Działaj albo milcz- refleksje po spotkaniu z Nauczycielami.

Działaj albo milcz- refleksje po spotkaniu z Nauczycielami.

Z tym polskim narzekaniem jest tak, że ono broni nas przed podjęciem jakichkolwiek sensownych działań. Jest mi źle, więc ponarzekam i już, i dalej na stare tory. Czy liczysz, że usłyszy Cię KTOŚ, albo jacyś ONI, albo ten ZŁY RZĄD, albo ZWIĄZEK ZAWODOWY, albo PANI MINISTER wreszcie się nawróci i zrobi Ci lepiej? Nikt nie zmieni nic za Ciebie. Pracując z dziećmi lubię zaskakiwać je pytaniem: “Jest jedna osoba, która może zmienić Twoje zachowanie, wiesz kto?” Kiedy dziecko zaczyna wymieniać: mama, tata, pan psycholog, wypowiadam jego imię i nazwisko. Na początku pojawia się zmieszanie ale zaraz za nim uśmiech na twarzy. Dzieci to rozumieją i korzystają z tego. Wchodzą do gabinetu z podniesioną głową i meldują jak pokonały fiksację, czynności natrętne czy inne trudne zachowania.

Dorośli tego nie rozumieją. Przykładem sztandarowym są nauczyciele. Jest to, moim zdaniem, najbardziej zahipnotyzowana grupa zawodowa w naszym społeczeństwie. To są w stu procentach ludzie z wyższym wykształceniem, którzy godzą się na pracę za wynagrodzenie często niższe niż w markecie, mimo iż biorą na siebie totalną odpowiedzialność za największy skarb czyli dziecko. Pracują z człowiekiem, a więc materiałem nieprzewidywalnym, są rozliczani ze wszystkiego, cały czas na świeczniku, non-stop oceniani, absolutnie nie szanowani przez większość rodziców, przełożonych i… i nic z tym nie robią. To znaczy robią- ponarzekają przy tej czy innej okazji i dalej wracają na stare tory. W pokoju nauczycielskim wołają, że ta minister (a wcześniej tamta) się nie zna, że nie było nigdy nikogo kto by wiedział o co chodzi, że decyzję podejmują teoretycy, że rodzice to, że dzieci coraz trudniejsze, że zarobki niegodne i… dalej do roboty. Może ktoś usłyszy i się zlituje. Kto ma usłyszeć? Kto ma się zlitować?

Do niedawna sam żyłem w tej hipnozie. Przez jedenaście lat. Kiedy już mnie żuchwa zaczęła boleć od biadolenia powiedziałem DOŚĆ. Bardzo dobrze czułem się w pracy z dziećmi, myślę, że byłem dobrym nauczycielem, to było chyba moje POWOŁANIE… Jednak okoliczności, warunki zewnętrzne też trzeba wziąć pod uwagę. Zdecydowałem się postawić sprawę na ostrzu noża. Oczywiście jeden psycholog szkolny zmiany nie czyni dla społeczeństwa ale przynajmniej ja mogę patrzeć w lustro z podniesioną głową.

Drogi Nauczycielu proponuję Ci zmianę myślenia. Rozważ poniższe:

To tylko praca. Mój przyjaciel z Gdańska, który pracuje w drukarni odpowiedział kiedyś koleżance, która pytała go o ambicje zawodowe: “moje życie jest za tamtym wzgórzem, tam jest mój dom, tutaj tylko na niego zarabiam”. Ty też masz pracę. To jest tylko praca i powinieneś w niej godnie zarabiać na Twoje życie, które jest gdzieś w domu.

Twoje rodzina a zwłaszcza osobiste dzieci są zawsze ważniejsze od Twojej klasy, od klasówek, kartkówek, maila do roszczeniowego rodzica itd. Nie pozwól, żeby Twoje dzieci czekały na Twoją uwagę, bo Ty jeszcze musisz dokończyć pracę w domu.

Nie łudź się, że jesteś w tej pracy kimś ważnym czy wyjątkowym. Moja koleżanka złamała nogę i rodzice już po kilku tygodniach zwolnienia pytali ją wprost: “czy nie można kogoś zatrudnić na Pani miejsce?” Znajomy, zasłużony dyrektor kiedy trafił do szpitala na kilka dni został zlekceważony przez burmistrza, który zorganizował uroczystość w jego szkole bez niego. “Jedni odchodzą, drudzy się rodzą”. “Karawana idzie dalej”. “Nie ma ludzi niezastąpionych”.

Nic nie musisz. Nie musisz się na wszystkim znać, nie musisz sobie zawsze poradzić, nie musisz spełniać wszystkich oczekiwań.

Możesz mieć gorszy dzień, możesz nie wiedzieć, możesz mieć ważniejsze sprawy na głowie. Możesz mieć w tyle groźby o piśmie do Kuratorium i Ministerstwa. Co Ci zależy? Najwyżej pójdziesz do marketu, będziesz wykładać towar na półki i zarabiać więcej niż teraz.

Prestiż?!?!? To już przeszłość. Mniejszy wymiar godzin? To bajka, w którą wierzą tylko Ci, którzy nie znają osobiście żadnego nauczyciela.

Ogarnij się. Twoje życie jest w domu, możesz na nie zarabiać sprzedając paliwo na stacji, prowadząc sekretariat w korporacji, siedząc na kasie w sklepie. Możesz też pracować w szkole, tylko za jaką cenę i za jaką płacę?

Nikt nic nie zmieni za Ciebie. Zacznij się szanować, bo inni nie zrobią tego za Ciebie!
Chyba, że jest Ci dobrze tak, jak jest- to PRZESTAŃ NARZEKAĆ.

Metanoia- nawrócenie czyli zmień swoje myślenie.

Metanoia- nawrócenie czyli zmień swoje myślenie.

Byłem mocno przekonany, że Facebook jest mi potrzebny do życia. Starałem się o lajki, monitorowałem non- stop powiadomienia za pomocą aplikacji, scrollowałem wall’a i reagowałem na posty znajomych. Dwa tygodnie temu posłuchałem na Youtube konferencji pt. “Quit Social Media”, której autor zakwestionował moje myślenie. Dziś wchodzę na FB sto razy rzadziej i mam się dobrze. Zaryzykowałem, spróbowałem i odkryłem, że “istnieje życie bez fejsa”. To by się nigdy nie zdarzyło, gdybym nie posłuchał, gdybym nie usłyszał czyli nie pozwolił sobie na zakwestionowanie mojego myślenia i nie zaryzykował.

Pewnie znasz ludzi, którzy mają gotową odpowiedź na każde pytanie, zawsze i wszystko wiedzą najlepiej i nie ma szans na to, żeby “przebić się do nich” z czymś nowym. Tacy ludzie z jednej strony budzą w nas złość ale z drugiej współczucie, bo kto już jest “skończonym dziełem”, ten przestał się rozwijać. Być może takiego człowieka spotykasz w lustrze ale czy w takim razie będziesz umiał się do tego przyznać?

Biblia wzywając do nawrócenia używa greckiego słowa „metanoia”, które właśnie oznacza zmianę myślenia. Współczesna psychologia podkreśla niejednokrotnie, jak ważne jest to, jakie myśli pielęgnujemy w sobie. Nurt psychologii poznawczej na przykład twierdzi, że myśli wpływają na uczucia, które z kolei oddziałują na zachowania, a te na powrót wzmacniają uczucia. Punktem, na który mamy największy wpływ w tym cyklu jest myślenie i zmieniając je, możemy oddziaływać pośrednio na emocje i zachowania. Nie trudno o przykład: kiedyś kierowca zajechał mi drogę. Już miałem go zrecenzować w niecenzuralnych słowach, bo pomyślałem: „to cham, zrobił to złośliwie” ale za chwilę przyszła myśl- “a może on wiezie na przykład chore dziecko do szpitala?” Moje uczucia natychmiast wyhamowały. Pojawił się spokój z odrobiną współczucia. Co ciekawe dalszy ciąg tej historii jest taki, że ten człowiek kilka kilometrów dalej wyskoczył z auta na światłach, podbiegł do mojej szyby i zapytał o drogę do Centrum Zdrowia Dziecka!!!

Zatem niezależnie czy bardziej wierzysz Biblii czy psychologii, warto zakwestionować swoje myślenie. To może być bardzo odkrywcze ćwiczenie. Takim wskaźnikiem czy sygnałem dla Ciebie mogą być słowa “trzeba”, “muszę”, “powinno się”. Proponuję, abyś zawsze, kiedy usłyszysz ze swoich ust te słowa zadał sam sobie uczciwe pytanie- DLACZEGO? DLACZEGO TAK MYŚLĘ? CZY RZECZYWIŚCIE JA W TO WIERZĘ CZY MOŻE POŁKNĄŁEM JAKIŚ ZEWNĘTRZNY, CUDZY “WCISK”?

Często słyszę na przykład: “Trzeba się uczyć”, “Trzeba mieć dobre oceny”, “Musisz zrealizować swój potencjał”, “Powinno się ciężko pracować na sukces”, “Trzeba osiągnąć sukces”, “Dzieci powinny uczyć się języków” itp. Nie mówię nie ale pytam tylko: “dlaczego tak uważasz?”

Zachęcam Was do zakwestionowania swojego myślenia, może odkryjecie zupełnie nowe przestrzenie życia. Może odkryjecie, że jest życie tam, gdzie się go w ogóle nie spodziewaliście.

Będę wdzięczny za przykłady Waszych „wcisków” w komentarzach.

A to link do materiału z YT:

Wielki Post- małe postanowienie.

Wielki Post- małe postanowienie.

Bardzo mnie ostatnio poruszyło, gdy na pytanie: “jaki kolor oczu ma Twój tata?” mój dwunastoletni rozmówca odpowiedział: “nie wiem, on nigdy na mnie nie patrzy.”
Ojciec tego chłopaka żyje, ma się dobrze. Z opowieści młodego wiem, że zwykle leży na kanapie i „coś tam robi”. Nie wiadomo w sumie co. Wiadomo, że nie patrzy na swojego syna. To nie-patrzenie-ojca zaczyna być widoczne w zachowaniu i przeżywaniu dzieciaka. Tata ma jednak ważniejsze sprawy.
Mój ojciec zmarł nagle, gdy miałem siedem lat. To tragiczna ale prosta historia. Przestał żyć i już. Wiem, jak smakuje życie bez ojca, jak smakuje życie z matką, która bardzo by chciała ale nie przeskoczy i nie zastąpi. Trudno.
Dlatego nie umiem się zgodzić na sieroctwo z wyboru. Nie potrafię zrozumieć na przykład przedłużającej się rozłąki z powodów finansowych, wieloletniego pracowania za granicą podczas gdy dzieci rosną w kraju. Nie rozumiem EURO-rodziców, których kontakt z dzieckiem ogranicza się do Skype’a oraz regularnego przelewu. Nie rozumiem rodziców, którzy gonią za karierą podczas gdy ich najważniejszą karierą zajmuje się opiekunka. Nie rozumiem argumentu „nie mogę wypaść z rynku pracy”, podczas gdy wypada się z rodziny i rodzicielstwa.
Zanim wyrzucisz moje pytania na śmieci, zanim odpowiesz, że przecież MUSISZ, że TRZEBA żyć na jakimś poziomie, na jakimś standardzie- zastanów się proszę kto Ci powiedział, że trzeba, że musisz? Kiedy w to uwierzyłeś? Co tak naprawdę musisz?
Na fali wielkopostnej refleksji, kolejnych pomysłów czego nie robić przez czterdzieści dni, chcę Ci zaproponować abyś właśnie coś przez te dni robił. Proponuję, być codziennie przez pięć minut patrzył na swoje dzieci. Tak po prostu. Może jakoś z ukrycia. Patrz na nie i chłoń. Karm się tym i zobacz czy to nie wystarczy.

