SPR czyli Syndrom Pierwszych Rodziców albo Projekt Dziecko.

SPR czyli Syndrom Pierwszych Rodziców albo Projekt Dziecko.

Obserwuje moich niektórych znajomych na FB, którzy mają pierwsze dziecko. Patrzę, z jakim uczuciem, przejęciem, ekstazą publikują swoje rodzinne zdjęcia: “Jasio je”, “Jasio na spacerze”, “Jaś spojrzał na pieska” – i myślę sobie, że tak chyba zachowywali się Pierwsi Rodzice, jak urodziło im się pierwsze dziecko. Może i ja tak się zachowywałem po urodzeniu mojego pierworodnego ale nie wydaje mi się. Towarzyszy temu przesadne skupienie na “ważnych” szczegółach, podsycane zapewne przez specjalistów od marketingu. Co i rusz pojawiają się pytania typu: “Jakiej posypki używacie?”, “Jakie nosidełko polecacie na Tatry (zachodnie- raczej doliny, ewentualne wejście na jakiś szczyt?”, “Jakie łóżeczko?” itd., itp. Do tego klimat wszechobecności parentingowego bloggerstwa, czyli nieustanne recenzowanie każdego gadżetu, którego dotknęło pierwsze dziecko świata. Dlaczego Jasi tym się bawił, a tamtym nie i dlaczego Biedronka powinna w przyszłości wziąć to pod uwagę.

A ja dziś chcę się zapytać:
– czy już od samego początku kładziesz swoje dziecko na brzuszku, na twardej powierzchni, żeby mogło za chwilę zacząć dźwigać główkę, a potem dalej się prawidłowo rozwijać ruchowo? A może nosisz je nieustannie na rękach „bo ono tego potrzebuje”, a przez to kaleczysz jego rozwój fizyczny?
– czy rozmawiasz ze swoim dzieckiem? Czy przewijając je bardziej skupiasz się na tym, jak telewizyjny Doktor kazał trzymać, czy może cały czas mówisz do niego, pokazujesz mu rzeczy i nazywasz (nie używając zdrobnień), czy tłumaczysz mu co robisz? Poświęcasz godziny na wybór najlepszego łóżeczka, porównujesz modele, a brakuje Ci czasu, żeby oglądać z dzieckiem książeczki, bawić się jego grzechotką, położyć się obok niego na jego najwspanialszej macie edukacyjnej i po prostu być i do niego mówić!
– czy Twoje dziecko rozpoznaje Twoją twarz i reaguje na nią uśmiechem? A może rozpoznaje tylko tylni panel Twojego smartfona, którym nieustannie robisz kolejne focie na fejsa? Ostatnio wyjąłem telefon, żeby odtworzyć dzieciom dźwięk w przedszkolu. Pięcioro z kilkunastu dzieci zupełnie się zapomniało na widok tego przedmiotu, doskoczyły do urządzenia i nie reagowały na polecenia moje czy nauczycielek,
– czy Twoje dziecko słyszy swoje imię (znowu bez przesadnych zdrobnień)? Ostatnio znajoma terapeutka przeraziła się jak dwuletnie dziecko nie zareagowało na swoje imię. Okazało się, że to nie autyzm. Po prostu tata mówi na nią Kluseczka, dziadzio Księżniczka, babcia Królewna, a mama Słodziak. Nikt nie mówił do dziecka po imieniu!!!!

W dzisiejszych czasach wszechobecnego liczenia lajków pod zdjęciami można zupełnie przeoczyć to, co najważniejsze w wychowaniu dziecka, czyli zwykły codzienny kontakt z żywym człowiekiem. Do tego jeszcze specjaliści od marketingu pomogają przecedzać komara tak długo i skutecznie (na przykład wybierać łóżeczko z wyjmowanym szczebelkiem), że nawet się nie spostrzegasz kiedy połknąłeś wielbłąda.

