Przypomnij sobie kim byłeś wcześniej

Kilka tygodni temu bardzo poruszyła mnie rozmowa z mamą pewnego autystycznego dziecka. Ponieważ malec zaczął chodzić do przedszkola, to w planie dnia mamy po raz pierwszy od trzech lat znalazło się kilka wolnych godzin. Zadałem standardowe pytanie: „Czy ma Pani w tygodniu czas dla siebie?” Spojrzała na mnie pytającym wzrokiem, więc wyjaśniłem: „Czy jest taka godzina w tygodniu albo dwie, kiedy Pani robi to, co lubi? Co Pani w ogóle lubi robić?” Wtedy zaczęła patrzeć na mnie takim wzrokiem, jakby patrzyła przeze mnie, jakby mnie nie było w gabinecie. Patrzyła tak przez chwilę w dal, po czym powiedziała jakby sama do siebie: „musiałabym sobie przypomnieć…” To nie mnie nie było w gabinecie, to jej nie było. Była tylko matka zaspokajająca od trzech lat potrzeby dziecka.

Okazało się, że już wtedy zaczęła sobie powoli przypominać. Przypominała sobie jaką kobietą była przed macierzyństwem. Lubiła wszelkiego rodzaju sporty, najlepiej czuła się w ruchu, była przez większość dnia uśmiechnięta. Miałem wrażenie, że siedzę z pacjentem, który wychodzi z zaniku pamięci, któremu na nowo wgrywają się wspomnienia, które na skutek jakiegoś urazu utracił.

W przypadku tej pani sprawa wydaje się dosyć jasna- jej dziecko, ze względu na swoją autystyczną kondycję było przez pierwsze trzy lata życia tak wymagające, że ona zupełnie nie miała czasu na zaspokajanie swoich potrzeb. Nawet nie do końca nadążała z tymi zupełnie podstawowymi, o czym może świadczyć choćby znaczny ubytek wagi ciała. Jednak ta historia wcale nie jest obca rodzicom dzieci neurotypowych. Zwłaszcza kobiety mają naturalną tendencję, żeby całkowicie oddawać się nowej roli matki, kiedy rodzi się dziecko. To oczywiście nic złego, to bardzo potrzebne i jeszcze raz powtórzę- naturalne. Ale jest pewien punkt przegięcia, kiedy rodzic staje się tylko funkcją potrzeb swojego dziecka. Jest jedynie „zaspokajaczem”. Jego własne potrzeby absolutnie i nigdy się nie liczą i w tym momencie znika z relacji jako osoba. To jest chwila, kiedy mówiąc dosadnie- dziecko traci rodzica. Ostatecznie wychowanie jest nawiązywaniem i budowaniem relacji, a do niej zawsze potrzebne są dwa podmioty. Dziecko buduje swoją osobowość z relacji z dojrzałą już (daj Boże) osobowością rodzica. Jeżeli w momencie porodu osobowość rodzica się zupełnie rozmyje i stanie się tylko „zespołem reakcji na potrzeby dziecka”, to nie będzie żadnej podmiotowej relacji.

Kilka dni temu widziałem w centrum wspinaczkowym dziecko ze smoczkiem, przykryte kocykiem i śpiące na leżaczku. Wokoło pełno ludzi w za ciasnych butach. Gdzieś tam na ścianie mama przytulona do chwytów. Czy to przegięcie w drugą stronę? Być może ktoś tak właśnie pomyśli, ale ja jestem zdania, że swoje rodzicielstwo warto budować w sposób autentyczny, między innymi w oparciu o własne zainteresowania i pasje. Właśnie dlatego moje dzieci na przykład już od lat przedszkolnych wiedzą co to znaczy kilkudniowy rajd rowerowy. Znają pojęcie sakwy rowerowej i wiedzą jak zmienia się ciężar roweru obciążonego bagażem. Zawsze tak lubiłem spędzać wolny czas i świadomie przenoszę to w doświadczenie ojcostwa. Moje dzieci widziały nie raz jak cieszę się nastolatek pochylając się na zjeździe i bijąc kolejny rekord prędkości. Nie raz też jęczały, kiedy pod koniec dnia mówiłem „spoko, damy radę, to jeszcze tylko piętnaście kilometrów…” Być może kiedyś zostaną zapalonymi rowerzystami, a może wprost przeciwnie będą mieli wstręt do roweru ale jedno bądź drugie będzie spowodowane spotkaniem z autentycznym mną, a nie jakimś iluzorycznym tatusiem, który uśmiecha się sztucznie pomimo, że zupełnie zawiesił na kołku swoje pasje i zainteresowania.

PS. Klikając w reklamę na moim blogu wspierasz mnie finansowo, dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.