Jak przetrwać kwarantanne z dzieckiem?

Obecna sytuacja jest trudna, kryzysowa, dlatego trzeba sięgnąć po wyjątkowe środki. Jak o tym rozmyślam, to przychodzą mi do głowy historie samotnych rozbitków: klasyka czyli Robinson Crusoe albo bardziej współczesny Chuck Noland zagrany przez Toma Hanksa w “Cast Away Poza światem” podobna historia bardziej współczesna. Oczywiście to tylko porównanie, więc proszę nie myśleć, że zrównuje życie na bezludnej wyspie z dzisiejszym #zostanwdomu. Chodzi mi o pewien wspólny element- przymusowego wyrwania z codziennego, zwykłego życia, do którego byliśmy wszyscy przyzwyczajeni. Nagle jest zupełnie inaczej. Nie musimy a nawet nie możemy iść do szkoły i pracy. Można oglądać filmy do późna, potem spać do południak i zupełnie zapomnieć jaki jest dzień tygodnia, bo już nawet do kościoła w niedziele nie trzeba iść.

Zwróćmy uwagę po jakie środki sięgali wspomniani rozbitkowie, żeby przeżyć i nie zwariować.

Po pierwsze za wszelką cenę starali się zachować łączność z kalendarzem. Tworzyli go z tego, co było pod ręką i notowali upływ czasu licząc kolejne dni, miesiące, lata. Pilnowali dni świąteczych itd.

Po drugie tworzyli sobie rytunę na miarę możliwości, której potem się trzymali. Mieli plan zajęć na każdy dzień, który skrzętnie realizowali, choć nikt inny tego od nich nie wymagał i nie pilnował. Wiele ich działań nie zwiększała bezpośrednio ich szansy na powrót z wyspy, ale tylko pozornie były one bez znaczenia. Pomagały zachować poczucie sprawstwa, bo z kolei pomogło się nie poddać, a w konsekwencji zwyciężyć.

Trzecia, chyba najważniejsza sprawa, to proces myślowy tych bohaterów. Po okresie buntu na los, który ich spotkał dochodzą do momentu, w którym akceptują, że okoliczności, w których się znaleźli są teraz ich życiem i muszą w nich funkcjonować najlepiej, jak się da. Pięknie jest to zawarte z zdaniu, które wypowiada (a właściwie myśli Chuck Noland) w pewnym momencie: “trzeba żyć i oddychać mimo wszystko, bo jutro też wzejdzie słońce i kto wie, co przyniesie przypływ”.

Jak to przenieść na naszą sytuację?

Proponuje prowadzić wspólnie z dziećmi dziennik, w którym będziemy odnotowywać kolejne dni. Data, plan dnia stworzony wspólnie w poprzedzający wieczór, a potem zapis realizacji- co się udało itd. Można dodać rubrykę: “z czego się cieszę, za co jestem wdzięczny”. Regularne nazywanie i zapisywanie takich darów codzienności nauczy nas i nasze dzieci cieszenia się z małych rzeczy, odczuwania i okazywania wdzięczności, a przez to zwiększy nasz poziom szczęścia.

Po drugie pomimo tego, że nikt z zewnątrz może nam nie narzuca planu dnia, to stwórzmy go sami. Trzymajmy się ustalonych wspólnie godzin wstawania z łóżka, pracy, odrabiania lekcji, wychodzenia na spacer (dopóki to możliwe), ciszy potrzebnej na pracę rodziców itd. Niech to będzie nasz wspólny plan, a zegarek niech stanie się naszym towarzyszem w tym czasie.

Po trzecie potrzebujemy ustawienia swojego myślenia, żeby nasze uczucia i zachowania były takie, jak potrzebujemy. Będę pisał i mówił o tym jeszcze więcej przy okazji zajęć o ZŁOŚCI dla dzieci. Tak naprawdę nigdy nie złościmy się na bodźce zewnętrzne tylko na nasze myśli, które je interpretują. Jeśli wasze dziecko na przykład jest pobudzone, nadruchliwe i głośne, a wy pozwolicie sobie na myśl “jak ono mnie drażni” albo “robi to specjalnie, choć wie, że jestem na skraju” to już po was. Natychmiast pojawi się złość, a tuż za nią mogą podążać zachowania, które mogą nie pasować do waszego idealnego obrazu siebie.

Naprawdę mamy wielką moc w swoim zasięgu dzięki temu, że możemy świadomie wybierać sposób w jaki myślimy o rzeczywistości. Podzielę się pewną historią z mojego życia. Gdy przeprowadziliśmy się wreszcie do wymarzonego domu z bloku, wszystko wydawało się idealne, oprócz jednego szczegółu. Otóż po drugiej stronie ulicy był plac manewrowy szkoły nauki jazdy. Ćwiczyli tam przyszli motocykliści i podczas lekcji tzw. dynamicznego startu słychać było co chwilę na przemian wycie silnika przy rozpędzaniu i pisk opon przy hamowaniu. To bardzo przeszkadzało wszystkim naszym nowym sąsiadom. Ludzie, od których kupiliśmy dom też nie ukrywali przed nami tej niedogodności. W pierwszych dniach po przeprowadzce usiedliśmy z żoną przy stole i rozmawialiśmy mniej więcej tak: “ok, słychać te motocykle, ale przecież poza tym to jest super. Chyba teraz nic nie możemy z tym zrobić, więc po prostu nie będziemy zwracać na to uwagi.” Nawet nie zdawałem sobie wtedy sprawy, że jestem w stanie podjąć tego rodzaju decyzję, że coś mi nie będzie przeszkadzać. Uświadomiłem to sobie dopiero kilka dni później, kiedy siedząc pewnego słonecznego dnia na podwórku uświadomiłem sobie, że motocykle cały czas jeżdżą, a ja ich nie słyszę… albo nie słucham. Podobnie może być z dziećmi. Oczywiście nie chodzi mi o to, żeby ich nie słuchać, ale możemy też podjąć decyzję, że pewne ich zachowania nie będą nam przeszkadzać. Mamy taką moc.

PS. Klikając w reklamę na moim blogu wspierasz mnie finansowo, dziękuję!

Zapraszam również do wysłuchania pliku video pod linkiem i zasubskrybowania mojego kanału YT:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.