Na koniec jedna wskazówka- podpatruj Twoich dziadków, oni robili wiele bardzo ważnych rzeczy kierując się intuicją, którą w naszych czasach niestety wyparło podejście projektowe.

„Głupia Pani!”

„Głupia Pani!”

Rozmawiałem ostatnio z Nauczycielką, która powiedziała: “zawsze potrafię poznać, które dziecko słyszy w domu negatywne komunikaty na mój temat, gdzie się mnie deprecjonuje. Po prostu widzę to po dziecku”.
Niestety cały czas spotyka się rodziców, którzy pozwalają sobie na krytykowanie Pani, często w nieparlamentarnych słowach przy dziecku: “ta głupia baba”, “ona sobie nie radzi”, “Twoja Pani się nie zna” itp. Nie będę przekonywał, że to jest strzał w kolano. Powiem tylko, że jak mi wulkanizator spieprzył koła w Toyocie, to już nigdy więcej jej do niego nie wstawiłem i ostrzegłem przed nim wszytkich znajomych. Moja Toyota mogła czuć się bezpieczna, wiedziała, że nie pozwolę jej krzywdzić. A jeśli TY wieczorem w domu mówisz, że Pani jest głupia, a na drugi dzień mówisz tej Pani przy dziecku z uśmiechem “dzień dobry” i każesz mu iść z tą Panią, to Twoje dziecko może się z Tobą czuć mniej bezpieczne, niż mój samochód ze mną.
Rozumiesz to? Napiszę wprost: po pierwsze dajesz podwójny przekaz- Pani jest głupia ale jednak do niej idziemy, a po drugie dajesz przekaz podprogowy “Pani jest głupia i Ciebie (dziecko) jej powierzymy- tzn. nie liczysz się dla nas.”
Jeśli Pani rzeczywiście jest głupia to: porozmawiaj z nią, jeśli nie pomoże porozmawiaj z Dyrekcją, jeśli to nie pomoże natychmiast zabierz swoje dziecko od „Głupiej Pani”, żeby się nie okazało, że najgłupszy jesteś Ty Rodzicu.

Wychować odważnego CZŁOWIEKA, a nie pierdołę.

Wychować odważnego CZŁOWIEKA, a nie pierdołę.

Znajoma opowiadała mi ostatnio, że jej nastoletni syn całkowicie zniszczył w zimie swoje podręczniki. Wychodził z domu w zimowych butach, żeby mama się cieszyła ale za rogiem podwijał nogawki, zakładał adidaski i paradował do szkoły z odsłoniętymi pęcinami. Zimowe buty chował do plecaka, co niestety odbiło się na stanie książek. Nie wiem czy on lubi chodzić z gołymi kostkami przy 15 stopniowych mrozach. Wątpie czy ktokolwiek to lubi ale jest moda, jest presja.

Na zebraniu rodziców pewna mama niepokoiła się co się stanie, jeśli jej córka opuści klasową grupę na Messangerze, gdzie doświadczała hejtu. Czy to nie będzie dla dziewczynki gorsza trauma? Presja jest silna.

Pamiętam, że jak chodziliśmy do podstawówki, to była grupa chłopaków, którzy palili papierosy za garażami. Presja była duża, żeby do nich dołączyć. Nie byłeś z nimi- byłeś dupkiem. Z czasem grupa “dupków” była większa, więc i presja mniejsza ale były momenty, kiedy trzeba było wziąć napięcie na klatę.

Prowadziłem ostatnio zajęcia dla klasy siódmej. Zaproponowałem ćwiczenie, w którym uczestnicy mieli dokonać wyboru. Cała grupa rozeszła się na boki, tylko jedna dziewczyna została na środku. Powiedziałem: “musisz zadecycować!” Dziewczyna powiedziała: “nie, bo to jest głupie pytanie.” W pierwszym odruchu skoczyło mi ciśnienie, bo dzieciak zepsuł MÓJ SCENARIUSZ. Na szczęście tuż po tym przyszła refleksja: “stary to pytanie rzeczywiście JEST głupie, a to dziecko jest przede wszystkim mega odważne, bo nie boi się wielkiego ponad stukilowego psychologa, który coś tam każe jej robić. Ona myśli. Ona jest niezależna. Ona jest asertywna. ONA JEST PERŁĄ!”

