Psychologia kwarantanny- depresja?

Coraz częściej w ostatnich dniach zgłaszają się ludzie, którzy mówią: “już nie daję rady, jest naprawdę ciężko, chyba jakaś depresja zaczyna mnie dopadać.”

Moi drodzy, dzisiaj mija pięć tygodni, od rozpoczęcia kwarantanny. Porozmawiajmy co możemy czuć, dlaczego i jak sobie z tym radzić.

Na początku tego całego wydarzenia mogliśmy czuć nawet pewien entuzjazm czy podekscytowanie czymś nowym, choć oczywiście nie bez czynnika lękowego. Dzisiaj ten pierwotny entuzjazm jest już raczej tylko wspomnieniem, w którego prawdziwość trudno uwierzyć.

Dzisiaj czujemy raczej:

  • bezradność- bo doświadczamy braku wpływu na to, co dzieje się wokół. Choć przestrzegamy ściśle zasad kwarantanny, jednak niekoniecznie przekłada się to, na liczby zakażeń i zgonów prezentowane w mediach, a już zupełnie nie współgra z tonem narracji używanej podczas organizowanych co i rusz konferencji prasowych. Do tego jest coraz więcej rzeczy, których nie można robić, jak choćby wizyty na cmentarzu, które dla wielu osób były bardzo ważnym sposobem radzenia sobie z rozłąką z bliskimi. W ogóle działanie, którym zapełniamy zwykle swoją codzienność z jej lękami, zostało nam odebrane, a lęki pozostały.
  • lęk- przed śmiercią, swoją lub bliskich. To tak naprawdę nasz stary dobry znajomy, tylko, że w zwykłej codzienności udaje nam się go zazwyczaj skutecznie kontrolować, a teraz zupełnie nam się wymknął.
  • lęk- przed utratą pracy i brakiem środków do życia. Kolejni z nas są zapraszani do pracodawcy, żeby podpisać w najlepszym wypadku aneks obniżający zarobki, a często po prostu po wypowiedzenie. Sytuacja przypomina trochę wioskę, w którą uderzyło ogromne tsunami. Ci, którzy mieli umowy zlecenia albo własną działalność, to wczasowicze, którzy byli na plaży i fala zabrała ich od razu. Trochę dalej od plaży mieszkali ci, którzy mieli umowę o pracę, potem ci z umową w budżetówce- ich też fala zaczyna powoli dopadać. Nawet pewna posada nauczyciela w państwowej placówce nie jest taka super bezpieczna, bo okazuje się, że jedno pismo prezydenta miasta może ci odebrać sto złotych z wypłaty, a nie wiadomo ile jeszcze takich pism napisze. Ci, którzy przyspekulowali coś na maseczkach albo płynie do dezynfekcji przypominają osoby, które wsiadły do łódki i jakoś się utrzymują na powierzchni tej zalanej wioski. Może się jednak okazać, że za ten pierwszy milion, który właśnie ugrałeś i tak nie kupisz sobie chleba, bo nie ma już piekarni ani piekarza. Także wszystkich nas to dotyka.
  • smutek- chociażby z powodu przeżytych właśnie świąt, które przyzwyczailiśmy się przeżywać bardzo rodzinnie, a w tym roku w najlepszym wypadku szczerzyliśmy się do ekranu smartfona.
  • zagubienie o posmaku paranoi wynikające ze świadomej obserwacji pewnych absurdów, że na przykład w jednym miejscu można, a w innym nie, jeden może, inny nie itd.
  • poczucie bycia innym wynikające z porównywanie się z osobami prezentowanymi w mediach. Obrazki radosnych rodzin pozostających w kwarantannie, dzieci z uśmiechem odbywające zdalne lekcje przez komputer, który po pierwsze jest, a po drugie się nie zacina w zestawieniu z rzeczywistością naszych domów, gdzie najczęściej przypomina to codzienny dramat. W TV nawet jeśli jedna Pani mówiła, że jest jej ciężko, to była to wystylizowana blogerka przedstawiona na tle idealnie czystej kuchni, z blatem, na którym nie stało nic oprócz termomiksu… Porównując się do takich obrazków można doświadczyć dołującego bycia innym.
  • odizolowanie społeczne. Kolejne obostrzenia zabierają nam to, co stanowi trzon relacji międzyludzkich. Na początku fizyczna bliskość, podawanie sobie ręki na przywitanie, potem coraz większy dystans, a już jutro także uśmiech na twarzy.
  • niepewność- kiedy to się skończy, czy w ogóle, czy to ma sens itd.
  • złość- bo to pokrzyżowało nasze plany, nie możemy pracować, zarabiać, normalnie żyć, nawet modlić się tak, jak byliśmy przyzwyczajeni, musimy odwoływać kolejne wydarzenia, itd. Nasze indywidualne dążenia są poświęcane dla dobra ogółu.

Co zatem robić?

  • dać sobie prawo do odczuwania tych wszystkich nieprzyjemnych emocji. Nie potępiać się za nie, nie obciążać dodatkowo poczuciem winy.
  • zauważać, nazywać emocje, gdy się pojawią.
  • ponazywać sobie obiektywnie sytuację- jest ciężko i masz prawo czuć się adekwatnie do tego. Jeżeli już mówimy o depresji w tym czasie, to o reaktywnej czyli spowodowanej przez pewne wydarzenia. Nazwij to sobie. To, co się dzieje nie jest z Twojej winy, to przyszło z zewnątrz.
  • ocalić relacje społeczne- nawet pod maską uśmiechać się do ludzi i być im życzliwym. Pielęgnuj zwłaszcza te relacje, które Cię karmią spokojem i radością.
  • oglądać jak najmniej telewizji.
  • zajmować się jak najwięcej tym, co dobrze Ci służy.
  • rozmawiać z kimś o swoich przeżyciach, choćby i zdalnie. Pod żadnym pozorem nie zostawaj sam ze swoim ciężarem. Nie udawaj bohatera. Nie krępuj się poprosić o pomoc czy zająć czas. Szukaj osoby, która Cię wysłucha. Jeśli rozczarujesz się wybranym słuchaczem, szukaj dalej, ale znajdź osobę, której możesz to opowiedzieć.
  • ścielić codziennie rano łóżko i dbać o inne detale, które łączą Cię z normalnością.
  • nie patrzeć daleko w przyszłość. Tak naprawdę Twoje życie to dzisiejszy dzień. Wystarczy, że dobrze go przeżyjesz. Zrealizuj te cele, które są na dziś i bądź z siebie zadowolony.

Wszystko to, co opisałem i pewnie wiele, co mógłbyś sam dopisać to po prostu ludzkie sprawy. Naprawdę nikt nie oczekuje od Ciebie, że będziesz kimś więcej niż człowiekiem, więc Ty też sobie na to pozwól. Badź ludzki, także dla samego siebie!

PS. Klikając w reklamę na moim blogu wspierasz mnie finansowo, dziękuję!

Pod linkiem video:

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.