Pozwól sobie na tryb awaryjny w trudnym czasie.

Drugiego marca br. byłem na wyjeździe. Miałem półtoragodzinne spotkanie z młodzieżą umówione na godzinę 9, a potem caaaaały dzień wolny w obcym mieście. Wygodny pokoik z łazienką, nielimitowany dostęp do kuchni i… niedokończona książka do napisania. Miałem plan, będę pracował przynajmniej 5 godzin, do tego przerwy na przekąskę, drzemkę, spacer, słowem wszystko, czego potrzebuję, żeby mój mózg pracował w trybie twórczym. Pamiętam, że wróciłem do pokoju i otworzyłem komputer tylko na chwilę, żeby tylko sprawdzić jedną rzecz, a potem… było już późne popołudnie, a ja nawet się nie kimnąłem. Cały misterny plan… niezrealizowany.

Pożaliłem się wieczorem koledze, który mnie tam gościł, że tak zawaliłem, a on powiedział tylko jedno zdanie: “ale czy czasami nie trzeba tak właśnie zmarnować dnia, przecież sam o tym pisałeś w ostatniej książce?”

Jego słowa zobiektywizowały moje doświadczenie. Rzeczywiście potrzebowałem takiego czasu, takiego zmarnowania dnia na mało ważne rzeczy. Potrzebowałem po prostu odpoczynku, bo bardzo intensywnie przygotowywałem się do wspomnianego spotkania z młodzieżą. Patrząc z boku, to było oczywiste, ale w moim subiektywnym przeżywaniu było zupełnie inaczej, przynajmniej aż do momentu, kiedy usłyszałem pytanie kolegi.

Dlaczego piszę o tym dzisiaj? Bo już ponad dwa miesiące funkcjonujemy wszyscy w bardzo trudnych okolicznościach. Towarzyszy nam przedłużający się bodziec lękowy w postaci niewidzialnego wirusa, który nie wiadomo co może zrobić- na przykład udusić i zabić. Ludzie chodzą zamaskowani, podają sobie w najlepszym wypadku łokieć na powitanie i raczej patrzą jeden na drugiego jak na zagrożenie życia. Dzieci w domu dostają małpiego rozumu, wychodzą z siebie i wchodzą rodzicom na głowy (często dosłownie). Do tego dynamicznie zmieniająca się sytuacja prawna- nie wiadomo co można, czego nie i dlaczego, a za wszystko można dostać podobno mandat, którego kwota nie wiadomo do końca jaka może być, ale na pewno duża. Funkcjonowanie w takich warunkach przypomina życie w przemocowej rodzinie, gdzie nigdy nie możesz czuć się bezpiecznie, bo nie wiesz kiedy i za co dostaniesz po łbie, albo w najlepszym wypadku ochrzan.

Jest ciężko- to fakt. Pytanie które chcę zadać brzmi: “czy w tych obiektywnie trudnych warunkach pozwalasz sobie na mniejszą wydajność, na zmęczenie, ograniczenie możliwości słowem czy dajesz sobie przyzwolenie na “tryb awaryjny”? Niestety wielu z nas próbuje funkcjonować na pełnych obrotach i wymaga od siebie tyle co zawsze. To prowadzi do przedłużającej się frustracji, a ona z kolei generuje objawy depresyjne. Zanim będzie za późno i rozwinie się pełnoobjawowa depresja trzeba się zobiektywizować i powiedzieć głośno do własnego ucha: “jest trudno, robię co mogę, ale to nie jest normalny czas, więc moja wydajność też nie jest taka jak zazwyczaj.” Może się zdarzyć, że puszczą Ci nerwy, że będziesz zmęczony i zaśniesz wcześniej niż zwykle, że wykonanie prostej czynności, której wcześniej nawet nie zauważałeś będzie Cię w danej chwili przerastało. To nie Twoja wina, po prostu ciężkie są czasy. Odpuść sobie, nie obciążaj się dodatkowo poczuciem winy za to, czemu nie zawiniłeś.

PS. Klikając w reklamę na moim blogu wspierasz mnie finansowo, dziękuję!

2 komentarze

  1. Jako pracodawca mogę powiedzieć, że wiele osób pozwoliło sobie na tryb awaryjny, natomiast ich oczekiwania pozostały na zwykłym poziomie… 🙁

  2. Dziękuje za ten tekst! Miałem to samo, łącznie z objawami depresyjnymi…oczekiwałem od siebie w pracy jeszcze więcej, żeby wykorzystać ten czas przestoju. Ważny czas dla pracodawców, którzy działają na zasadzie przyglądania się co dzieje się na boisku, by wykorzystali okazję do stania się kapitanami, którzy wyznaczają kierunek i trzymają ducha w zespole.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.