Czapka z głowy dla rodziców tego Młodego Człowieka! Jak powielić ich sukces? Zapewne nie dzieje się to przez nieustanne chowanie dziecka pod kloszem i osłanianie przed jakąkolwiek frustracją. Ta dziewczyna pomimo młodego wieku wydawała się już zaprawiona w społecznym boju.

Super dziecko, super rodzic, super depresja.

Super dziecko, super rodzic, super depresja.

Stanąłem przed grupą rodziców zebranych na wywiadówce i powiedziałem tak: “Dzień dobry Państwu. Nazywam się Michał Borkowski. Jestem najlepszym psychologiem w Polsce. Macie ogromne szczęście, że Wasze dzieci trafiły właśnie na mnie, bo JA znam odpowiedź na wszystkie pytania. Co więcej JA MAM RACJĘ, więc jeśli ktoś myśli inaczej niż JA, tym gorzej dla niego.”

Tu zrobiłem pauzę.

Kiedy pojawiły się pierwsze niepewne uśmiechy, pytające spojrzenia, zażenowanie, wiercenie na krzesłach dodałem: “Właśnie takich ludzi wychowujecie.”

Przekazujecie swoim dzieciom Waszą wiarę w nich. Dobrze robicie, to bardzo ważne. Ale także w tym potrzebny jest umiar. Wiara lubi przyjaźnić się z rozumem. Rozum podpowiada, że wspaniałość, wielkość to rzeczy, które się wypracowuje, które wymagają czasu i zaangażowania. Nade wszytko wymagają przyjmowania porażek i uczenia się na nich. Hołdujecie w Waszych korporacjach ocenie 360 i feedback’ujecie się nieustannie, a niestety wielu z Was absolutnie nie dopuszcza do siebie żadnej informacji, która kwestionuje doskonałość Waszego dziecka. Torpedujecie nauczyciela, który mówi: “To nie jest tak, że on zawsze jest ofiarą” albo “Ona też musi popracować nad swoim zachowaniem” czy po prostu wstawia coś innego niż szóstkę Waszemu Geniuszowi. W ten sposób forsujecie absurdalną tezę, że Wasze dzieci są skończonym dziełem, że nie są w procesie rozwoju, że nie potrzebują zrobić już żadnego kroku dalej. Nauczyciele nierzadko się Was boją, są Wami zmęczeni albo po prostu poddali się w obliczu Waszego uporu. Czasami zdarza się jakiś instruktor pływania albo inny specjalista, który skonfrontuje Wasze dziecko, bo przecież pływania trzeba się dopiero nauczyć ale wtedy albo usuwacie instruktora albo rezygnujecie z basenu. Izolujecie dziecko od grupy rówieśniczej, bo ona konfrontuje bez pardonu. Uprzedzacie wszystkie jego interakcje społeczne i tworzycie atmosferę zastraszenia, gdzie każdy kto chciałby wtrącić jakieś “ale”- boi się odezwać. Szukacie literatury i specjalistów, którzy potwierdzą Wasz sposób myślenia.

Najgorsze jest jednak to, co robicie dzieciom. Odbieracie im szansę na rozwój. Wdrukowujecie przekaz, że wszystko im się należy i o nic nie muszą się starać. A między wierszami dajecie im informację: “nie można się mylić- albo jesteś idealny albo cię nie ma”.
To pewna droga do depresji i karłowatej, egocentrycznej osobowości.

Metanoia- nawrócenie czyli zmień swoje myślenie.

Metanoia- nawrócenie czyli zmień swoje myślenie.

