Video do posłuchania. Zapraszam :)

Pod poniższym linkiem konferencja, którą miałem przyjemnośc wygłosic dzisiaj podczas Forum Charyzmatycznego w Tarnowie (26’30”).

 

Asperger szuka żony.

Asperger szuka żony.

Poniższe refleksje zaczęły się od pytań przejętych mam, które po przyjęciu do świadomości diagnozy swojego dziecka, mają tendencję wybiegać w przyszłość i martwić się “jak to będzie, czy on kiedyś będzie miał normalnie żonę, dzieci, rodzinę?” Oczywiście wybieganie w przyszłość nie jest najlepszym sposobem na radzenie sobie z trudną sytuacją. Skuteczniejsze wydaje się skupienie na tym, co tu i teraz, na celach mniejszych, operacyjnych. Na przykład, żeby nauczyć dziecko samodzielnego ubierania czy odrobinę “rozcieńczyć” zainteresowanie aktualną fiksacją. Z drugiej strony nic tak nie motywuje, jak utrzymywanie w świadomości dalekosiężnego celu, do którego zmierzamy. Zatem: czy on się kiedyś ożeni?
Nie wiem. Podobnie jak nie wiem czy ożeni się każdy inny mały chłopiec.
Wiele wskazuje na to, że tak. Otóż wcale nierzadka jest sytuacja, kiedy diagnozowanie dziecka uzmysławia rodzicom, że jedno z nich też ma Zespół Aspergera. Najczęściej żona dowiaduje się o tym po ślubie, zresztą mężczyzna nie ma tu grzechu, bo nic nie zatajał- on sam nie wiedział. Niektóre z Pań sięgają po lekturę “Czy mój facet jest bez serca” Simone Rudy i zaznaczają ołówkiem na marginesie kolejne punkty, które dotyczą ich męża. Łapią się przy tym za głowę i pytają: “jak mogłam tego nie widzieć?!”. Nie martwcie się- żony neurotypowych też zadają sobie często to pytanie.
Podobno ktoś przeprowadził badania, które pokazały, że mężczyźni z Aspergerem są wybierani przez kobiety “po przejściach”. Tłumaczy się to ich przewidywalnością i wynikającym z tego poczuciem bezpieczeństwa.
Konsultuję ostatnio dorosłego człowieka z Zespołem, który szuka żony (stąd tytuł). Sprawa może się niektórym wydawać śmieszna, może żenująca- bo ten Pan podsyła mi treść swoich komunikacji z kobietami, a ja staram się mu pomóc zrozumieć to, co jest ujęte pomiędzy wierszami. Na przykład: jeśli kobieta po raz siódmy z rzędu odpisuje, że nie może się spotkać bo coś tam, to zapewne znaczy, że nie chce się z Tobą spotkać. On był raczej skłonny myśleć, że pewnie faktycznie znowu ma dużo pracy, albo wyjazd na pogrzeb kolejnej babci w tym miesiącu. Kochane aspergerowe poważne traktowanie słów. Próbujemy też wspólnie formułować adekwatne komunikaty, bo jeśli napiszesz spotkanej raz przez kilka minut dziewczynie, że za nią tęsknisz, to ona może się przestraszyć, ponieważ uczucie tęsknoty jest raczej zarezerwowane dla osób, które już przeżyły trochę więcej razem. Lub choćby kwestia używania imion pań zawsze w oficjalnej formie i w wołaczu- tak już dzisiaj dziwacznie brzmiącym.
Zawsze powtarzam, że największym sprzymierzeńcem osoby z Zespołem Aspergera jest samoświadomość. Zastanawiam się więc czy możliwy jest “podryw na Zespół Aspergera”? Mam na myśli, żeby w miarę szybko (jeśli nie od razu) uprzedzić obiekt zainteresowania, że ja tak mam i w związku z tym mogę zachować się dziwnie, powiedzieć trochę za dużo, zrozumieć zbyt dosłownie, narzucać się bez wyczucia itd. Czy to nie będzie przesada? Czy to nie będzie przekreślało szans na zbudowanie relacji? A może to właśnie stworzy przestrzeń do doświadczenia tego cudu, jakim jest MIŁOŚĆ, którą zdefiniowałbym jako wystarczającą pojemność serca, by przyjąć drugiego człowieka takim, jakim jest?
Powodzenia Kolego!

Ojcostwo, rodzicielstwo- fundament nieoczywisty.

Ojcostwo, rodzicielstwo- fundament nieoczywisty.

Pierwsza rzecz w byciu ojcem, według mnie, to budowanie relacji z matką dziecka. Lubię porównywać rodzinę do atomu. Atom składa się z jądra oraz krążących po jego orbicie elektronów. Jądro z kolei składa się z protonów i neutronów. Widzę to tak: rodzina jest atomem, rodzice są protonem i neutronem budującym jądro, a dzieci to elektrony. Jeśli tak sprawa wygląda, jeśli jest zachowana odpowiednia równowaga, to wszystko pięknie hula. Ale rzecz jest dynamiczna. Na przykład naturalną tendencja kobiety po urodzeniu dziecka jest bardzo bliska relacja z dzieckiem. Podłoże takiego stanu rzeczy ma naturę biologiczną, a nawet fizjologiczną dlatego trudno się dziwić. Skoro jednak człowiek jest wezwany do tego, żeby kierować się rozumem, to nie można się wykpić biologią. Trzeba działać pomimo naturalnej tendencji i pielęgnować przede wszystkim relację rodziców. Często dzieje się tak, że dziecko- elektron zajmuje pozycję ojca- protonu, a ten zaczyna krążyć po orbicie o coraz większym promieniu, aż kiedyś nagle nie wraca na przykład z wyjazdu integracyjnego, bo znalazł sobie “nowe jądro” (wieloznaczność słowa jądro jest tutaj nieprzypadkowa).
Kiedy układ zachowuje swoją równowagę, swoją harmonię, dziecko wcale nie traci. Ono czuje się bezpieczne. Dla niego relacja rodziców jest jak żyzna ziemia, na której może wzrastać, rozwijać się i owocować. Ludzie czasami tłumaczą różne zachwiania tego zwykłego stanu potrzebami dziecka. Na przykład: “on nie może spać sam, dlatego śpi z nami” albo “… dlatego śpi ze mną, a mąż w drugim pokoju”. Bo ja wiem… Zwykle pytam wtedy mężczyznę: “co Pan na to, że Pańska żona sypia z innym mężczyzną?” Pierwszą reakcją jest śmiech obojga ale zwykle to mężczyzna pierwszy przestaje się śmiać i głęboko się zamyśla.
Sprawa staje się oczywista w przypadku rozwodu, kiedy widać jak ewidentny rozpad relacji rodziców przekłada się na stan emocjonalny dziecka. A niby jest fajniej- bo wreszcie spokój, bo dwa prezenty na święta, bo tata wreszcie spędza czas jak jest jego weekend. Jednak pojawia się takie bliżej nieokreślone uczucie spadania w dół, bo zabrakło gruntu pod nogami, zabrakło fundamentu.
Podrzucam to Państwu pod refleksję.

