Nimomcasu= gównoprawda.

20151023_132727

Był podobno w jednym z jezuickich klasztorów taki brat, który zawsze i wszystkim powtarzał jedno zdanie: „ni mom casu”. Doszło do tego, że młodsi zakonnicy nie wiedzieli jak ma na imię, bo wszyscy wołali na niego „Nimomcasu”.

Dzisiaj czekałem na sali wybudzeń, aż mój syn „wróci” z narkozy. To był mały zabieg i wielu z Was ma poważniejsze doświadczenia z dziećmi na koncie ale nie o licytowanie się chodzi. Chodzi o to pytanie, które zawsze pojawia się przy narkozie: „a co jeśli…?” W obliczu tego pytania i jednej z możliwych odpowiedzi (choć tak mało prawdopodobnej ale jednak), wszystko w życiu się przetasowuje. To, co jeszcze przed chwilą było takie ważne, nieodebrany telefon, goniący termin, wszystko nagle jest zupełnie w tyle. Ten jeden człowiek i jego kolejny oddech jest jedynie ważny.

A przecież tak jest cały czas. TAK JEST CAŁY CZAS! W każdej chwili może być TA CHWILA. Więc nie ma chwili do stracenia. Mam czas.

NIE, to znaczy tak…

puzzled

Codziennie spotykam rodziców, którzy próbując wywrzeć wpływ na zachowanie, mówią coś do swoich dzieci, po czym robią coś zupełnie odwrotnego. Najczęściej ulegają pociechom, które okazują się bardziej konsekwentne i zdeterminowane od nich. Mama mówi „nie wezmę Cię teraz na kolana”, po chwili młoda siedzi na kolanach; inna mówi „wychodzę” po czym zostaje; albo „nie podoba mi się Twoje zachowanie” po czym promiennie się uśmiecha, przytula dziecko i całuje w czoło.

Taka niespójność chyba nie jest dobra, bo wprowadza zamieszanie do małej głowy. Nawet Ci, którzy mówią „jesteśmy dumni, że nasze dzieci są rozwydrzone i niegrzeczne”, którzy świadomie podjęli taką drogę wychowania (z jej plusami i minusami), chyba się zgodzą, że lepiej już chyba nic nie powiedzieć, niż paplać i nie dotrzymywać słowa.