Lęk przed diagnozą.

Rys-2

Umówmy się, że według mnie moje dzieci są idealne, a według Ciebie Twoje- wiadomo. Ale według fizjoterapeuty pewnie ani moje, ani Twoje. Tylko czy podejmiesz wyzwanie? Czy masz odwagę ruszyć, zaryzykować, czy jesteś gotowy usłyszeć, że z Twoim skarbem trzeba pracować? Czy jesteś gotowy robić to prywatnie, za kasę, a do tego jeszcze regularnie, w domu? Szukam źródła tego lęku, przez który ludzie nie diagnozują swoich dzieci. Czy to lenistwo, czy „moje musi być idealne”, czy rzeczywiście jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze?

Buty starte z jednej strony, przewracanie się o własne nogi, odstające łopatki, wystający brzuch („ależ on ma apetyt”), odstająca pupa („ale ona ma pupę jak murzynka”), nieustalona lateralizacja pomimo skończonych trzech lat, kolki, refluksy, a liczba wizyt u fizjoterapeuty ZERO. Dlaczego tak jest? „Byliśmy u ortopedy i powiedział, że wszystko jest w normie, samo przejdzie”- i tak kolejny raz dowiadujemy się, że patologia jest normą. Zresztą rodzice mają niesamowitą zdolność znalezienia lekarza, który ich uspokoi i powie, że jest OK.

A potem w szkole dochodzą problemy z koncentracją, rozwalanie lekcji, problem z wysiedzeniem i zaczynamy po raz kolejny przycinać listki, zamiast zająć się korzeniami, tylko, że wtedy najczęściej na pracę z korzeniami jest już za późno. I szukamy winnych- „szkoła wiadomo, że jest systemowo zła, nauczyciele do d…” itd. A to tylko dlatego, że od początku forsowałeś tezę, że z Twoim jest wszystko OK, super po prostu. I żeby broń Boże tezy nie podważyć- nie poszedłeś do specjalisty, a jeśli poszedłeś, to potem do innego, i jeszcze do kolejnego, aż wreszcie znalazł się taki, który powiedział, że jest OK.

Tylko do kogo będzie miał pretensje Młody, jak urośnie i już będzie za późno na jakiekolwiek zmiany?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *