„Naciskanie guzików” czyli prace z dzieckiem zacznij od siebie

Lubię słuchać o tym, jak dzieciom ze spektrum udaje się prowokować otaczających ich dorosłych. W nikogo nie rzucam kamieniem, bo sam nie raz mam tak, że jakiś tekst, jakieś zachowanie lub brak zachowania potrafi mnie podgrzać do czerwoności. Jak tylko sobie to uświadomie, to przywołuje na pomoc mojego wewnętrznego błazna- czyli taki mechanizm, który pozwala mi złapać dystans do samego siebie. Błazen przychodzi przed mój majestat i zaczyna zadawać pytania: „cóż wielkiego się stało o Panie? oto ten niesięgający Ci do pasa pięciolatek popełnił wielkie przestępstwo, bo nie posłuchał Twojego polecenia? ojojoj, Panie, teraz sam będziesz musiał posprzątać wszystkie klocki?” I tak dalej, i tak dalej pozwalam, aby mój wewnętrzny błazen kpił ze mnie tak długo, aż wreszcie poczuje, że wrzucam na luz. Dopiero, kiedy zaczynam dopuszczać do siebie myśl, że rzeczywiście nic wielkiego się nie stało, mogę działać dalej. Dopiero wtedy odzyskuje skuteczność, bo przestaje skupiać się na sobie i moim dotkniętym ego, a wracam do mojego pacjenta, jego potrzeb, jego lęków, ograniczeń itd. Dopiero wtedy mogę znowu próbować pomagać.

Dzieci ze spektrum prowokują jak nikt inny. Aspergerowcy często przypominają natchnionych, jakby mieli pozaziemską wiedzę- potrafią wejść i od progu rzucić takim tekstem, który rozkłada na łopatki nawet najdojrzalsze osobowości. Skąd oni wiedzą, w który punkt uderzyć? Nie wiem, zresztą nieważne. Ważne jest to, żeby w kontakcie z dzieckiem pozostać dorosłym, żeby nie dać się wciągnąć w przepychankę słowną czy jakąkolwiek inną formę walki. W „Logistyce autyzmu” Kate Wilde porównuje tę sytuację bardzo obrazowo, do „naciskania guzików”. Rzeczywiście często tak to wygląda, że dotknięcie jakiegoś naszego czułego punktu wywołuje automatycznie określoną, przewidywalną reakcję, o którą właśnie dziecku chodzi. Gdy na przykład pięcioletni przedszkolak widząc kątem oka wchodzącą do sali terapeutkę rzuca teatralnym szeptem „przyszła stara baba”, to robi to po to, aby pani się oburzyła, obraziła i jak zawsze „za karę” nie wzięła go na zajęcia. Ona ma poczucie, że postąpiła dobrze, a on dalej może się bawić w sali.

Zmiana tego mechanizmu wcale nie zaczyna się od dziecka, tylko od dorosłego. Chodzi o to, żeby przerwać łańcuch przyczynowo- skutkowy. Jeżeli w reakcji na prowokację dziecka nie zachowamy się tak, jak ono się tego spodziewa, to ono z czasem przestanie się tak zachowywać. Proste. Tylko tyle i aż tyle, bo to wymaga pracy nad sobą, zmiany myślenia refleksji i autorefleksji, a o to teraz najtrudniej.

PS. Klikając w reklamę na moim blogu wspierasz mnie finansowo, dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.