Spotkania z żałobą.

“Nie szukałem tego, nie prosiłem się- samo mnie znalazło. Może to dlatego, że jestem taki duży i robię wrażenie człowieka, który da radę… Co jakiś czas dzwoni telefon i pada prośba, żebym przyjechał, bo właśnie ktoś odszedł. Jadę, wchodzę i patrzę. Proszę o herbatę bez cukru i przyglądam się, czy potrafią ją w ogóle zaparzyć, czy włączą czajnik, czy będą pamiętali, żeby nie posłodzić. To taki test, który pokazuje jak jest, na jakim są etapie. Potem po prostu siedzę i jestem. Słucham, czasem coś mówię, choć tak naprawdę NIE WIEM, CO POWIEDZIEĆ.”

Z początkiem roku rozpocząłem pracę nad kolejną książką. Tym razem zupełnie nowy projekt, który będzie się opierał na rozmowach z ludźmi. Temat poważny- żałoba po śmierci bliskiej osoby. Znajomi pytają mnie dlaczego się za to wziąłem, po co się pcham w tak ciemny obszar. Do końca sam nie wiem, zresztą tak jak zawsze, bo każda książka jest podróżą, w której nie wiem dokąd dotrę. Na początku wiem, że mam wyruszyć i iść, a potem już droga sama mnie prowadzi. Tak jest i tym razem- po prostu wiedziałem, że mam wyruszyć. Po drodze zaczęło się objawiać dlaczego.

Jeśli warto napisać książkę choćby dla jednego człowieka, który na niej skorzysta, to ten cel już jest osiągnięty. Pierwszym beneficjentem okazałem się ja sam. Już po pierwszej rozmowie, kiedy rozmyślałem nad kolejnymi tematami, rozdziałami, układem treści, doszedłem do wniosku, że sam noszę w sobie nieprzepracowaną żałobę sprzed lat. To jest jak rana, która została zasypana pudrem, żeby nie było jej widać, ale niestety nigdy nie została oczyszczona i wyleczona. To powoduje jakby emocjonalne zakażenie całego organizmu. Uświadomienie sobie tej rany zapoczątkowało bolesny proces zdrowienia.

Druga sprawa to tło w jakim powstaje tekst. W ostatnich miesiącach mam wrażenie, że śmierć wisi nade mną niczym ciemna chmura. Co i rusz dociera wiadomość o człowieku, który odszedł. Dźwięk telefonu czy SMS’a już nie cieszy jak dawniej. Dzisiaj powoduje raczej zaniepokojenie. W sumie to nic nowego, bo całe nasze życie jest przykryte cieniem śmierci. Radzimy sobie jako tako dzięki mechanizmom obronnym, które pozwalają nam w codzienności jakoś poradzić sobie z trwogą. Nie ma co uprzedzać tego, co i tak jest nieuniknione, ale z drugie strony warto oswajać temat śmierci, wpuszczać go w pole swojej świadomości. Scenariusza pewnych sytuacji nie da się przećwiczyć dopóki nie nastąpią, ale warto czasem pomyśleć o tym, że życie może nas zaskoczyć. Dobrze, jeśli taka refleksja o sprawach ostatecznych będzie nas prowadzić nie tyle do rozpaczy czy ucieczki, co do większego, bardziej świadomego przeżywania naszego “tu i teraz”.

Już po pierwszej rozmowie z Ewą, kobietą, która straciła syna, czułem się jak człowiek obdarowany wielkim skarbem. Patrząc w jej oczy pełne tęsknoty zobaczyłem jakim jestem szczęściarzem, że mogę patrzeć na moje dzieci, słuchać ich głosu, przytulać je. To, że czasem dają mi popalić jest niczym. NICZYM!

Jeszcze nie wiem kiedy się ukaże, kto będzie sponsorem, kto wyda, ale wiem, że już robi dobrą robotę- dla mnie i z tego co słyszę, dla tych, z którymi rozmawiam.

PS. Klikając w reklamę na moim blogu wspierasz mnie finansowo, dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.