Asperger na wyjeździe czyli rozmowy mamy z psychologiem.

Asperger na wyjeździe czyli rozmowy mamy z psychologiem.

Poniżej treść mojej komunikacji z mamą pacjenta, chłopca z ZA, pięć i pół roku. Publikuje za zgodą. Imiona zmienione.

Witam Panie Michale! Po Pana ostatnim artykule mam pytanie… Rozumiem, że gdy Tomek ma napad agresji, krzyczy, ryczy, wyzywa, to jak skała nie zwracam na niego uwagi, czekam aż mu przejdzie. Oczywiście pod warunkiem, że nie bije, żeby było bezpiecznie.

Nie zawsze tak jest. Po pierwsze na ile znam Tomka, potrzebna jest mu zdecydowana komunikacja, w trybie rozkazującym. Bez krzyku ale niosąca ze sobą adekwatny przekaz emocjonalny. Zauważyłem, że Państwo oboje cały czas zadajecie mu pytania: “dlaczego mnie bijesz? Dlaczego nie chcesz wejść na spotkanie? Dlaczego mówisz, że te zajęcia są głupie? itp.” Jeśli zadajemy pytanie, to możemy się uczciwie spodziewać odpowiedzi. Tę odpowiedź już dała diagnoza- Zespół Aspergera, specyficzna struktura mózgu, jego funkcjonowanie, “przetrącone” neurony zwierciadlane, brak empatii itd. To jest odpowiedź. Tomek tej odpowiedzi póki co nie zna i nie rozumie, dlatego w dialogu z nim dochodzimy zwykle do fundamentalnej odpowiedzi “bo tak” albo trochę bardziej ambitnego “bo ja tego nie lubię” czy też “bo to jest głupie.” Proszę raczej mówić mu co ma zrobić, w krótkich komunikatach w drugiej osobie liczby pojedynczej trybu rozkazującego albo ewentualnie oznajmującego: “rozbierz się!”, “Ty zostajesz na zajęciach, a ja teraz wychodzę”, “będę czekał na Ciebie w poczekalni”, “Przestań krzyczeć”, “uspokój się” i jeszcze jakże piękne “bez dyskusji.”

Ale co potem? Nie mówić mu, że to było przykre, że mnie tak wyzywał?

Pani zapewne tutaj nawiązuje do zasady “Miłość nie pamięta złego.” Po każdym nieakceptowanym zachowaniu Tomek powinien moim zdaniem otrzymać informację zwrotną co nam się nie podobało, czego nie akceptujemy itd. Miłość tutaj nie polega na cackaniu się z nim ale jest to miłość, która patrzy w przyszłość i chce mu pomóc wykształcić takie sposoby reagowania, która będą pozwalały na budowanie satysfakcjonujących relacji międzyludzkich w przyszłości. 

Na szczęście coraz mniej się zdarza, że bije.

Cieszę się. To bardzo ważne, żeby rodzic, nauczyciel i terapeuta dziecka ZA dostrzegał postęp, nawet małe sukcesy. Mamy naturalną tendencję, żeby koncentrować się na tym, co jest złe, co jest do zmiany. To może skutkować frustracją, dalej zniechęceniem się, poddaniem. To jest stan, który rodzic dziecka z ZA powinien usunąć ze swojego arsenału reakcji. Będziemy walczyć o niego cały czas, do końca, zawsze. Dlatego trzeba dostrzegać nawet małe sukcesy i o nich mówić. Trzeba o nie pytać także w przedszkolu- żeby nauczyciele utrzymali poziom zmotywowania, żeby uczyli się też pozytywnego patrzenia na efekty swojej pracy, pozytywnego patrzenia na Tomka. Jednym słowem żebyśmy działali przeciw tej naturalnej tendencji, do skupiania się na złym. 

Pamiętajmy jednak, że konkretnie w temacie bicia- każde bicie to jest za dużo. Dążymy do poziomu zero bicia. Naszym celem jest taka sytuacja, kiedy Tomek będzie umiał wyrazić swoje uczucia- zwłaszcza dotyczy to złości- w sposób społecznie akceptowalny i bezpieczny dla siebie oraz innych.

Ale największy mamy problem jak u nas są goście albo my gdzieś jesteśmy.

Wszyscy mają ten problem. Także rodzice dzieci neurotypowych, które naciągają strunę bardziej przy gościach niż normalnie, bo wiedzą, że rodzice odpuszczą dla świętego spokoju, ze wstydu, żeby nie robić scen przy innych. Zachęcam do działania inaczej. Wychowanie Tomka jest nadrzędnym celem, ważniejszym niż spokojny przebieg spotkania towarzyskiego. Jeśli są jakieś ustalone zasady, reguły, to trzeba dążyć do ich respektowania w każdej sytuacji społecznej. Nie można odpuszczać dla świętego spokoju czy z obawy, że “rozwinie swoje aspergerowe skrzydła” przy naszych znajomych. Proponuje tych znajomych, którzy są dla nas ważni, na których możemy liczyć, którym ufamy, poinformować z czym mamy do czynienia i czego mogą się spodziewać. Taki swoisty coming out może być dużym ułatwieniem. 

Problem zaczyna się w sytuacji społecznej w przestrzeni publicznej, gdy jesteśmy “pod obserwacją” osób postronnych. Co prawda coraz rzadziej ludzie pozwalają sobie na wtrącanie się i głośne komentowanie ale ciągle jeszcze można usłyszeć: “co za niewychowany dzieciak”, “co za nieudolna matka” albo “ja to bym sobie z nim inaczej porozmawiał.” Częściej jest tak, że to my czujemy się obserwowani i oceniani. Gdzieś tam w głowie, “uchem wyobraźni” niemalże słyszymy głosy ludzi oceniających nas. Powiem krótko- w dupie z tym. Trzeba pracować nad tym, żeby postawić sobie wewnętrzną granicę- to nie mój problem, jeśli ktoś mnie ocenia, to widać jego własne życie jest na tyle ubogie, że musi się zajmować moim. Internet jest pełen ciekawych memów na ten temat. Jak będzie trzeba, to wydrukujemy koszulki z napisem: “dziecko autystyczne- odwal się!” albo “…nie wtrącaj się!” Proszę pamiętać o celu- po co robimy, dlaczego nie ustępujemy, co chcemy osiągnąć. Chcemy wychować Tomka, który będzie umiał budować satysfakcjonujące relacje społeczne (powtórzenie celowe). 

Tomek w zabawie z innymi dziećmi, jak się wkurzy, to mówi np. nie lubię Cię, jesteś głupi, idź sobie już do domu. O  ile jest to „normalne” chyba zachowanie u dzieci, bo każdy ma prawo do swoich uczuć, to u nas wie Pan jak się to odbywa- krzyk, wyzwiska, rzucanie czym popadnie.

Każdy ma prawo odczuwać złość i głupotą byłoby ją tłumić ale powtórzę- trzeba się nauczyć wyrażać ją w sposób społecznie akceptowalny, bezpieczny dla siebie oraz innych. Zatem proponuje odholować syna na bok, na osobne miejsce i skierować komunikat: “jeśli się nie uspokoisz, to Ty wyjdziesz i to Ty nie będziesz się bawić, choć to są Twoje zabawki” lub “jeśli nie będziesz się grzecznie bawił, będziesz sam w pokoju.” Oczywiście musi to być pokój bez zabawek, bez żadnych atrakcji tak, żeby powrót do zabawy z dziećmi był bardziej atrakcyjny. 

Nam rodzicom jest zwyczajnie wstyd, gdy nasz syn do gości tak się odzywa.

Słusznie. To adekwatne uczucie. Macie Państwo prawo do swoich uczuć. Proszę zatem zareagować adekwatnie, a nie próbować z dyplomatycznym uśmiechem zamieść sprawę pod dywan. Proszę zacząć uwzględniać swoje emocje w komunikacji z Tomkiem. Jeśli Państwu jest wstyd, to proszę skutecznie zakomunikować mu oczekiwania, żeby przestał się tak zachowywać. Proszę szanować swoje uczucia, a to nauczy także Tomka, żeby szanował uczucia innych oraz swoje.

Trzeba też za każdym razem pochwalić go jeśli przy jakimkolwiek spotkaniu będzie się zachowywał w sposób, którego oczekujemy: “cieszę się, że tak ładnie dzisiaj bawiłeś się z Julką, jest mi bardzo miło”. 

Po świętach pojechaliśmy ze znajomymi do Zakopanego. Były tam inne dzieci. Oczywiście „jazdy” cały czas. Przy ludziach mówił do mnie „pierdolona matka”.

Jak Panią znam, to pewnie pytała Pani wtedy: “dlaczego tak do mnie mówisz?” Proszę w takiej sytuacji powiedzieć mu “sorry gościu, nie będziesz uczestniczył w żadnych atrakcjach, żadnego spaceru, żadnej wizyty w kawiarni, będziesz siedział sam z tatą albo ze mną w pokoju bez żadnych zabawek, żadnego telefonu nic.” Żadnego rysowania, telewizji, nic. Siedzi na tyłku do kolejnego posiłku, a potem spać. Jeśli zmienia temat i próbuje odwrócić uwagę: “Nie mam ochoty z Tobą rozmawiać”. Musi pójść mocny, jednoznaczny sygnał. Absolutnie nie jakieś tam pytania i “przeproś mamusię”. Czy może Pani zareagować tak, żeby wiedział, że nie i koniec? Wiem, że każda kobieta ma w sobie umiejętność takiego powiedzenia “nie”, że facet wie, że nie i koniec. Proszę sięgnąć po ten ton i to zdecydowanie w stosunku do Tomka, kiedy pozwala sobie na takie odzywki. Nie musi Pani być wtedy grzeczna i się do niego uśmiechać. Proszę całą sobą wyrazić co Pani czuje, jak ktoś nazywa Panią “pierdoloną”.

Nie muszę pisać jakie to przykre a zarazem żenujące dla nas rodziców.

To całkowicie adekwatne emocje, proszę je wreszcie zacząć uwzględniać i w sposób bezpieczny ale konsekwetny i jasny komunikować Tomkowi. 

Ja oczywiście mam największy problem z tym ” co Ci nasi znajomi sobie o nas pomyślą? Już nigdy nas nie zaproszą i wcale im się nie dziwię. itd.” Ale z tym sobie poradzę.

Proszę porozmawiać ze znajomymi, powiedzieć im o Zespole Aspergera, z czym to się je i jakiej pomocy Pani od nich potrzebuje. Proszę się nie zamykać w gettcie z Tomkiem i przez Tomka. Państwo zrobiliście z mężem ogromną robotą decydując się na diagnozowanie Tomka pod kątem ZA. Tylko Pani wie, co Pani przeżyła. Jaką drogę musiała Pani przejść, żeby skonfrontować się z rzeczywistością pod tytułem “z moim dzieckiem coś jest nie tak”. Wykonała Pani ogromną robotę. Proszę pamiętać co mówiłem o ludziach, którzy trwają w oporze często aż do momentu, kiedy wokół ich dziecka zrobi się naprawdę syf- na przykład w pierwszej, czasem czwartej klasie, a nawet jeszcze później. Proszę pamiętać co opowiadałem o ludziach, którzy męczą się całe życie, bo nigdy nie spojrzeli aspergerowej prawdzie w oczy. Państwo macie to już za sobą. Tomek ma przez to o wiele większe szanse, bo dostaje fachową pomoc już od 5 roku życia. Etap “jestem beznadziejną matką” też już za Panią. Proszę unieść głowę do góry. Jesteście wspaniałymi rodzicami wyjątkowego dziecka. Dziecka, które potrzebuje bardzo dużo pomocy ale tę pomoc już otrzymuje. Przestańcie się zachowywać, jak ludzie, którzy zrobili coś złego i teraz chcą to ukryć. Wasi Przyjaciele przez duże “P” nie opuszczą Was w tej sytuacji ale oni też potrzebują wiedzieć. Świadomość jest w przypadku Aspergera wielkim sprzymierzeńcem wszystkich zaangażowanych osób. 

Pytanie mam do Pana co po takich akcjach? Ostatnio jak już się uspokoi to siadam z nim i mówię ” “Tomku, jak będziesz tak mówił do Maćka albo do Antka, albo do kogoś innego, to nikt nie będzie chciał się z Tobą bawić, nikt Ciebie nigdzie nie zaprosi i nikt do Ciebie nie przyjedzie. Jak Cię  coś zdenerwuje to lepiej  wyjdź sobie do innego pokoju i poczekaj aż Ci złość przejdzie ale nie mów nikomu złych słów, że ktoś jest głupi, że go nie lubisz. To jest bardzo przykre, sprawiasz tym komuś smutek, jakbyś się czuł gdyby ktoś do Ciebie tak mówił?”

Tak, być może bez ostatniego pytania o to, jak on by się czuł, bo to dla niego jeszcze nieznana ziemia. 

I pytanie. Czy mam tak tłumaczyć czy „olać” i zostawić go w spokoju. Czy po takich agresjach słownych mam mu mówić, że to było złe czy nie używać takich sformułowań a odwrotnie tylko chwalić za super zachowanie. Czy jak się wydurnia przy dzieciach i popisuje złym zachowaniem, to mam mu zwracać uwagę, że źle się zachowuje (widzę reakcje innych rodziców i samej mi głupio, że on się tak zachowuje) czy olać i nie zwracać uwagi?

Tłumaczyć, a raczej wymóc na nim natychmiastowe zaprzestanie takiego zachowania w sposób, który opisałem powyżej. 

Mam nadzieję, że rozumie Pan o co mi chodzi?

Też mam taką nadzieję.

Ten wyjazd był dla nas sprawdzeniem, czy my w ogóle się nadajemy na takie wypady ze znajomymi… Było źle, ale przede wszystkim nam było źle. Ciągle się denerwowaliśmy przez jego zachowanie. To my wprowadzaliśmy naszymi nerwami złą atmosferę. To my rodzice byliśmy wściekli na jego zachowanie.

Zakwestionowałbym taką interpretację. Być może byliście napięci, pełni obaw i on to wyczuwał. Wiadomo, że to jest mistrz manipulacji i potrafi uderzyć w najczulsze struny ale to chyba nie takie proste. Proszę się nie poddawać.

W Święta też dramat… za dużo ludzi, za dużo bodźców. Teraz widzimy, że nam jest najlepiej, jak jesteśmy sami, we trójkę, bez innych. Przynajmniej na razie… Jak już jesteśmy sami to smok znowu jest naszym słodziakiem, bez awantur, wyzwisk, bez nerwów.  Pozdrawiam i wszystkiego najlepszego w Nowym Roku Panu i Pana rodzinie.

Nie zgadzam się. Smok nie może Wami rządzić. To załatwia sprawę na krótko i prowadzi w ślepy zaułek. Proszę się nie izolować od znajomych. Proszę raczej tych znajomych wprowadzić w temat, a z Tomkiem komunikować się w zdecydowany sposób. Proszę mieć przed oczami cel- chcemy, żeby Tomek jako dorosły mężczyzna był szczęśliwy i dawał szczęście budując satysfakcjonujące relacji z ludźmi, których spotka. Być może on zachowuje się normalnie jak jesteście sami. Ale bycie cały czas samemu jest “nienormalne”. W tych “nienormalnych” warunkach Tomek zachowuje się “normalnie”. Jednak to bycie z ludźmi, wśród przyjaciół jest “normalne”, a wtedy on zaczyna się zachowywać się “nienormalnie”. Ale, moim zdaniem, trzeba wchodzić w takie “normalne” sytuacje, a kiedy on zacznie się zachowywać “nienormalnie”, trzeba go korygować i nauczyć go zachowań “normalnych”. Niestety dla Państwa nie będzie to łatwe i przyjemne, nie będzie to zwykły wypoczynek, jak dla innych rodziców. Teraz to ja mam nadzieję, że Pani mnie zrozumie 😉 

Mama Tomka

PS. Uczę Tomka ostatnio modlitwy Ojcze Nasz, któryś jest w niebie… a On mi na to : Mamo, przecież tata jest w domu a nie w żadnym niebie… 🙂

I za to między innymi kocham ten aspergerowy świat 🙂

Spotkanie autorskie.

Spotkanie autorskie.

Zapraszam mężczyzn, którym do Wrzeszcza niedaleko lub po drodze w najbliższy piątek 12 stycznia.

Synuś mamusi czyli neverending story z Teściową.

Synuś mamusi czyli neverending story z Teściową.

Sprowokowany komentarzami internautek pod tekstem o Teściu, postanowiłem zabrać głos w temacie Teściowej. Najtrafniej o sprawie mówi stary kawał, który przytoczę:

rodzice dorastającego syna wychodzili do teatru, podczas gdy on został w domu ze swoją dziewczyną. Ledwo starzy za próg, młodzi wylądowali na sofie i “akcja”- wiadomo, młoda krew. Rodzice jednak czegoś zapomnieli i wrócili do mieszkania, weszli i zobaczyli sytuację, która nie miała nic wspólnego z czystością przedmałżeńską. I teraz co myśli każda z osób: dziewczyna- “ojej, co oni sobie o mnie pomyślą, że jestem pierwsza lepsza”, chłopak- “ale ze mnie dupek, żeby nie zamknąć drzwi”, ojciec chłopaka- “hmmm, moja krew!”, a matka: “no jak ona nogi trzyma, przecież jemu niewygodnie…”

Lepszego podsumowania nie znam.

Z tematem przywiązania matki do syna zderzył się sam Jezus, kiedy rodzicielka synów Zebedeusza chciała załatwić swoim chłopcom miejsce po prawej i lewej stronie Zbawiciela. Co za kontrast- Zbawiciel, Bóg wcielony, wokół dwunastu wybranych i powołanych Apostołów, a tu mamusia w akcji. Zresztą i dziś niejeden wikary pilnuje, żeby się nie pożalić swojej mamie, bo gotowa osobiście do biskupa pojechać. A i na niejednej parafii sprawami kieruje dodatkowy rezydent czyli mama Proboszcza. Dosyć o księżach, wracamy do małżeństw.

