Ledwociepły nastolatek i jego naiwni rodzice.

Pamiętam dokładnie moją ostatnią grę komputerową. To było na studiach, miałem wtedy na pececie Cywilizację dwójkę. Zacząłem grać po kolacji i tak jeszcze jedna partyjka, jeszcze jedna i jeszcze… aż zrobiło się całkiem jasno, a ja nadal grałem jeszcze jedną partyjkę…

Kiedy następnego dnia wstałem już nie pamiętam o której godzinie w dzień, ze złością odinstalowałem wszystkie gry z mojego kompa i tak skończyła się moja gejmerska kariera. Jakoś tak mam, że odpoczynek w nocy zawsze był dla mnie priorytetem.

Taka Cywilizacja dwójka, to jest dzisiaj paleozoik. Pewnie nikt z dzieciaków nawet by nie włączył kompa, żeby zagrać w coś tak wolnego, nudnego, ze słabą grafiką itd. Dzisiaj na ekranie jest prawdziwy kosmos. Naprawdę wciągająca mieszanina wyszukanych bodźców. Dzieciaki dosłownie przenoszą się do innych wymiarów wirtualnych. Tylko, że w realu pozostaje dramatycznie niezaspokojona potrzeba snu i odpoczynku dla mózgu. Podobno w Warszawie jest taki psychiatra, który wszelkie leczenie zaczyna od ustawienia rytmu dobowego młodym pacjentom. Melatonina w tabletkach, syropie czy nawet żelkach to jego flagowa recepta. Dopiero potem autyzmy, aspergery czy inne nadpobudliwości. To by miało ręce i nogi. Pamiętam, jak kiedyś poszedłem na zajęcia po całonocnej imprezie- byłem, ale jakby mnie nie było. Tylko chyba rodzice dzisiejszych nastolatków nie rozumieją tej podstawowej potrzeby. Nie widzą, albo nie chcą widzieć. Łatają dziury na wszelkie sposoby, a nie widzą najczęstszej przyczyny problemu czyli przemęczenia wynikającego z braku snu i permanentnego przebodźcowania mózgu. Jedna nauczycielka opowiadał mi ostatnio jak jej się dostatnio żyje z korepetycji. Najlepsi są podobno nastolatkowie, którzy przychodzą ledwo ciepli po całej nocy grania, żeby pani im załadowała do głowy program potrzebny do zaliczenia przedmiotu. Jak zaliczą, to starzy się odczepią i… dalej będzie można grać.

Pamiętam, że raz dałem się wystraszyć jako młody psycholog argumentem, że przecież teraz są takie czasy i rodzice nie chcą pozwolić, żeby ich dzieci były „amiszami” we współczesnym świecie. „Wszyscy grają na konsolach i komputerach, wszyscy mają smartfony, wszyscy gapią się w ekrany, nikt nie śpi tyle, co pan każe”. Jeśli uznawanie potrzeby snu i odpoczynku za priorytet jest przestarzałe, to tak- jestem ze średniowiecza, albo nawet z kamienia łupanego. Uważam, że tym dzieciakom potrzebne jest osiem do dziesięciu godzin snu i minimalna (czyli zbliżająca się do zera) ilość ekranu dziennie. Nic się nie stanie, jak przeczytają książkę, pojeżdżą na rowerze czy spojrzą na swojego rodzica czy na nadjeżdżający samochód przed przejściem przez ulicę. Tymczasem normą staje się dziecko idące ze szkoły do domu bez odrywania oczu od ekranu i niestety dorosły jadący samochodem w podobny sposób.

Tak nas trwoży ostatnio słowo blackout, a ja w sumie jestem ciekawy jakby to było, gdyby rozładowała się bateria w ostatnim smartfonie. Czy nie mielibyśmy masowo objawów odstawiennych… A może odnaleźlibyśmy nowe/stare horyzonty w życiu? Jakby to było, gdyby te dzieciaki się porządnie wyspały i odpoczęły?

PS. Klikając w reklamę na moim blogu wspierasz mnie finansowo, dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.