Które dzieci to przetrwają?

Rozmawiałem ostatnio z kolegą, który organizuje zajęcia tenisa stołowego w naszym miasteczku. Opowiadał, że powoli zaczyna wychodzić na zero. Pytam go: „dlaczego w takim razie to robisz?” A on zawołał jedno z grających obok dzieci i pyta: „lubisz grać w tenisa?” Dziecko uśmiechnęło się od ucha do ucha i krzyknęło: „no jasne”, po czym zaraz wróciło do stołu. Kolega nic nie musiał już mówić, zrozumiałem.

Opowiedział jednak jeszcze jedno zdarzenie z ostatnich dni. Po zorganizowanym turnieju podeszła do niego mama jednego z młodych zawodników i powiedziała tak: „dziękuję, że panowie to robicie, to jest jedyne miejsce, gdzie mój syn przychodzi z uśmiechem. Tutaj nikt go nie ocenia. Może zagrać z każdym- dzieckiem i dorosłym, i każdy traktuje go z szacunkiem.” Piękne! I jednocześnie bardzo smutne. Jeśli trening jest jedynym miejscem i czasem, gdzie dziecko czuje się szczęśliwe i szanowane, to co dzieje się w szkole, gdzie młody człowiek spędza większą część dnia?

W szkole są same „debile”, „pedały”, „idioci” itp., jeśli wierzyć w to, co słyszę gdy mijam uczniów idących albo wracających z zajęć. Ostatnio jeden młody człowiek opowiadał mi, że nauczyciele już nawet nie reagują jeśli ktoś głośno wyzywa rówieśnika. Co więcej mama jednej pacjentki mówiła, że kiedy jej córka dopytywała na geografii prosząc o ponowne wytłumaczenie, jeden z jej kolegów powiedział kulturalnie: „ty nigdy nic nie kumasz”, co pani nauczycielka skwitowała krótkim: „no właśnie”. Podobno dziecko zamknęło się w sobie i dopiero w domu wybuchło płaczem nie do zatrzymania.

Inny uczeń szkoły podstawowej opowiadał o swojej wychowawczyni, która zawsze znajdzie jakiś problem, jakieś niedociągnięcie. Gdy dzieci samodzielnie przygotowały gazetkę, to okazało się, że kartki nie są dość proste. Gdy z okazji Dnia Nauczyciela wręczyły prezenty, to okazało się, że nie zrobiły tego w galowych strojach. I tak dziesięcioletenie dzieci codziennie stykają się z dorosłym „wychowawcą” (cudzysłów celowy), który wpędza ich w mechanizm wyuczonej bezradności. Cokolwiek zrobisz, to i tak coś będzie źle. Te dzieci niedługo przestaną się zupełnie starać i wtedy pewnie szkolny psycholog wkroczy ze specjalnym programem warsztatów motywujących…

Mistrzem świata jest wychowawca, o którym słyszałem ostatnio. Pan ma podobno skłonność do obrażania się na swoją klasę. Nie zaprosili go uroczyście do zdjęcia- to się z nimi nie sfotografował. „Wychowawca”…

Nic dziwnego, że dzieci coraz rzadziej z uśmiechem idą do szkoły. Praktycznie cały czas są pod obstrzałem- jak nie intelektualnym- nauka, kartkówka, sprawdzian, ocena, to pod emocjonalnym- agresja rówieśników i niedojrzałość dorosłych.

Wspomniany w pierwszym akapicie kolega trener mówi, że dzisiaj największe szanse na przetrwanie mają dzieci, które uprawiają sport. One mają ukształtowany silny charakter, doświadczenie, że własnym wysiłkiem mogą coś osiągnąć, że porażka jest drogą, a nie końcem świata. One wreszcie mają swój obszar zainteresowań, a często po prostu pasję, która pomaga im przetrwać szkołę, krzyczącą panią, dokuczających rówieśników, bo wiedzą, że na jakiejś sali gimnastycznej, po południu będzie czekał na nich trener, który w nich wierzy i przeciwnicy, którzy ich szanują.

PS. Klikając w reklamę na moim blogu wspierasz mnie finansowo, dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.