Tej rzeczywistości synowa nie zmieni. Tak już jest- w żartach, w Ewangelii, w codzienności. Tutaj pomóc może tylko meżczyzna, który:

  • po pierwsze musi zerwać z mitem mamusi, przestać “jechać na” wierze mamy w jego cudowność i niepowtarzalność, i zacząć ją budować własnym czynem. Czynem prostym, zwyczajnym, codziennym, często niezauważalnym- zagrabione liście na jesieni, skoszony trawnik w lecie, odśnieżony chodnik zimą itd.
  • odpowiedzieć sobie zawczasu na pytanie kto jest ważniejszy w życiu- mama czy żona? Ja otrzymałem kiedyś formację, którą przyjąłem za swoją. Rodzina generacyjna- z której wychodzę- jest bardzo ważna, jednak od momentu wstąpienia w związek małżeński, schodzi na drugi plan. Rodzina prokreacyjna zajmuje jej miejsce. Taka jest moja odpowiedź. Twoja może być inna ale ważne żebyś miał ją gotową, pod ręką, bo życie Cię skonfrontuje i emocje będą wtedy tak silne, że będziesz musiał (i musiała) mieć gotową procedurę działania.

Teściowa będzie Ci mówiła, że kiedyś sama tak będziesz traktowała swojego syna. Najgorsze, że ma rację ale co z tego…

Teściu- decydujące starcie.

Teściu- decydujące starcie.

Jest taka scena w jakimś filmie, gdzie przed ślubem ojciec dziewczyny bierze Młodego na bok i mówi: “jak ją skrzywdzisz, to Cię zabiję.” Znam osobiście przynajmniej jednego człowieka, który takie właśnie słowa usłyszał tuż przed ślubem. Było to wielce prawdopodobne zważywszy, że tatuś był emerytowanym policjantem i nawet broń trzymał w domu.

Ostatnio konsultowałem kilka par w kryzysie. W poplątanych małżeńskich węzłach często dostrzegam jedną nić przewodnią. Jest to podejrzanie bliska relacja kryzysującej żony ze swoim ojcem. Tatuś jest podporą w sensie emocjonalnym, tata zapewnia poczucie bezpieczeństwa. Z dziadkiem jeździ się na wyjazdy, to on funduje narty córce i wnukom, a mąż pozostaje w tle. Pierwsza moja myśl poszła w tym kierunku- że to niedobry dziadek, że się miesza, że kieruje z tylnego siedzenia, nie potrafi postawić granicy. Ale zastanawiam się, czy prawda nie leży gdzieś bliżej środka. Może jest tak, że teść wyczuwa pewną nieudolność zięcia, żeby skutecznie zaopiekować się jego córeczką, jego największym skarbem? W dniu ślubu ojciec Panny Młodej oddaje innemu mężczyźnie kogoś prawie najważniejszego w życiu. Ten, kto ma córkę, wie o czym mówię. Relacja ojca z córką jest naprawdę niesamowita i wyjątkowa. Dlatego jeśli nowy opiekun wydaje się nie dostawać do swojej roli, może się okazać, że ten stary jest tuż za progiem i czuwa.

Oczywiście mówię tu o procesach, które dzieją się poza świadomością. Nikt przecież nie podejmuje świadomie decyzji: “będę się wtrącał, bo on nie daje rady” albo w przypadku kobiet “pójdę do tatusia bo on jest lepszy”.

Kolejny raz dochodzę do wniosku, że poszerzenie samoświadomości jest niezbędnym czynnikiem naszego rozwoju. Jeśli dostrzeżesz w tym tekście kawałek swojego życia- już jesteś w połowie drogi do pozytywnej zmiany. Jeśli jesteś mężem, który czuje, że ma teścia kierującego z tylnego siedzenia, to zanim zaczniesz się zżymać na niego czy na małżonkę, najpierw pomyśl czy sam wystarczająco ogarniasz rzeczywistość. Czy Twoja żona nie chodzi w przetłuszczonych włosach, czy Twoim dzieciom dajesz wystarczająco dużo czasu, uwagi, realizacji potrzeb itd. Jeśli jesteś żoną w kryzysie, zastanów się czy nie za łatwo uciekasz do tatusia- dosłownie, finansowo i emocjonalnie. Jeśli jesteś Teściem- walcz do końca, bo Młody potrzebuję tę walkę z Tobą stoczyć i wygrać, dla dobra wszystkich!

Odważnego reflektowania życzę.

Atak płaczu/ histerii dziecka z Zespołem Aspergera- opis interwencji.

Atak płaczu/ histerii dziecka z Zespołem Aspergera- opis interwencji.

Opiszę poniżej sytuację z mojego doświadczenia pracy z dziećmi w wieku przedszkolnym. Imiona pozmieniałem- są zupełnie przypadkowe. Ku refleksji koleżeństwu po fachu ale także rodzicom, którzy chcą korygować zachowania swoich dzieci.

Sytuacja.

Dzieci w wieku 6 lat, 16 obecnych w grupie, pracują w dwóch podgrupach przy dużych kartkach papieru na podłodze. Każde dziecko ma za zadanie narysować prezent, z którego najbardziej się cieszy (okres poświąteczny), w dalszej części dzieci będą mówić grupie co narysowały.

Nauczycielka oraz psycholog obserwują grupę z boku.

W pewnym momencie Marcin wstaje od swojej grupy, odbiega na bok, wchodzi na niską szafkę i zaczyna wrzeszczeć “ja nie umiem narysować”. Będę używał do opisu jego zachowania określenia “syrena”, ponieważ głośność jego płaczu i wrzasku najbardziej właśnie przypomina sygnał dzwiękowy pogotowia czy straży pożarnej. Dziecko jest znane w placówce z tego, że potrafi płakać/ wrzeszczeć tak głośno, że słychać je w całym budynku.

Reakcja pozostałych dzieci w grupie- niektóre zatykają uszy, troje z nich podchodzi do nauczycielki mówiąc: “ciociu, Marcin płacze”. Jeden podchodzi z pytaniem: “ciociu, Marcin płacze, jaką będzie miał karę?” Jedna z dziewczynek podchodzi do Marcina okazując mu zainteresowanie.

Strategia działania.

Stosujemy behawiorystyczną metodę wzmacniania zachowań pożądanych, a wygaszania niepożądanych.

W praktyce polega to na tym, że wraz z Nauczycielką nie zwracamy żadnej uwagi na zachowanie Marcina oraz powstrzymujemy przed tym pozostałe dzieci. Praca trwa tak, jakby nic się nie stało.

