Pytanie o rozwód do psychologa dziecięcego.

Zdarza mi się usłyszeć takie pytanie: zdecydowaliśmy się rozwieść, co mamy zrobić, żeby nasze dziecko/ dzieci przez to nie cierpiały? Albo żeby cierpiały jak najmniej?

Spieszę odpowiedzieć. Otóż Wasze dziecko będzie od teraz dzieckiem rozwiedzionych rodziców. Zaczynam od tego, żeby uświadomić Państwu, że przed pewnym ciężarem cierpienia nie da się tego dziecka uchronić. Nie da się zakłamać rzeczywistości, którą zdecydowaliście się stworzyć, a która nazywa się „rodzina po rozpadzie”. Wasze dziecko będzie miało traumę z tego powodu. Pocieszające jest to, że traumy zdarzają się wszystkim, że można je przepracowywać i jest szansa na osiągnięcie dojrzałości. Takie w sumie jest życie- dociska nas na różne sposoby, a my walczymy z tym naciskiem i idziemy dalej, albo się poddajemy i nie idziemy. Takie tam filozofowanie, ale fakt jest taki, że Wasze dziecko od teraz będzie dzieckiem rozwodników i tego się nie zaczaruje.

Możecie jednak ułatwić mu przechodzenie przez tę traumę. Dogadajcie się sprawnie jak dorośli w sprawie opieki i finansów. Z tym drugim najczęściej są problemy- nie oszukujmy się. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę, choć oczywiście mówi się, że chodzi o dobro dziecka itd. Dobro dziecka leży w tym, żeby ono było poza sprawami, które należą do dorosłych. Co należy do dorosłych, to załatwiają oni między sobą. Żadnego mówienia o tym, co złego robi drugi rodzic, żadnego szczucia dziecka na drugiego rodzica za brak wystarczających środków alimentacyjnych.

Do dziecka i przy dziecku o drugim rodzicu wyrażamy się zawsze z szacunkiem, choćby nie wiem co „ta suka” czy „ten debil” nam zrobili. Dla dziecka to jest zawsze jego mama i jego tata. Jeżeli atakujesz przy dziecku drugiego rodzica, to ono odbiera to jako atak na siebie. Tak to jest w emocjach młodego człowieka i nie oszukuj się, że jest inaczej. Znajdź sobie przyjaciela albo specjalistę, z którym możesz obgadać i odreagować swoje emocje, żeby do dziecka przychodzić już z gotowym, świeżym sercem. Naprawdę to, co my dorośli sobie myślimy, a właściwie jak się próbujemy oszukiwać na temat przeżywania naszych dzieci, jest zupełnie inne niż ich wewnętrzne przeżywanie takich sytuacji. Wiem, że to może wymagać heroicznego wysiłku pokonania własnej nienawiści, niechęci, poczucia skrzywdzenia i wielu innych trudnych uczuć, ale trzeba znaleźć w sobie choćby małe ziarno szacunku do byłego małżonka i to ziarno pielęgnować w sobie pomimo wszystko, dla dobra dziecka.

Bądźcie dorośli! W pracy często siadacie do stołu z ludźmi, których chętnie byście wystrzelili na księżyc, ale mimo to, uśmiechacie się do nich dla paru groszy. Czy nie można zdobyć się na podobny wysiłek dla własnego dziecka i na przykład robić jedną imprezę urodzinową? Jedno przyjęcie komunijne itd.? Jeśli naprawdę zależy nam na dobru dziecka, to przyjmijmy też koszty, jakie niesie za sobą sytuacja rozwodowa, że nie będzie nam na przykład miło czy komfortowo spędzać czas w obecności nowego partnera byłego małżonka (swoją drogą nowi partnerzy mogli by też zachowywać się jak dorośli i po prostu w pewnych sytuacjach odpuszczać, zostać w domu). Niech ktoś tu będzie dorosły, bo inaczej to dzieci muszą przejmować tę rolę, a to już jest odbieranie im dzieciństwa.

Swoją drogą ubolewam trochę nad tym, że te i podobne pytania dzisiaj zadaje się psychologom. Zdewaluowały nam się inne autorytety (kościół, seniorzy) i dzisiaj psycholog siada na tron życiowego mędrca, tylko niestety bardzo często sam nie jest na to gotowy. Do tego jeszcze często to pytanie jest próbą wciągnięcia do gry i obarczenia częścią odpowiedzialności, a tu właśnie chodzi o wzięcie pełnej odpowiedzialności za swoje decyzje- na tym polega dorosłość!

PS. Klikając w reklamę na moim blogu wspierasz mnie finansowo, dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.