Byłem mocno przekonany, że Facebook jest mi potrzebny do życia. Starałem się o lajki, monitorowałem non- stop powiadomienia za pomocą aplikacji, scrollowałem wall’a i reagowałem na posty znajomych. Dwa tygodnie temu posłuchałem na Youtube konferencji pt. “Quit Social Media”, której autor zakwestionował moje myślenie. Dziś wchodzę na FB sto razy rzadziej i mam się dobrze. Zaryzykowałem, spróbowałem i odkryłem, że “istnieje życie bez fejsa”. To by się nigdy nie zdarzyło, gdybym nie posłuchał, gdybym nie usłyszał czyli nie pozwolił sobie na zakwestionowanie mojego myślenia i nie zaryzykował.

Pewnie znasz ludzi, którzy mają gotową odpowiedź na każde pytanie, zawsze i wszystko wiedzą najlepiej i nie ma szans na to, żeby “przebić się do nich” z czymś nowym. Tacy ludzie z jednej strony budzą w nas złość ale z drugiej współczucie, bo kto już jest “skończonym dziełem”, ten przestał się rozwijać. Być może takiego człowieka spotykasz w lustrze ale czy w takim razie będziesz umiał się do tego przyznać?

Biblia wzywając do nawrócenia używa greckiego słowa „metanoia”, które właśnie oznacza zmianę myślenia. Współczesna psychologia podkreśla niejednokrotnie, jak ważne jest to, jakie myśli pielęgnujemy w sobie. Nurt psychologii poznawczej na przykład twierdzi, że myśli wpływają na uczucia, które z kolei oddziałują na zachowania, a te na powrót wzmacniają uczucia. Punktem, na który mamy największy wpływ w tym cyklu jest myślenie i zmieniając je, możemy oddziaływać pośrednio na emocje i zachowania. Nie trudno o przykład: kiedyś kierowca zajechał mi drogę. Już miałem go zrecenzować w niecenzuralnych słowach, bo pomyślałem: „to cham, zrobił to złośliwie” ale za chwilę przyszła myśl- “a może on wiezie na przykład chore dziecko do szpitala?” Moje uczucia natychmiast wyhamowały. Pojawił się spokój z odrobiną współczucia. Co ciekawe dalszy ciąg tej historii jest taki, że ten człowiek kilka kilometrów dalej wyskoczył z auta na światłach, podbiegł do mojej szyby i zapytał o drogę do Centrum Zdrowia Dziecka!!!

Zatem niezależnie czy bardziej wierzysz Biblii czy psychologii, warto zakwestionować swoje myślenie. To może być bardzo odkrywcze ćwiczenie. Takim wskaźnikiem czy sygnałem dla Ciebie mogą być słowa “trzeba”, “muszę”, “powinno się”. Proponuję, abyś zawsze, kiedy usłyszysz ze swoich ust te słowa zadał sam sobie uczciwe pytanie- DLACZEGO? DLACZEGO TAK MYŚLĘ? CZY RZECZYWIŚCIE JA W TO WIERZĘ CZY MOŻE POŁKNĄŁEM JAKIŚ ZEWNĘTRZNY, CUDZY “WCISK”?

Często słyszę na przykład: “Trzeba się uczyć”, “Trzeba mieć dobre oceny”, “Musisz zrealizować swój potencjał”, “Powinno się ciężko pracować na sukces”, “Trzeba osiągnąć sukces”, “Dzieci powinny uczyć się języków” itp. Nie mówię nie ale pytam tylko: “dlaczego tak uważasz?”

Zachęcam Was do zakwestionowania swojego myślenia, może odkryjecie zupełnie nowe przestrzenie życia. Może odkryjecie, że jest życie tam, gdzie się go w ogóle nie spodziewaliście.

Będę wdzięczny za przykłady Waszych „wcisków” w komentarzach.

A to link do materiału z YT:

Ile kosztuje dorosłość?

Ile kosztuje dorosłość?

W zeszłym tygodniu znajoma zapytała mnie czy mogę napisać o toksycznych rodzicach. Skarżyła się, że ojciec na nią nakrzyczał w obecności małej córeczki, która zareagowała bardzo emocjonalnie. Okazało się, że nie mieszkają co prawda razem ale wybudowali się przy rodzicach. Do tego mąż pracuje u teścia i dlatego za wszelką cenę chce się z nim układać.