Nauczycielka odsyła podbiegające dzieci z powrotem do pracy nad zadaniem, nie robiąc przy tym żadnych komentarzy pod adresem Marcina. Stosuje krótkie komunikaty: “dokończ swój rysunek”. Odwołuje także z powrotem do grupy dziewczynkę, która podeszła do chłopca. To może wydawać się zabawne, że pozostałe dzieci mówią nam o płaczu, który słyszy całe przedszkole. Jednak trzeba pamiętać, że one widzą i sygnalizują problem, starają się pomóc, tak jak potrafią. To ważne, żeby również dla nich zachować w tej sytuacji życzliwość, komunikować rzeczowo, bez wyśmiewania itd.

Dorośli modelują zachowanie dzieci. Pracują tak, jak dotychczas. Marcin nie otrzymuje żadnej uwagi podczas gdy włączona jest jego “syrena”. Jednakże w momentach, kiedy przestaje wrzeszczeć- natychmiast pytam go głośno, czy chce wrócić do grupy lub czy chce abym mu pomógł. Nie pada żaden komentarz na temat zachowania chłopca (typu: “bardzo nieładnie”, “jak przestaniesz krzyczeć to…”). Natomiast chcę podkreślić- w czasie gdy chłopiec krzyczy- zero uwagi, jak tylko przestaje- natychmiast próbuję komunikować się z nim. Marcin tej komunikacji nie podejmuje, wraca do wrzasku.

Zaspraszam dzieci do kółka, żeby przejść do drugiej części zadania. Na każde hasło sygnalizujące postęp zadania chłopiec reaguje wrzaskiem, który wydaje się nasilać. Grupa siada w kółku, blisko siebie. Bardzo trudno jest usłyszeć siebie nawzajem, pomimo to kontynuujemy zadanie- dzieci po kolei prezentują swoje rysunki. Marcin dwa razy cichnie. Natychmiast wtedy zwracam się do niego z pytaniem czy chce wrócić do grupy lub czy chce, żebym mu pomógł. Za każdym razem wraca do „syreny”. Utrzymuję cały czas kontakt wzrokowy z dziećmi siedzącymi w kółku. Nie usiadłem wraz z nimi, żeby patrzeć z góry, przez co wydawało mi się, że mam większą kontrolę nad grupą. Nauczycielka usiadła wraz z dziećmi, modelując zachowanie (tym ważniejsze, że nie można było wszystkiego przekazać słowami, bo w większości się nie słyszeliśmy). Warte podkreślenia jest to, że Nauczycielka siedziała od strony Marcina, cały czas kontrolując kątem oka jego zachowanie, żeby zapewnić dzieciom bezpieczeństwo i móc szybko zareagować w razie gdyby zachowanie chłopca zaczęło eskalować. Ograniczył się jednak do wycia oraz szarpania zabawkowym mebelkiem. Było to bardzo hałaśliwe, jednak bezpieczne dla reszty grupy. Prowadzący konsekwentnie nie reagowali.

Po skończonym zadaniu śpiewamy jak zwykle naszą piosenkę na pożegnanie i pada komenda ustawiamy się na obiad- czyli działamy cały czas wg planu. Chłopiec kolejny raz reaguje głośnym krzykiem. Grupa wychodzi z nauczycielką umyć ręce i dalej na stołówkę.

Natychmiast podchodzę do chłopca i siadam koło niego (zawsze na tyle daleko, żeby moja twarz była poza zasięgiem jego rąk- tak już mam od momentu jak kredka autystycznej dziewczynki otarła się o moją gałkę oczną). Chłopiec płacze ale nie wrzeszczy. Pytam go dlaczego płacze. Uspokaja się i spazmując mówi: “ja chciałem narysować ale nie wiem co”. Rozmawiam z nim. Okazuje się, że nie wie jaki prezent wybrać. Pomagam mu wybrać. On co chwilę przerywa naszą rozmowę głośnym: “nie dam rady”, “nie umiem”, “nie potrafię”. Reaguję zawsze stanowczym ale życzliwym: “Ty sobie z tym poradzisz”, “dasz radę”, “pokonasz tę trudność, wierzę w Ciebie”. Proponuje chłopcu, że będzie mógł po obiedzie zaprezentować swój rysunek reszcie grupie. Odpowiada, że nie chce. Zgadzam się na to i wtedy kieruję do niego ważny komunikat wyjaśniający: “mówisz mi, że nie chcesz i ja się na to zgadzam, nie musisz. Wcześniej słyszałem też, co mówiłeś ale nie reagowałem, ponieważ krzyczałeś i płakałeś, a ja się na to nie zgadzam. Jak teraz ze mną rozmawiasz spokojnie, to zgadzam się i ci pomogę.” Powstrzymuję się od stwierdzeń oceniających, od tzw. “wypominek”. Nauczycielka bardzo trafnie określiła to podejście: “miłość nie pamięta złego”- podoba mi się zastosowanie tego biblijnego cytatu. To taki przyjazny reset. Chłopiec nie musi słuchać jak to źle postąpił, jak to nieładnie się zachowywał.

Podchodzę wraz z chłopcem do kartki jego grupy, tam dowiaduję się, że on zaczął rysować prezent ale od rodziców, a koledzy powiedzieli mu, że to ma być od Mikołaja. To prawdopobodnie był moment kiedy syrena zaczęła wyć, to go przerosło. Na marginesie- niesamowite, jak te zachowania dzieci ze spektrum zawsze mają jakąś swoją logikę.

Chłopiec nie wiedział jak narysować samochód, narysowałem swój obok, po czym jemu też się udało. Pochwalony, wzmocniony poszedł umyć ręce i dołączył do grupy przy obiedzie. Nauczycielka ani ja nie nawiązaliśmy w żaden sposób więcej do minionej sytuacji. Żegnając się z grupą podziękowałem dzieciom: “dziękuję Wam wszystkim za dzisiejsze zajęcia, za to że narysowaliście Wasze prezenty i o nich opowiedzieliście, dziękuję również Marcinowi, który także dokończył rysowanie swojego prezentu. Do widzenia.”

Jeszcze kilka słów o moim myśleniu podczas tej sytuacji.

Po pierwsze powstrzymałem się świadomie od negatywnej interpretacji zachowanie Marcina. Nie robiłem założeń typu: “on robi mi na złość”, “rozwala mi zajęcia” itd. Patrzyłem na to tak, że on woła o pomoc, nie umie sobie poradzić inaczej, to jest jedyna strategia, jaką dotychczas opanował, a ja jestem tu po to, żeby pomóc mu poznać inną, nową. Dziecko nie ma diagnozy spektrum autyzmu, jednak ja mam tzw. hipotezę roboczą Zespółu Aspergera, przez co nie spostrzegam tego rodzaju zachowań jako ataku wobec mnie, a jako trudność, którą chłopiec musi pokonać.

