Jak rozmawiać z dziećmi o śmierci?

Zawsze myślałem, że z dziećmi o śmierci należy rozmawiać OTWARCIE. W ostatnim czasie dotarło do mnie, że lepiej po prostu robić to UCZCIWIE. Z dziećmi o śmierci należy według mnie rozmawiać uczciwie. Co to znaczy? To znaczy w zgodzie ze samym sobą. Najpierw trzeba więc zapytać samego siebie: „czym dla mnie jest śmierć?” Najpierw tak ogólnie, zanim życie zapyta nas o śmierć konkretnego człowieka. Jak radzimy sobie na codzień z lękiem przed nią? Jakie są nasze wierzenia na temat śmierci? Czy wierzymy, że po śmierci jest obcowanie świętych i jakieś życie wieczne, czy może wierzymy w pustkę i koniec, a może w powtórne wcielenie? Tak naprawdę to wszystko są WIERZENIA, choć może się wydawać agnostykowi, że jest w tej materii bardziej logiczny niż katolik, to i tak obaj po prostu zdecydowali się w coś wierzyć. Jest to o tyle ważne, dla naszej rozmowy z dzieckiem, że dostarcza nam odpowiedzi, na pytania, które mogą paść. Jeżeli wierzysz w to, że człowiek nadal żyje po śmierci, to możesz UCZCIWIE właśnie tak odpowiedzieć dziecku, które zapyta cię „gdzie teraz jest babcia” albo „co się z nią dzieje”. Oczywiście czasami najuczciwsze jest powiedzenie „nie wiem” i na to też jest czas i miejsce. Jeśli dziecko zapyta „dlaczego”, a my sami nie wiemy „dlaczego”, to dlaczego mielibyśmy wymyślać na prędce jakąś tanią odpowiedź? Mówienie na przykład, że dziadka zabrał Pan Bóg, bo chciał go mieć u siebie nie służy choćby samemu Panu Bogu, który w logiczny sposób staje się wtedy egoistycznym, samolubnym i do tego wszechmocnym typem, który nie liczy się z nikim. Chyba, że ktoś właśnie w takiego boga wierzy, to wtedy jest to UCZCIWE… choć smutne.

UCZCIWA rozmowa o śmierci, to też taka, w której mówimy o tym, jak sami się czujemy i jak przeżywamy konkretne odejście. Nie ma nic złego w przyznaniu się przed dzieckiem do bólu, żalu, rozpaczy, gniewu i tych wszystkich emocji, które towarzyszą żałobie. Myślę, że to jest nawet zdrowsze, niż zaprzeczanie i demonstrowanie postawy „nic się nie stało”, „jesteśmy silni”, „damy radę” itd. Dziecko zapewne też doświadcza przeróżnych uczuć w związku z odejściem bliskiej osoby i jeśli my nie pokażemy, że jest miejsce na nasze uczucia, to ono odbierze lekcję, że jego uczucia też nie powinny być demonstrowane, a w dalszej kolejności w ogóle przeżywane. Dlatego uważam, że rodzice, którzy decydują się za wszelką cenę „spiąć pośladki” i nie dać dziecku odczuć, jak im samym jest ciężko, robią krzywdę sobie, ale też dziecku. Oczywiście potrzeba tu pewnej samoświadomości i mówienia o uczuciach niejako z meta poziomu, aby dziecko ani przez chwile nie poczuło, że nasze nieprzyjemne emocje są wycelowane w nie. Dlatego warto mówić uczciwie o tym, jak się czujemy i dlaczego. A potem mówić jak nasze uczucia się zmieniają- bo przecież żałoba to proces.

W pierwszym akapicie wspomniałem o roli wierzeń. Warto też wspomnieć o zagrożeniu, które niesie zbyt pochopne odwoływanie się do nich. Próba uciszenia swojego bólu przekonywaniem się na siłę, że przecież „zmarły żyje i jest mu teraz lepiej” przypomina trochę przyklejanie plastra na świeżą i nieoczyszczoną jeszcze ranę. Jest to często po prostu gwałt na swojej ludzkiej kondycji- przede wszystkim na uczuciach. To oczywiście może być prawda, że jest niebo i w nim dopiero jest życie przez duże „ŻET”, ale to nie zmienia faktu, że tęsknimy, że jest nam smutno, że ogarnia nas rozpacz, lęk i te wszystkie uczucia, które często chcielibyśmy przespać i obudzić się, jak już ich nie będzie.

Absolutnie nie warto okłamywać dzieci mówiąc, że zmarły wyjechał albo zniknął z jakiegoś innego wymyślnego powodu. Prawda jest tutaj najzdrowsza, choć wcale nie najmniej bolesna. Jeśli jednak zdecydujemy się na jakiś „znieczulacz” teraz, to trzeba będzie się rozprawić z bólem w przyszłości. Logika emocji jest tutaj nieubłagana. Gabinety terapeutyczne nieraz słyszą opowieść dorosłych ludzi, którzy muszą przeżyć stratę z dzieciństwa, przed którą zostali wtedy „ochronieni” przez jakieś sprytne kłamstewko.

Być może rozczarowałem tym tekstem tych, którzy spodziewali się pełnego poradnika, a znaleźli tylko garść refleksji. Uważam jednak, że śmierć jest zagadnieniem, które wymyka się generalizacji- każdy przeżywa ją na swój sposób. Ostatnio w jednej z książek trafiłem na zdanie „śmierć jest bardzo ważną lekcją życia”. Jeśli rzeczywiście tak jest, to warto pomóc dobrze przeżyć tę lekcję naszym dzieciom, tylko najpierw oczywiście trzeba samemu tę lekcję odrobić, a potem już tylko wystarczy być UCZCIWYM.

PS. Klikając w reklamę na moim blogu wspierasz mnie finansowo, dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.