Jak pomóc dziecku w adaptacji do nowego miejsca

Rodzice często dzisiaj zadają swojemu dziecku pytania o wszystko. „Czy założysz buciki?”, „Pobawisz się z chłopcem?”, „Pokażesz gardełko panu doktorowi?”, „Idziemy już?”. Z jednej strony to jest piękne, bo świadczy przecież o poważnym traktowaniu małego człowieka i liczeniu się z jego zdaniem. Z drugiej strony jednak takie zachowanie ma dwie poważne wady. Po pierwsze kto pyta, ten musi liczyć się z odpowiedzią. Dziecko na przykład odpowie: „nie, nic nie pokaże panu doktorowi” i wtedy właściwie badanie zakończone, a pan doktor niech zapisze leki na czuja. Druga sprawa jest równie poważna. Otóż zadając pytanie o decyzję dziecka obarczamy je także odpowiedzialnością proporcjonalną do wagi tej decyzji. Dlatego, jeżeli ktoś na przykład pyta swojego adaptującego się do przedszkola trzylatka: „pójdziesz dzisiaj do przedszkola?” to tak jakby kazał mu decydować w tej sprawie i wziąć za to pełną odpowiedzialność. Wiadomo, że do przedszkola puszczamy dzieci głównie dlatego, że my musimy w tym czasie pracować. Wiadomo, że to my wybieramy przedszkole, troszcząc się o to, żeby było jak najlepsze, upewniamy się, że będzie bezpieczne, a jednak tym pytaniem przerzucamy nieświadomie odpowiedzialność takiej decyzji na dziecko. Zupełnie jakbyśmy oczekiwali, że nasz trzylatek odpowie: „mamo, tato, biorąc pod uwagę obecną sytuację geopolityczną, rosnącą inflację, a co za tym idzie także ratę zaciągniętego przez was kredytu, a także fakt, że jedna babcia jest zbyt chora, żeby się mną zająć, a z drugą jesteście pokłóceni, rozumiem, że oboje musicie ciężko pracować dlatego zdecydowałem pójść do przedszkola!”

Dlatego, żeby ułatwić dziecku ten proces adaptacji w nowym miejscu, który w naturalny sposób wiąże się ze stresem proponuje: nie pytać czy pójdzie do przedszkola, tylko używać trybu oznajmującego „idziesz do przedszkola”; nie pytać „czy płakałeś?” albo „czy było fajnie?” tylko „co ci się podobało?”, „z kim się bawiłeś?”; przyprowadzać dziecko punktualnie, żeby nie musiało dołączać do grupy, w której proces grupowy już toczy się od pewnego czasu (żeby się nie czuło jak surowy ziemniak wrzucony do wrzącej już zupy); za żadne skarby w świecie się nie spóźniać z odbiorem, tylko wywiązywać z danego słowa- jeżeli „po zupce”, to po zupce i koniec. Jeżeli rano mocno płacze, to polecam metodę „chirurgiczną”- buziak, przekazanie dziecka nauczycielce, w tył zwrot i za drzwi. Natomiast jeżeli my musimy się wypłakać, bo przecież w naturalny sposób jest do dla nas też trudne doświadczenie, to do syta, ale nigdy przy dziecku.

PS. Klikając w reklamę na moim blogu wspierasz mnie finansowo, dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.