Wiedziałem, że pozbawiając chłopca jakiejkolwiek uwagi swojej oraz dzieci wymierzam mu surową karę i żadna inna nie jest potrzebna (tymbardziej post factum). Myślałem o tej sytuacji jako o szansie pomocy Marcinowi. Myślałem o tym, że chłopiec cierpi, boi się- to pomogło mi nie zareagować negatywnymi emocjami wobec niego, raczej miałem w sobie współczucie. Myślałem o tym, że moja stanowczość i “głuchota” na jego płacz pomoże mu bardziej, niż okazanie współczucia tu i teraz.

Po tej sytuacji “syrena” chłopca włącza się zdecydowanie rzadziej.

Dziekuję Nauczycielce za bardzo sprawną współpracę i mądre podejście do tego chłopca. Jest wielkim szczęściarzem, że trafił na taką Panią. Nie wymienię jej z nazwiska, ze względu na anonimowość opisu ale ona wie, doczytała do tego miejsca i szeroko się uśmiechnęła 🙂

Jedno słowo na Nowy Rok.

Jedno słowo na Nowy Rok.

Nowy Rok- Nowy Człowiek. Postanowienia noworoczne lub ich brak. Mówią znawcy, że muszą być konkretne, mierzalne, relewantne itd Mówią realiści, że trwają najczęściej do drugiego tygodnia stycznia. Ja zaś od kilku lat trzymam się inspiracji znalezionej po angielskiej stronie internetu- JEDNO SŁOWO na cały rok. Oczywiście nie zawsze jest to dosłownie jedno słowo, czasami jedno zdanie. Była “wdzięczność”, „spokój”, “pustka”, „odwaga” i jeszcze kilka. To jest dla mnie jak latarnia morska, która pomaga odnaleźć kierunek we mgle codzienności. Takie hasło na sztandarze. Polecam tę metodę na 2018. Pomyśl o tym, jakie słowo streszcza w sobie Twoje dążenia, kierunki i pragnienia zmiany. Być może to przyjdzie jako niespodziewane natchnienie. Może to będzie chłodna kalkulacja językowa. Zapisz, przyklej na lodówce lub w innym miejscu, na które będziesz spoglądał przy każdym wschodzie słońca i idź dalej przed siebie. Dobrego Nowego Roku.

Rachunek sumienia 2017.

Rachunek sumienia 2017.

Ostatni dzień roku. Podsumowanie. Rachunek sumienia. Ktoś mi kiedyś powiedział, żeby zaczynać od dziękowania. Dziś zaczne i na tym skończe. Ogromne, wielkie dziękuję za ten rok. Chcę się podzielić dwoma momentami i jednocześnie zaprosić do refleksji.

Na czterdzieste urodziny w czerwcu dostałem od żony niesamowity prezent. Jest to album ze zdjęciami osób, które były i są dla mnie ważne przez te czterdzieści lat. Dzięki staraniom Ewy każdy z nich napisał jeszcze list do mnie. Prezent został przygotowany w absolutnej dyskrecji. Jak otworzyłem album zatkało mnie- kto mnie zna, wie, że to rzadko spotykane zjawisko. Były łzy wzruszenia, dużo łez. Ochłonąłem dopiero po kilku dniach. Wtedy uświadomiłem sobie, że dostałem jeszcze jeden prezent na czterdziestkę. Zupełnie niesamowity. Jest to nowe imię- „DZIĘKUJĘ”. Od teraz nazywam się Michał Dziękuję Borkowski. Jednocześnie zrozumiałem, że moje życie jest utkane z ludzi, których spotkałem i spotykam. Ci ludzie oddają mi to, co mają najcenniejsze i niepowtarzalne- swój czas. Za to Wam wszystkim dziękuję.

Drugi moment to odejście z bezpiecznej posady w szkole. Odchodziłem trochę w ciemno, kiedy ludzie mnie pytali co mam zaplanowane, dokąd odchodzę- nie umiałem do końca odpowiedzieć. Pytali dlaczego w takim razie- przecież pewna robota, przecież regularny przelew, przecież ZUS opłacony… CZUŁEM, że czas… Doświadczyłem tego, o czym czytałem, słyszałem, co przeczuwałem- jak zaczniesz iść, to zacznie się ukazywać droga. Tak rzeczywiście jest w moim życiu od pół roku, od złożenia wypowiedzenia. Myślę dziś, że życie jest jak muzyka, która zaprasza do tańca. Można stać pod ścianą i tłumaczyć, że to nie ten czas, że nie znam kroków, że dużo ludzi na parkiecie albo że nie ma nikogo. Albo można po prostu ruszyć, zapomnieć się, poderwać się i bawić. Tak- życie jest jak taniec… Ty też możesz zacząć tańczyć.

Toksyczne kłamstwo o macierzyństwie. Łamać tabu!!!

Toksyczne kłamstwo o macierzyństwie. Łamać tabu!!!

Droga koleżanko, jeśli jesteś jeszcze przed pierwszą ciążą, nie powinnaś czytać poniższego tekstu, żeby nie narazić społeczeństwa na demograficzną katastrofę.

Do rzeczy. Istota problemu jest taka, że szeroko wylansowany i przez lata wdrukowany jest pogląd, że macierzyństwo jest piękne i cudowne. Sugestywny przekaz płynący z reklam Pampersa, Gerbera i tym podobnych pokazuje okrągłe, uśmiechnięte bobasy i ich szczęśliwe mamy. Kościoły pełne są obrazów pięknej Madonny z dzieciątkiem na rękach, a i co “światlejsi” księża bajają o tym, jakie to wspaniałe i mistyczne doświadczenie. Półki w księgarniach pełne książek, w których przeczytasz, jakie to wszystko jest zajebi… Tak kształtuje się pogląd o macierzyństwie u kobiety, która jeszcze nie urodziła pierwszego dziecka. Po porodzie następuje zderzenie z rzeczywistościa, która jest zupełnie inna i wtedy, niestety, zamiast skonfrontować swoje błędne przekonania z faktami, kobieta dochodzi do wniosku, że nie nadaje się na matkę, że nie spełnia standardów i generalnie jest do niczego. TO JEST TOKSYCZNE KŁAMSTWO. Jest to jednocześnie potężne TABU, o którym się nie mówi, bo każda Pani uważa, że jest jedyna taka nienormalna i powinna się z tym schować.