No właśnie: za jaką cenę?

Zacząłem pytać ludzi i okazuje się, że w każdej rodzinie jest sytuacja, w której ktoś zmaga się z podobnymi problemami. Zastanawiam się ile kosztuje dorosłość. Podobno młody człowiek, który mieszka z rodzicami, oszczędza do 2500 złotych miesięcznie. Czynsz, rachunki, pranie, masełko w lodówce, telewizorek w salonie, świeża pościel w sypialni… Pamiętam jak kiedyś sprzeczałem się ze znajomym, który twierdził, że jest singlem. Ja próbowałem mu udowodnić, że jest raczej darmozjadem na garnuszku rodziców. Papież Franciszek kiedyś odpowiedział włoskiej kobiecie, która skarżyła się, że jej trzydziestokilkuletni syn nie chce się ożenić: “niech Pani przestanie prasować mu koszule”.Inny znajomy opowiadał mi ostatnio, że jego dwudziestokilkuletni syn staje przed wyborem- wyprowadzić się i nie mieć za wiele kasy, czy zostać w domu i mieć pieniądze oraz służącą. Prawdopodobnie Młody wybierze tę pierwszą, mniej oczywistą drogę, której kibicuję.

Ja nie zajmuję się terapią par ale czasami konsultuje rodziców w kontekście terapii dziecka. Sytuacja mieszkania z dziadkami rzadko kiedy pozostaje bez negatywnego wpływu na system młodej rodziny. Najczęściej przypomina to bigos, który zwłaszcza u najmłodszych powoduje niestrawność. Różne zasady, różne przyzwyczajenia, dwie gospodynie… aż się prosi o kryzysy.

Tak naprawdę mówimy tu o sztuce stawiania granic. Te granice docelowo powinny być wewnętrzne, psychiczne. Mamy dojść do takiego stanu, w którym jasno określimy sobie co jest w naszym życiu najważniejsze, w jaki sposób decydujemy się to realizować i będziemy to realizować. Jednak często wymaga to także oddalenia fizycznego. Koleżanka opowiadała mi, że wyprowadziła się z mężem z mieszkania, które mieli na piętrze u rodziców. Nie potrafiła sobie poradzić z pokusą, żeby na przykład w sytuacji kłótni małżeńskiej uciec na herbatę piętro niżej. Wzięli kredyt, kupili mieszkanie. Wystarczyło kilkadziesiąt metrów kwadratowych w odległości kilku kilometrów. Inni twierdzą, że potrzebują czterdziestu kilometrów, inni czterystu. Ważne, żeby sobie uczciwie odpowiedzieć na pytanie: czy realizujemy swój wybór czy też z powodu oszczędności nie wypływamy z portu macierzystego i tylko udajemy, bawimy się w dorosłość. Własne mieszkanie to wydatki, rachunki często comiesięczna rata kredytowa. To się liczy w setki tysięcy na przestrzeni lat. Trzeba te pieniądze zarobić, oszczędzić, nie wydać ich na inne przyjemności. Czy warto? Czy Ci się chce?

Dojrzałość- to taki stan, w którym masz poczucie, że sam kierujesz okrętem Twojego życia. Sam podejmujesz decyzje i sam ponosisz za nie odpowiedzialność.

Warto o tę dojrzałość zawalczyć, a czasami po prostu trzeba za nią zapłacić.

Jak być ojcem- podpowiada młodzież.

Jak być ojcem- podpowiada młodzież.

Prowadziłem ostatnio warsztaty z grupą mężczyzn w wieku licealnym pod tytułem “Projekt OJCIEC”. Główna teza była taka: każdy mężczyzna w pełni realizuje się przez to, że staje się ojcem.

