Dlaczego „ten bezczelny gówniarz” się śmieje?

Pamiętam dokładnie pierwszego chłopca, którego spotkałem z tym problemem. Byłem wtedy psychologiem szkolnym w jednej z warszawskich szkół i właśnie z pasją opieprzałem kilku szóstoklasistów (wtedy najstarsi chłopcy w szkole), którzy znęcali się psychicznie nad swoim kolegą. Nagle najodważniejszy z nich przerwał mój słowotok i powiedział: „ale proszę Pana, jemu się to podoba?!” Zamurowało mnie i po chwili wyksztusiłem: „co TY opowiadasz?!” Na to on: „Jak my tak robimy, to on się cały czas uśmiecha.” Rzeczywiście po chwili zastanowienia uświadomiłem sobie, że ten chłopiec- ofiara cały czas się uśmiechał. Zresztą podobnie jak jego mama, która z uśmiechem na twarzy mówiła mi: „panie Michale, jest strasznie, jeszcze gorzej niż poprzednio.” Oni po prostu mieli taki wyraz twarzy, trochę jakby im brakowało skóry, cały czas kąciki ust uniesione lekko do góry w grymasie uśmiechu. Oprócz tego zapewne oboje- chłopiec i jego mama- mieli Aspergera jak dzwon.

Od tamtego czasu zwracam uwagę na ten problem, bo okazuje się, że wcale nie jest rzadki. Tę opowiastkę sprzed lat powtórzyłem już dziesiątki razy moim pacjentom oraz dorosłym na szkoleniach, ku przestrodze. Okazuje się, że niektóre dzieci mają tendencję, żeby w sytuacji stresowej reagować śmiechem. Jest to zupełnie nieadekwatne i wprowadza zamieszanie do procesu komunikacji. Problem jest poważny, zwłaszcza dopóki nie ma świadomości, że w ogóle istnieje. Ostatnio na przykład jeden z moich pacjentów trafił razem ze wszystkimi kolegami z klasy do gabinetu dyrektora. Tamci coś narozrabiali, ale on nie miał z tym nic wspólnego, bo jest typem, który najchętniej spędzałby przerwę w czytelni. Traf chciał, że niestety on również jak jest zestresowany, to reaguje takim „głupkowatym” uśmiechem. Nawet sobie tego nie uświadamiał do momentu, kiedy cały gniew dyrektora skupił się właśnie na nim. Dostał O-PE-ER na czym świat stoi, choć nie miał żadnej winy poza tym jednym uśmiechem nie w czas. Staremu niestety włączył się tryb „udowodnię-że-mam-rację-nikt-mi-tu-nie-będzie-się-uśmiechał-kiedy-opieprzam-uczniów” i przejechał się po dwunastolatku jak kombajn Bizon.

Otóż temu dyrektorowi i wszystkim ważnym i poważnym nauczycielom chciałem zasugerować, że uśmiech dziecka nie zawsze oznacza, że jest mu wesoło. Czasami jest to grymas wynikający ze stresu. W przypadku dzieci ze spektrum jest to ogólny problem niezintegrowania komunikacji z emocjami. Nie zawsze jak ktoś się Wam śmieje w twarz, to od razu nie szanuje Waszego poważnego urzędu. Nie zawsze Wasza interpretacja rzeczywistości jest rzeczywistością.

A tak na marginesie- jakbyście się sami więcej śmiali, brali więcej spraw z dystansem, to lepiej by się wszystkim żyło w szkole i w domu. Tylko niestety my, dorośli, ulegamy złudzeniu, że to co robimy, nasza praca, jest śmiertelnie ważna i poważna. I wtedy momentalnie uchodzi z nas życie… i znika uśmiech z naszej twarzy.

PS. Klikając w reklamę na moim blogu wspierasz mnie finansowo, dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.