do siebie żadnej informacji, która kwestionuje doskonałość Waszego dziecka. Torpedujecie nauczyciela, który mówi: “To nie jest tak, że on zawsze jest ofiarą” albo “Ona też musi popracować nad swoim zachowaniem” czy po prostu wstawia coś innego niż szóstkę Waszemu Geniuszowi. W ten sposób forsujecie absurdalną tezę, że Wasze dzieci są skończonym dziełem, że nie są w procesie rozwoju, że nie potrzebują zrobić już żadnego kroku dalej. Nauczyciele nierzadko się Was boją, są Wami zmęczeni albo po prostu poddali się w obliczu Waszego uporu. Czasami zdarza się jakiś instruktor pływania albo inny specjalista, który skonfrontuje Wasze dziecko, bo przecież pływania trzeba się dopiero nauczyć ale wtedy albo usuwacie instruktora albo rezygnujecie z basenu. Izolujecie dziecko od grupy rówieśniczej, bo ona konfrontuje bez pardonu. Uprzedzacie wszystkie jego interakcje społeczne i tworzycie atmosferę zastraszenia, gdzie każdy kto chciałby wtrącić jakieś “ale”- boi się odezwać. Szukacie literatury i specjalistów, którzy potwierdzą Wasz sposób myślenia.

Najgorsze jest jednak to, co robicie dzieciom. Odbieracie im szansę na rozwój. Wdrukowujecie przekaz, że wszystko im się należy i o nic nie muszą się starać. A między wierszami dajecie im informację: “nie można się mylić- albo jesteś idealny albo cię nie ma”.
To pewna droga do depresji i karłowatej, egocentrycznej osobowości.

Jak zapytać dziecko o szkołę/ przedszkole?

Jak zapytać dziecko o szkołę/ przedszkole?

Czy też tak macie, że po pytaniu: “jak było dzisiaj w szkole?” słyszycie odpowiedź: “fajnie”, “spoko” i nigdy więcej niż dwa słowa?
Mnie to nie satysfakcjonuje, coś tu nie działa. Skoro nie działa, to trzeba zmienić. Pewnie podobnie jak ja nie raz próbowaliście zmienić nastawienie dziecka. Mój przyjaciel, który za młodu grał w koszykówkę opowiadał mi kiedyś, że jest taka zasada “za podanie zawsze odpowiada podający”. Jeśli piłka nie trafi do adresata, to zawsze wina leży po stronie tego, który rzucał. Zatem zatroszczmy się o jakość naszego dialogu i zmieńmy raczej nasze pytanie.

Proponuję pytać na przykład tak:
Co Ci się dzisiaj najbardziej podobało w szkole?
Co dzisiaj było najśmieszniejsze?
Kiedy się dzisiaj najgłośniej śmiałeś?
Co dzisiaj było najnudniejsze?
Jaka rzecz z plecaka dzisiaj przydała Ci się najbardziej?
Czego dzisiaj w ogóle nie wyjąłeś z plecaka?
Gdybyś jutro to Ty był nauczycielem, to od czego zacząłbyś lekcje?
Kiedy dzisiaj Twoja Pani uśmiechnęła się najbardziej?
Jeśli w Twojej klasie wylądowaliby kosmici, to kogo byś chciał, żeby ze sobą zabrali?
Z kim dzisiaj najwięcej się bawiłeś?
Z kim chciałbyś siedzieć jeśli mógłbyś wybrać z klasy?
Co Cię dzisiaj w szkole najbardziej zaskoczyło?
Czego nowego dzisiaj się dowiedziałeś w szkole?
Co było dzisiaj dla Ciebie najtrudniejsze w szkole?