Młodzi szukali odpowiedzi na cztery pytania: co ojciec mówi swojemu dziecku, co ojciec robi, czego ojciec powiedzieć nie powinien i czego nie powinien zrobić.
Zacytuję Państwu odpowiedzi na pytania pozytywne, bez komentarza, ku własnej refleksji.

Otóż chłopak w wieku licealnym chce usłyszeć od swojego ojca:
jestem z ciebie dumny
jesteś synem, którego zawsze chciałem
dzięki za pomoc
kocham Cię
jak masz problem, to wal do mnie
jestem tu, by Ci pomóc
szanuj kobiety
dasz radę
chcesz iść ze mną?
co słychać?
brawo synu

Młody człowiek chce widzieć ojca, który:
spędza czas z rodziną
daje dobry przykład
uczy życia
kocha
szanuje rodzinę
wspiera w trydnych chwilach
wymaga
wierzy w nich
przekazuje umiejętności
jest sprawiedliwy
uczy własnego zdania
pracuje wspólnie z nimi
uczy szacunku do dziewczyn
uczy jeździć samochodem

Taki głos młodych przekazuję, do przemyślenia i pewnie do przełożenia na konkret codzienności Waszego życia.

Ojcostwo, rodzicielstwo- fundament nieoczywisty.

Ojcostwo, rodzicielstwo- fundament nieoczywisty.

Pierwsza rzecz w byciu ojcem, według mnie, to budowanie relacji z matką dziecka. Lubię porównywać rodzinę do atomu. Atom składa się z jądra oraz krążących po jego orbicie elektronów. Jądro z kolei składa się z protonów i neutronów. Widzę to tak: rodzina jest atomem, rodzice są protonem i neutronem budującym jądro, a dzieci to elektrony. Jeśli tak sprawa wygląda, jeśli jest zachowana odpowiednia równowaga, to wszystko pięknie hula. Ale rzecz jest dynamiczna. Na przykład naturalną tendencja kobiety po urodzeniu dziecka jest bardzo bliska relacja z dzieckiem. Podłoże takiego stanu rzeczy ma naturę biologiczną, a nawet fizjologiczną dlatego trudno się dziwić. Skoro jednak człowiek jest wezwany do tego, żeby kierować się rozumem, to nie można się wykpić biologią. Trzeba działać pomimo naturalnej tendencji i pielęgnować przede wszystkim relację rodziców. Często dzieje się tak, że dziecko- elektron zajmuje pozycję ojca- protonu, a ten zaczyna krążyć po orbicie o coraz większym promieniu, aż kiedyś nagle nie wraca na przykład z wyjazdu integracyjnego, bo znalazł sobie “nowe jądro” (wieloznaczność słowa jądro jest tutaj nieprzypadkowa).
Kiedy układ zachowuje swoją równowagę, swoją harmonię, dziecko wcale nie traci. Ono czuje się bezpieczne. Dla niego relacja rodziców jest jak żyzna ziemia, na której może wzrastać, rozwijać się i owocować. Ludzie czasami tłumaczą różne zachwiania tego zwykłego stanu potrzebami dziecka. Na przykład: “on nie może spać sam, dlatego śpi z nami” albo “… dlatego śpi ze mną, a mąż w drugim pokoju”. Bo ja wiem… Zwykle pytam wtedy mężczyznę: “co Pan na to, że Pańska żona sypia z innym mężczyzną?” Pierwszą reakcją jest śmiech obojga ale zwykle to mężczyzna pierwszy przestaje się śmiać i głęboko się zamyśla.
Sprawa staje się oczywista w przypadku rozwodu, kiedy widać jak ewidentny rozpad relacji rodziców przekłada się na stan emocjonalny dziecka. A niby jest fajniej- bo wreszcie spokój, bo dwa prezenty na święta, bo tata wreszcie spędza czas jak jest jego weekend. Jednak pojawia się takie bliżej nieokreślone uczucie spadania w dół, bo zabrakło gruntu pod nogami, zabrakło fundamentu.
Podrzucam to Państwu pod refleksję.