Homo sapiens czy HOMO SMARTFON?

Rozmawiałem ostatnio z nastolatkiem, który „mało siedzi na TikToku”. Mało, to znaczy dwie godziny dziennie. TikTok, to jest podobno takie medium, na które można wrzucać filmiki dowolnej treści, o długości nie większej niż trzydzieści sekund. Zakładając więc, że wspomniany nastolatek trafia akurat na materiały, które maksymalnie wykorzystują limit, to do jego mózgu dociera dziennie 240 różnych treści audio-wizualnych, z samego TikToka. 240 filmików od sasa do lasa. Jak ktoś kiedyś szedł szlakiem internetowych podpowiedzi na przykład na YouTube, to wie, że możesz zacząć od materiału o tym, jak poprawnie robić brzuszki i nagle znaleźć się środku filmu o wypadkach drogowych albo ludziach, którzy nie trafiają do basenu przy skakaniu, albo milionie innych treści, o których byś początkowo nawet nie pomyślał, że mogą Cię interesować.

Stawiam jedno proste pytanie: czy młody człowiek, który przyjmuje dziennie 240 dynamicznych audiowizualnych bodźców o różnorodnej treści będzie umiał się skoncentrować przez dłuższą chwilę na materiale powiedzmy z historii albo biologii? Otóż nie!!! Jego mózg jest cały czas jakby we włączonym blenderze. Nie ma szans na chwilę skupienia, bo organ stracił tę umiejętność. Można wydać tysiące na kurs szybkiego uczenia się, albo na spotkania z psychologiem, który będzie twierdził, że potrafi zaradzić ale jeśli nie usunie się przyczyny problemu, to i tak nic się nie zmieni poza stanem konta rodziców.

No dobrze, zacząłem od opowieści o nastolatku, ale przecież ja najwięcej rozmawiam z rodzicami dzieci w wieku przedszkolnym i słyszę: „ale jak mamy mu zabronić? dlaczego mielibyśmy mu nie dać telefonu, skoro wszyscy jego koledzy…” To dajcie mu ten telefon! Dajcie mu konsolę, komputer i telewizor do pokoju, w którym Sponge Bob będzie ciągle opowiadał o swoich majtach. Dajcie mu to, a mnie dajcie spokój. Zresztą jemu potem też dajcie spokój, jak nie będzie umiał odpowiedzieć na proste pytanie z książki, którą przed sekundą „czytał”…

Na to wszystko jeszcze szkoła, która starając się nadążyć za „postępem” coraz częściej odsyła do komputera, internetu czy zastępuje zeszyt tabletem. Zresztą w przedszkolu też ciocia coraz rzadziej czyta, za to częściej zabiera dzieci na salę multimedialną.

Bawcie się w tę elektronikę dalej i zobaczymy, co będzie. Zresztą już widzimy. Wczoraj na przykład jeden kierowca o mało mnie nie skasował, kiedy jechałem rowerem przez rondo w miasteczku. Akurat sprawdzał coś w telefonie… na szczęście ja zahamowałem. To była trzecia taka moja sytuacja w ostatnim tygodniu!!! To nie jest żadna imponująca nowoczesność, tylko zamach na to, co stanowi o człowieczeństwie czyli umiejętność samodzielnego myślenia. Homo sapiens albo homo smartfon- Twój wybór.

I przyznajcie się wreszcie, że tak naprawdę ta elektronika w ręku dziecka daje Wam po pierwsze chwilę wolnego, po drugie poczucie, że coś dla dziecka robicie, bo tak szczerze w głębi serca przeraża Was to rodzicielstwo i nie wiecie jak je ugryźć.

PS. Klikając w reklamę na moim blogu wspierasz mnie finansowo, dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.