Rachunek sumienia 2017.

Rachunek sumienia 2017.

Ostatni dzień roku. Podsumowanie. Rachunek sumienia. Ktoś mi kiedyś powiedział, żeby zaczynać od dziękowania. Dziś zaczne i na tym skończe. Ogromne, wielkie dziękuję za ten rok. Chcę się podzielić dwoma momentami i jednocześnie zaprosić do refleksji.

Na czterdzieste urodziny w czerwcu dostałem od żony niesamowity prezent. Jest to album ze zdjęciami osób, które były i są dla mnie ważne przez te czterdzieści lat. Dzięki staraniom Ewy każdy z nich napisał jeszcze list do mnie. Prezent został przygotowany w absolutnej dyskrecji. Jak otworzyłem album zatkało mnie- kto mnie zna, wie, że to rzadko spotykane zjawisko. Były łzy wzruszenia, dużo łez. Ochłonąłem dopiero po kilku dniach. Wtedy uświadomiłem sobie, że dostałem jeszcze jeden prezent na czterdziestkę. Zupełnie niesamowity. Jest to nowe imię- „DZIĘKUJĘ”. Od teraz nazywam się Michał Dziękuję Borkowski. Jednocześnie zrozumiałem, że moje życie jest utkane z ludzi, których spotkałem i spotykam. Ci ludzie oddają mi to, co mają najcenniejsze i niepowtarzalne- swój czas. Za to Wam wszystkim dziękuję.

Drugi moment to odejście z bezpiecznej posady w szkole. Odchodziłem trochę w ciemno, kiedy ludzie mnie pytali co mam zaplanowane, dokąd odchodzę- nie umiałem do końca odpowiedzieć. Pytali dlaczego w takim razie- przecież pewna robota, przecież regularny przelew, przecież ZUS opłacony… CZUŁEM, że czas… Doświadczyłem tego, o czym czytałem, słyszałem, co przeczuwałem- jak zaczniesz iść, to zacznie się ukazywać droga. Tak rzeczywiście jest w moim życiu od pół roku, od złożenia wypowiedzenia. Myślę dziś, że życie jest jak muzyka, która zaprasza do tańca. Można stać pod ścianą i tłumaczyć, że to nie ten czas, że nie znam kroków, że dużo ludzi na parkiecie albo że nie ma nikogo. Albo można po prostu ruszyć, zapomnieć się, poderwać się i bawić. Tak- życie jest jak taniec… Ty też możesz zacząć tańczyć.

Toksyczne kłamstwo o macierzyństwie. Łamać tabu!!!

Toksyczne kłamstwo o macierzyństwie. Łamać tabu!!!

Droga koleżanko, jeśli jesteś jeszcze przed pierwszą ciążą, nie powinnaś czytać poniższego tekstu, żeby nie narazić społeczeństwa na demograficzną katastrofę.

Do rzeczy. Istota problemu jest taka, że szeroko wylansowany i przez lata wdrukowany jest pogląd, że macierzyństwo jest piękne i cudowne. Sugestywny przekaz płynący z reklam Pampersa, Gerbera i tym podobnych pokazuje okrągłe, uśmiechnięte bobasy i ich szczęśliwe mamy. Kościoły pełne są obrazów pięknej Madonny z dzieciątkiem na rękach, a i co “światlejsi” księża bajają o tym, jakie to wspaniałe i mistyczne doświadczenie. Półki w księgarniach pełne książek, w których przeczytasz, jakie to wszystko jest zajebi… Tak kształtuje się pogląd o macierzyństwie u kobiety, która jeszcze nie urodziła pierwszego dziecka. Po porodzie następuje zderzenie z rzeczywistościa, która jest zupełnie inna i wtedy, niestety, zamiast skonfrontować swoje błędne przekonania z faktami, kobieta dochodzi do wniosku, że nie nadaje się na matkę, że nie spełnia standardów i generalnie jest do niczego. TO JEST TOKSYCZNE KŁAMSTWO. Jest to jednocześnie potężne TABU, o którym się nie mówi, bo każda Pani uważa, że jest jedyna taka nienormalna i powinna się z tym schować.

Dlatego:

  • jeśli przeraża Cię Twój wygląd, rozmiar i smród- nie jesteś pierwsza.
  • jeśli ryczysz na myśl, że jesteś uwiązana i straciłaś właśnie swoje życie i wolność, już nigdy przez to dziecko nie pójdziesz do kina czy na imprezę- nie jesteś pierwsza.
  • jeśli on ciągle płacze, a Ty nie umiesz tego zmienić- nie jesteś pierwsza.
  • jeśli momentami nienawidzisz własnego dziecka- nie jesteś pierwsza.
  • jeśli czujesz, że nie kochasz tego dziecka- nie jesteś pierwsza.
  • jeśli przez Twoją głowę przetaczają się pomysły pełne agresji- nie jesteś pierwsza.
  • jeśli nie umiesz karmić piersią, nie wiesz jak trzymać, nie masz dość pokarmu, dziecko nie ciągnie, bolą Cię sutki, które ono gryzie- nie jesteś pierwsza.
  • jeśli musisz dokarmiać sztucznym mlekiem i przez to czujesz się jak “niekobieta”- nie jesteś pierwsza.
  • jeśli nienawidzisz męża, przez którego to wszystko, wkurw… Cię jego pytanie “jak mogę Ci pomóc”- nie jesteś pierwsza.
  • jeśli Twoja teściowa kwituje to wszystko zdaniem “co Ty wiesz, ja to musiałam sobie poradzić, choć były tylko tetrowe pieluchy…” czyli przekaz podprogowy “jesteś bardziej beznadziejna niż Ci się wydawało”- nie jesteś pierwsza.

