Mózg na wolnym biegu

Ostatnio jeden z moich rozmówców uskarżał się na zmęczenie nieustannym planowaniem, martwieniem się co wypali, a co nie, snuciem wewnętrznych scenariuszy itd. Użył sformułowania „zafiksowanie na myśleniu”, które zarezonowało z moim własnym doświadczeniem.

Można powiedzieć w uproszczeniu, że życia można doświadczać albo o nim myśleć. To pierwsze niestety należy dzisiaj do rzadkości. Nasze mózgi nieustannie są czymś zajęte. Z wielką starannością dbamy o to, żeby miały materiał do myślenia. Oglądamy serwisy informacyjne, szukamy wiadomości w internecie czy ciekawostek dotyczących naszych zainteresowań. Snujemy plany na wakacje, szukamy sposobów na rozwój zawodowy itp. Wszystko to może sprawić, że ani przez chwilę nie jesteśmy tu i teraz. Cały czas jesteśmy „tam i wtedy”. Przejmujemy się globalnym ociepleniem, światowym kryzysem czy inflacją z taką powagą, jakbyśmy byli conajmniej premierami państw władnymi podejmować decyzje wpływające na bieg historii świata. Musimy wszystko zobaczyć, wiedzieć, zrozumieć, mieć swoje zdanie i koniecznie je wyrazić.

Co więcej, to nasze myślenie jest najczęściej toksyczne, bo zamyka się w obszarze lęku, braku, problemów i kłopotów. Mało kto poświęca czas na to, aby myśleć o tym, co ma i jak jest za to wdzięczny Bogu czy losowi. Raczej skupiamy się na tym, czego jeszcze nie posiadamy i co nam zagraża lub może zagrozić. Cały czas na horyzoncie potencjalna katastrofa lub w najlepszym wypadku kolejny cel do osiągnięcia. W ten sposób nasz mózg cały czas pracuje, a rzeczywistość nie ma szans, żeby przebić się do nas pod postacią doświadczenia. Może stąd popularność sportów ekstremalnych, salonów SPA czy choćby prostego joggingu, bo one dają momenty, kiedy mózg może sobie odpocząć, gdyż bodźce zewnętrzne są tak silne, że na chwilę zdominowują produkcję myśli? Ten czy owy mówi nam „skup się na swoim oddechu” albo „myśl o swoich wielkich palcach u stóp” i wtedy odkrywamy ze zdziwieniem, że mamy ciało, że żyjemy, oddychamy i WOW… jest dobrze, jest jakiś spokój, jakaś cisza, może nawet harmonia… w nas, w świecie… I już zaczynamy żyć na chwilkę, bo przecież zaraz musimy wracać do myślenia, bo bez nas i bez tego naszego myślenia świat się zawali.

Ostatnio pewna dziewczynka patrząc przez okno mojego gabinetu wykrzyknęła radośnie: „jaki piękny ptak”. Przez chwilę wpatrywaliśmy się razem w cudownie upierzone stworzenie, które przysiadło na huśtawce za oknem. Niestety zaraz padło pytanie: „co to za ptak?” Już brałem do ręki smartfon, żeby zapytać googla jaki to gatunek, ale coś mnie tchnęło i odpowiedziałem tylko „piękny”. Ptak odleciał zaraz potem, nie zatrzymał się na długo, podobnie jak my- nie jesteśmy tu przecież na długo…

PS. Klikając w reklamę na moim blogu wpierasz mnie finansowo, dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.