Rodzice, zacznijcie być dorośli- czyli jak mówić dzieciom o wojnie.

Wojna u sąsiadów- lęk w sercach, kto pomoże? Wiadomo- PSYCHOLOGOWIE!!! Nagle okazuje się, że na mocy mojego dyplomu jestem specjalistą od wojny. A jakże, w telewizji śniadaniowej, serwisach informacyjnych i mediach społecznościowych psychologowie mówiący o wojnie, a zwłaszcza mówiący o mówieniu o wojnie. Cytując klasyka: „boję się otworzyć lodówkę, bo też pewnie wyskoczy psycholog”.

Ja też dostałem zlecenie rozmawiania z dziećmi o wojnie. Jasne, tylko czy nie byłoby lepiej, żeby porozmawiali o tym z rodzicami, przecież przy nich czują się najbezpieczniej… Guzik prawda niestety. Poczucie bezpieczeństwa płynące od rodziców coraz częściej jest tylko założeniem, które rozmija się z rzeczywistością. Byłem zdruzgotany jak zacząłem słuchać sześciolatków w jednym z przedszkoli. Dzieci zaczęły mówić do mnie urywkami serwisów informacyjnych: „wujek, a była taka dziewczynka i ona słuchała muzyki na słuchawkach i nie słyszała jak leciały rakiety i ją zabiło”, „a wujek, a taką dziewczynkę Olenkę to rosjanie zastrzelili na ulicy”, „a wujek, a w takim bloku taka pani została i jak przyleciała rakieta, to ona przeżyła, ale jedno oko jej się zepsuło”- i śmieją się, bo dla nich to śmieszne taka pani bez jednego oka…

Potworny lęk dzieci, które słyszą to znane dotąd tylko z bajek słowo- wojna. Niewiedza, nieznajomość, zagubienie i ogromny LĘK. Na to wszystko rodzice, którzy nie mają w sobie na tyle dojrzałości, żeby serwis informacyjny obejrzeć w samotności, bez dzieci, albo żeby poszukać informacji w internecie. Rozmowy o wojnie, o zagrożeniu, o broni atomowej w obecności dzieci w naiwnym przekonaniu, że one nie słuchają, a nawet jeśli, to nie rozumieją. Otóż słuchają! Słuchają bardziej niż jakikolwiek wywiad na świecie. Być może nie rozumieją, ale tym bardziej się boją.

Jak zatem zachować się wobec dzieci, jak z nimi rozmawiać? Zostawić po stronie dorosłych to, co do nich należy. Niepewność tego, co będzie jest dla nas. Tankowanie pod korek, szukanie bankomatu z gotówką to wszystko są sprawy dorosłych i powinny zostać po naszej stronie. Dzieciom beztroska ale nie utopia. Przybywa fala uchodźców, którym trzeba pomóc i to warto dzieciom pokazać- że ludziom w potrzebie się pomaga. Razem z dziećmi przygotować rzeczy do przekazania i zabrać je ze sobą, gdy pojedziemy na miejsce zbiórki. Mówić im, że przy nas są bezpieczni i rzeczywiście im to bezpieczeństwo zapewnić. Dla nich mama i tata są całym światem, którego potrzebują i w którym odnajdują swoje bezpieczeństwo. Tylko, żeby tę misję wypełnić trzeba sobie poradzić z własnymi uczuciami, przepracować je po dorosłemu tak, żeby dziecko nie musiało nas terapeutyzocwać. Traktowanie dzieci po partnersku osiąga w tym momencie wymiar, który niszczy beztroskę dzieciństwa.

Dojrzały dorosły, RODZIC przekazuje dziecku gotowe komunikaty w kryzysowych sytuacjach w taki sposób, że ono nie musi już procesować w sobie pewnych rzeczy. Mama, tata tak powiedzieli i koniec. Przez tę odrobinę stanowczości i dyrektywności zdejmujemy z dziecka ciężar odpowiedzialności. Sytuacja kryzysowa wymaga właśnie takiego działania. Lubię porównywać to do telefonu pod numer alarmowy. Osoba, która odbiera zgłoszenie zadaje nam konkretne pytania: co, gdzie, czy pacjent przytomny, czy oddycha itd. Nie ma pytań o pogodę, nie ma pytań o nasze opinie- „jak Pani myśli, czy wysłać karetkę?”. Konkret, który pomaga nam przejść przez doświadczenie kryzysowe. Poczucie, że po drugiej stronie jest ktoś, kto wie, co robić. Tego właśnie potrzebują teraz nasze dzieci i to przede wszystkim od rodziców, a nie od wszechwiedzących psychologów…

PS. Klikając w reklamę na moim blogu wspierasz mnie finansowo, dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.