Napisałem tylko to, co pozwoliła mi dostrzec moja męska ślepota. Każda z Was miłe Panie może dopisać swoje wezwania do tej litanii. Ważne, żeby ten przekaz zaczął wybrzmiewać, aby kolejne kobiety nie cierpiały ponad miarę. Bo cierpienie i tak jest ale zupełnie niepotrzebne jest to, które rodzi się z konfrontacji fałszywych przekonań z rzeczywistością.

Jesteś matką. Jesteś dobrą matką. Jesteś najlepszą matką Twojego dziecka. Rób swoje, idź dalej. Nie myśl za wiele i nie wybiegaj w przyszłość. Ech, tu mi się mężczyzna włączył z dobrymi radami- przepraszam. Właśnie, Panowie. Schowajcie na ten czas nasze sztandarowe pytanie: “co mogę ZROBIĆ, aby Ci pomóc?” do kieszeni. Chyba trzeba po prostu być blisko i też przeżyć swoją bezradność (tu też konfrontuje się mit, że mężczyzna zawsze coś musi umieć poradzić). Ja, jak zacząłem coś ROBIĆ, to tak schrzaniłem, że aż się wstydzę o tym napisać…

Dedykuję ten wpis mojej żonie, która jest i przez cały czas była wspaniałą mamą i kobietą.

Bóg stał się człowiekiem, Ty też możesz!

Bóg stał się człowiekiem, Ty też możesz!

Śpiewamy w kolędach o Bożej Dziecinie i sianku w stajence. Dobrze. Ale niech to nie zatrze nam obrazu rzeczywistości. Jeśli Bóg naprawdę urodził się jako dziecko, to był bezbronnym niemowlakiem, jego opiekun musiał oczyścić nóż, żeby przeciąć pępowinę, jego Mama musiała sobie poradzić z karmieniem piersią… Potem przez pierwszy rok tylko jadł i wydalał, jak każde dziecko. Jeśli spojrzymy uczciwie na te stajenkę- w skalnej grocie. Jeśli zaryzykujemy głęboki oddech w tej stajni, to poczujemy całkiem zwyczajny zapach. Nie będzie to tylko romantyczne sianko z pastorałki ale siano zmieszane ze zwierzęcym kałem, moczem… taki swojski zapach zza obory. I w tym wszystkim Syn Boży- Bóg. Bóg w całkiem niesakralnej rzeczywistości, zupełnie zwyczajnej. Profanum? Jeśli prawdą jest to, w co wierzą chrześcijanie, to do takiej rzeczywistości w zupełnie zwyczajny sposób wchodzi Bóg. Zatem i my chyba możemy wejść zwyczajnie, do naszej codziennej rzeczywistości.

Skąd więc w nas to dążenie, żeby zamknąć Boga w getcie. W getcie tabernakulum, kościoła, przepisów, doktryny, czy choćby w getcie spraw wyższych, a nie tych naszych zwykłych, codziennych- zdrowia, radości życia, pieniędzy, ciepłego domu, smacznego posiłku, sprawnego samochodu. Nie wiem po co nam to. Ale wiem, że Bóg się wyrywa z każdego getta poprzez skandaliczne Boże Narodzenie. Zatem i ja mogę. Skoro On stał się Człowiekiem, to ja też mogę. Ty też możesz. Jak powiadała mama mojego przyjaciela, nauczycielka, kiedy zawyżała uczniom oceny w klasie przedmaturalnej: “trzeba najpierw być człowiekiem, a dopiero potem znać matematykę”. Trzeba najpierw być człowiekiem, a dopiero potem być nauczycielem, psychologiem, dyrektorem HRu, księdzem itd.

My jednak czasami uparcie jak ten włoski proboszcz, który zgodził się na wesele ubogiej rodziny w kościele, pod warunkiem, że będzie cicho i spokojnie. Włosi jak to Włosi- popili, zaczęli śpiewać, zabawa na całego. O północy siostra zakonna spotyka proboszcza pędzącego po schodach, żeby rozgonić towarzystwo.

“Myśli ksiądz, że Jezus na weselu w Kanie Galilejskiej nie śpiewał, nie tańczył, nie bawił się?”

“No tak ale tam nie było Najświętszego Sakramentu”.

A w tej obsranej stajence dwa tysiące lat temu… Był, czy go nie było? A może najpierw Józef wysprzątał i okadził całą stajenkę, a Maryja jeszcze zdążyła udekorować kwiatkami, zawiesić firanki i zapalić świece? “No tak ale ile świec trzeba zapalić?” pytają specjaliści od liturgii…

Życzę Wam wszystkim BYCIA CZŁOWIEKIEM. Dobrze, że jesteście. Dziękuję.