Powyższe propozycje są celowo tendencyjne i w większości dotyczą pozytywnych doświadczeń. To dlatego, że wielokrotnie spotkałem się z dobrymi pytaniami, które jednak dotyczyły negatywnych doświadczeń i były niejako nakierowywaniem dzieci na szukanie “dziury w całym”. Możemy bardzo skutecznie manipulować myśleniem młodego człowieka przez to, na co ustawiamy jego soczewkę. W każdym doświadczeniu można znaleźć pozytywne i negatywne strony. Zanim zadasz pytanie: “Kto Ci dzisiaj dokuczał?”, “Kto Ci dzisiaj sprawił przykrość?”, “Przez kogo dzisiaj płakałeś?” albo “Czy Ciocia dzisiaj na kogoś krzyczała?” zastanów się po co to robisz. Nie twierdzę, że w ogóle nie powinno się pytać o trudności ale miejmy świadomość, że tendencyjnymi pytaniami możemy te trudności przyciągać niczym Ziemia przyciąga nas siłą grawitacji.

Lista oczywiście nie jest zamknięta. Propozycje pytań z Waszego doświadczenie mile widziane w komentarzach. Wpis zainspirowany życiem oraz lekturą confidencemeetsparenting.com i https://www.huffingtonpost.com/liz-evans/25-ways-to-ask-your-kids-so-how-was-school-today-without-asking-them-so-how-was-school-today_b_5738338.html

Asertywność to sposób myślenia.

Asertywność to sposób myślenia.

Zastanawiam się czy 90 procent treningów asertywności i publikacji na ten temat nie zaczyna się i nie kończy od tylnej strony… Techniki, „zdarta płyta”, komunikat “ja”, stawianie granic w ten i inny sposób. Owszem, to przydatne rzeczy ale czy chcąc się pozbyć chwasta w ogródku wystarczy, że będziesz wyrywał listki? Dopóki nie zadziałasz skutecznie na korzeń, zielsko będzie odrastać. Podobnie z asertywnością- dopóki nie poszerzysz dostatecznie swojego pola świadomości i nie odkryjesz gdzie tkwi przyczyna, zmienisz swoje zachowanie najwyżej na jakiś czas. Prędzej czy później stare nawyki, “stare korytarze relacyjne” i tak Cię dopadną.
Dlatego chcę rzucić wyzwanie Twojemu sposobowi myślenia. Jak chcesz, to weź to pod uwagę.

Po pierwsze: nie ma żadnego “muszę”. Nic nie musisz. Możesz tylko chcieć. Do tego stopnia nie ma “muszę”, że nie musisz się nawet ze mną zgadzać o ile tylko chcesz. Jeśli wydaje Ci się, że jest jakieś “muszę”, to spójrz głębiej, bo tam znajdziesz jakieś “chcę”, z którego to rzekome “muszę” wyrasta. Przykład: chciałem się kiedyś ożenić, chcę być dobrym mężem, więc MUSZĘ być wierny. Rozumiesz? Muszę tylko o ile chcę.
Chcesz spełniać wszystkie oczekiwania szefa? Chcesz być zawsze miły dla klientów? Chcesz odpowiadać na maile po godzinach pracy? Chcesz pracować w domu? Chcesz, żeby klienci do Ciebie dzwonili w niedziele? Jak chcesz, to OKEY. Ale nie mów, że musisz.

Po drugie: przyjemne emocje nie są celem samym w sobie. Dlaczego ma zawsze być przyjemnie? Czasami trzeba przejść przez “ciemną dolinę” niechęci, frustracji, nawet wściekłości. Konkretnie chodzi mi o sytuację, kiedy ta druga strona nie będzie zadowolona z faktu, że egzekwujesz swoje prawa. No i co z tego? Emocje nie giną w przyrodzie. Jeśli ulegniesz ze względy na dobrostan drugiego, to te nieprzyjemne emocje pójdą wraz z Tobą. W najlepszym przypadku odreagujesz na mężu albo dzieciach, w najgorszym zapłacisz za to jakąś psychosomą w przyszłości.

Po trzecie: zacznij od siebie. Nie czekaj aż ktoś stworzy Ci asertywne środowisko, regulamin czy procedury. Ty to zrób. Weź odpowiedzialność za swoje życie i zrób z nim TO, CO CHESZ. Zacznij od teraz, zacznij już.

Napisz w komentarzu co o tym myślisz, jeśli CHCESZ… 🙂