Pytanie otwierające :)

Lubię zaczynać rozmowę od pytania: “co dobrego?” Moi przyjaciele i znajomi już się do tego przyzwyczaili, ale wiele osób ciągle jeszcze nie kryje zaskoczenia z takiego otwarcia rozmowy. Oczywiście chodzi mi o prawdziwe zainteresowanie tym, co dobre w życiu rozmówcy, a nie tylko takie zwyczajowe zagajenie w stylu angielskiego “how are you”.

Ludzie przychodzą do mnie, jako psychologa, kiedy mają jakiś problem, kłopot. Jak im jest dobrze, to o mnie zapominają- taka praca. Dlatego zaskoczenie jest tym większe, jeśli pytam klienta o to, co dobre, co się udało, jakie sukcesy przyniósł ostatni czas. Wczoraj po raz kolejny w taki sposób rozpocząłem spotkanie grupy wsparcia dla rodziców nastolatków- poprosiłem, aby na początku przedstawili swoje dzieci, mówiąc o ich silnych stronach. Kilku uczestników mówiło później w podsumowaniu, że to im wystarczyło, że w tym pierwszym momencie spotkania znaleźli już swój owoc. Dlaczego?

Dlatego, że to, na czym się skupiamy rośnie. Jeśli cały czas zajmujesz się tym, co jest złe, poświęcasz temu swoje myśli i słowa, to karmisz to. Robi się tego coraz więcej w Twojej świadomości, czyli w Twoim świecie. Ten proces można odwrócić kierując soczewkę swojej uwagi na to, co dobre i zaczyna działać w drugą stronę. To jest jak naczynia połączone- zaczynasz zajmować się dobrem i robi się mniej miejsca na zło.

Poza tym jeśli cały czas zajmujesz się tym, co złe, to też o tym mówisz, komunikujesz to i zniechęcasz rozmówcę. Demobilizujesz go, zresztą samego siebie też. Pamiętam, że kiedyś jeździłem na domowe wizyty do pacjentki do Warszawy. Zawsze po drodze dzwoniłem do jej mamy, żeby zapytać jak minął tydzień. Przez pewien czas mówiła mi regularnie, że jest źle, że nic nie rusza z miejsca. Potem jeszcze nauczycielka tej dziewczynki witała mnie w progu i mówiła to samo, a potem ja siadałem na zajęcia z tym dzieckiem i zauważyłem, że już na początku nie miałem siły, żeby pracować. Czułem się zupełnie pozbawiony energii. To doświadczenie jest zbieżne z teorią wyuczonej bezradności Selligmana, która twierdzi, że jak się cały czas nie udaje, to w końcu dopada deprecha (tak w skrócie). Jeśli nigdy nie dostrzegasz nic dobrego, to nigdy nie chwalisz za nic, a wtedy produkujesz wyuczoną bezradność u siebie i innych. Oczywiście nie chodzi o sztuczność, ale przecież rzeczywistość zawsze jest złożona. Nigdy nie jest tak, żeby wszystko było źle. Nawet jeśli mąż nic nie robi w domu, to przecież czasem się zapomni i rozładuje zmywarkę, a wtedy Ty ruszasz do ataku i dziękujesz mu za to, że… posprzątał mieszkanie 😉

Rzucam Ci dzisiaj z rana to pytanie: co dobrego? Co dobrego u Twojego autystycznego dziecka, jakie sukcesy odniosło w ostatnim czasie? Co dobrego u Twojego zbuntowanego nastolatka, jakie ma silne strony? Co dobrego w Twoim małżeństwie, za co możesz dziękować współmałżonkowi? Zrób taki eksperyment i zacznij o tym myśleć. Potem jeśli chcesz możesz zacząć o tym mówisz, a potem zobaczysz co się zacznie dziać… Spróbuj!

PS. Klikając w reklamę na moim blogu wspierasz mnie finansowo, dziękuję!

Zapraszam też na mój kanał na YT:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.