Dlatego:

  • jeśli przeraża Cię Twój wygląd, rozmiar i smród- nie jesteś pierwsza.
  • jeśli ryczysz na myśl, że jesteś uwiązana i straciłaś właśnie swoje życie i wolność, już nigdy przez to dziecko nie pójdziesz do kina czy na imprezę- nie jesteś pierwsza.
  • jeśli on ciągle płacze, a Ty nie umiesz tego zmienić- nie jesteś pierwsza.
  • jeśli momentami nienawidzisz własnego dziecka- nie jesteś pierwsza.
  • jeśli czujesz, że nie kochasz tego dziecka- nie jesteś pierwsza.
  • jeśli przez Twoją głowę przetaczają się pomysły pełne agresji- nie jesteś pierwsza.
  • jeśli nie umiesz karmić piersią, nie wiesz jak trzymać, nie masz dość pokarmu, dziecko nie ciągnie, bolą Cię sutki, które ono gryzie- nie jesteś pierwsza.
  • jeśli musisz dokarmiać sztucznym mlekiem i przez to czujesz się jak “niekobieta”- nie jesteś pierwsza.
  • jeśli nienawidzisz męża, przez którego to wszystko, wkurw… Cię jego pytanie “jak mogę Ci pomóc”- nie jesteś pierwsza.
  • jeśli Twoja teściowa kwituje to wszystko zdaniem “co Ty wiesz, ja to musiałam sobie poradzić, choć były tylko tetrowe pieluchy…” czyli przekaz podprogowy “jesteś bardziej beznadziejna niż Ci się wydawało”- nie jesteś pierwsza.

Napisałem tylko to, co pozwoliła mi dostrzec moja męska ślepota. Każda z Was miłe Panie może dopisać swoje wezwania do tej litanii. Ważne, żeby ten przekaz zaczął wybrzmiewać, aby kolejne kobiety nie cierpiały ponad miarę. Bo cierpienie i tak jest ale zupełnie niepotrzebne jest to, które rodzi się z konfrontacji fałszywych przekonań z rzeczywistością.

Jesteś matką. Jesteś dobrą matką. Jesteś najlepszą matką Twojego dziecka. Rób swoje, idź dalej. Nie myśl za wiele i nie wybiegaj w przyszłość. Ech, tu mi się mężczyzna włączył z dobrymi radami- przepraszam. Właśnie, Panowie. Schowajcie na ten czas nasze sztandarowe pytanie: “co mogę ZROBIĆ, aby Ci pomóc?” do kieszeni. Chyba trzeba po prostu być blisko i też przeżyć swoją bezradność (tu też konfrontuje się mit, że mężczyzna zawsze coś musi umieć poradzić). Ja, jak zacząłem coś ROBIĆ, to tak schrzaniłem, że aż się wstydzę o tym napisać…

Dedykuję ten wpis mojej żonie, która jest i przez cały czas była wspaniałą mamą i kobietą.

Bóg stał się człowiekiem, Ty też możesz!

Bóg stał się człowiekiem, Ty też możesz!

Śpiewamy w kolędach o Bożej Dziecinie i sianku w stajence. Dobrze. Ale niech to nie zatrze nam obrazu rzeczywistości. Jeśli Bóg naprawdę urodził się jako dziecko, to był bezbronnym niemowlakiem, jego opiekun musiał oczyścić nóż, żeby przeciąć pępowinę, jego Mama musiała sobie poradzić z karmieniem piersią… Potem przez pierwszy rok tylko jadł i wydalał, jak każde dziecko. Jeśli spojrzymy uczciwie na te stajenkę- w skalnej grocie. Jeśli zaryzykujemy głęboki oddech w tej stajni, to poczujemy całkiem zwyczajny zapach. Nie będzie to tylko romantyczne sianko z pastorałki ale siano zmieszane ze zwierzęcym kałem, moczem… taki swojski zapach zza obory. I w tym wszystkim Syn Boży- Bóg. Bóg w całkiem niesakralnej rzeczywistości, zupełnie zwyczajnej. Profanum? Jeśli prawdą jest to, w co wierzą chrześcijanie, to do takiej rzeczywistości w zupełnie zwyczajny sposób wchodzi Bóg. Zatem i my chyba możemy wejść zwyczajnie, do naszej codziennej rzeczywistości.

Skąd więc w nas to dążenie, żeby zamknąć Boga w getcie. W getcie tabernakulum, kościoła, przepisów, doktryny, czy choćby w getcie spraw wyższych, a nie tych naszych zwykłych, codziennych- zdrowia, radości życia, pieniędzy, ciepłego domu, smacznego posiłku, sprawnego samochodu. Nie wiem po co nam to. Ale wiem, że Bóg się wyrywa z każdego getta poprzez skandaliczne Boże Narodzenie. Zatem i ja mogę. Skoro On stał się Człowiekiem, to ja też mogę. Ty też możesz. Jak powiadała mama mojego przyjaciela, nauczycielka, kiedy zawyżała uczniom oceny w klasie przedmaturalnej: “trzeba najpierw być człowiekiem, a dopiero potem znać matematykę”. Trzeba najpierw być człowiekiem, a dopiero potem być nauczycielem, psychologiem, dyrektorem HRu, księdzem itd.

My jednak czasami uparcie jak ten włoski proboszcz, który zgodził się na wesele ubogiej rodziny w kościele, pod warunkiem, że będzie cicho i spokojnie. Włosi jak to Włosi- popili, zaczęli śpiewać, zabawa na całego. O północy siostra zakonna spotyka proboszcza pędzącego po schodach, żeby rozgonić towarzystwo.

“Myśli ksiądz, że Jezus na weselu w Kanie Galilejskiej nie śpiewał, nie tańczył, nie bawił się?”

“No tak ale tam nie było Najświętszego Sakramentu”.

A w tej obsranej stajence dwa tysiące lat temu… Był, czy go nie było? A może najpierw Józef wysprzątał i okadził całą stajenkę, a Maryja jeszcze zdążyła udekorować kwiatkami, zawiesić firanki i zapalić świece? “No tak ale ile świec trzeba zapalić?” pytają specjaliści od liturgii…

Życzę Wam wszystkim BYCIA CZŁOWIEKIEM. Dobrze, że jesteście. Dziękuję.

WP Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com