Grupa Wsparcia dla Rodziców Dzieci ze Spektrum Autyzmu, vol. 1

Grupa Wsparcia dla Rodziców Dzieci ze Spektrum Autyzmu, vol. 1

Refleksje po pierwszym spotkaniu Grupy Wsparcia dla Rodziców Dzieci ze Spektrum Autyzmu w Centrum Wspierania Rozwoju JAGA w Markach.

Pierwsza myśl- szkoda, że dopiero teraz.

Druga myśl- każdy specjalista pracujący z dzieciakami ze Spektrum powinien mieć możliwość, a może nawet obowiązek raz na kwartał posiedzieć na takiej grupie i posłuchać rodziców (samemu się nie odzywając). Doświadczenie poszerzenia spojrzenia, poczucie “wejścia w buty” rodziców jest ogromne. Zupełnie inaczej patrzę teraz na swoją pracę, zastanowię się pięćset razy zanim odezwę się w przyszłości z „dobrą radą”, „sprytnym podsumowaniem” i tym podobnym. Empatia wzrosła.

A co mówią sami rodzice, dlaczego warto na takie spotkanie przyjść? Będę pisał w pierwszej osobie.

Każdy z nas przeżył doświadczenie oporu przed diagnozą. Niektórzy bronili się dłużej, inni trochę krócej ale każdy z nas przez to przeszedł. Zgoda na to, że “z moim dzieckiem jest coś nie tak”, jest walką, którą musieliśmy wygrać z najtrudniejszym przeciwnikiem czyli z samym sobą. Jednak troska o dziecko, o to, żeby je zrozumieć i jakoś mu pomóc była naszym sprzymierzeńcem.

Gdy już pokonaliśmy własny opór, musieliśmy nierzadko walczyć z całą chmarą “doktorów okey”, którzy przekonywali nas, że wszystko jest dobrze, że jesteśmy przewrażliwieni, że samo przejdzie i z czasem się wyrówna. Musieliśmy walczyć z ciotkami, babkami, teściowymi, które wmawiały nam, że jesteśmy nadopiekuńczymi mamusiami, które pozwalają sobie wchodzić na głowę, że jesteśmy nieudolnymi rodzicami itd. Niestety, co boli najbardziej, MUSIAŁYŚMY często toczyć tę walkę wbrew własnemu mężowi, który twierdził radośnie, że wszystko gra, że się czepiamy i nie wie o co nam chodzi. Szczerze zazdrościmy tym z nas, które idą przez te walkę ręka w rękę w mężem.

Każdy z nas doświadczył momentu, w którym nasze małżeństwo zawisło na włosku ze względu na zmagania z autyzmem.

Dyrektorki przedszkoli dzielą się na zaje…te oraz beznadziejne. Jest też wąska grupa dyrektorek, które z beznadziejnych przeszły do zaje…tych (nie bez naszego udziału).

Tylko cud sprawia, że nie mordujemy starszych Pań i Panów, którzy zwracają nam uwagę w miejscach publicznych, że nie radzimy sobie z naszym dzieckiem, że jesteśmy nieudolny, że oni by sobie inaczej pogadali itd.

Nie mamy siły pielęgnować w sobie urazy do lekarzy, którzy nas oszukali po drodze (czy to z powodu swojej niekompetencji, czy innego). Jakimś cudem zapominamy, może wybaczamy, a może po prostu nie mamy na to czasu, bo nasze dzieci rzeczywiście są dla nas najważniejsze.

Bardzo potrzebujemy dostrzegać sukcesy naszych dzieci, potrzebujemy o nich mówić, potrzebujemy o nich słyszeć.

Nasze dzieci różnie się układają z różnymi nauczycielkami. Osobowość nauczyciela nie jest bez znaczenia. Nigdy cała wina za trudną sytuację w klasie czy grupie nie leży tylko po stronie autyzmu.

Rodzice dzieci neurotypowych, z ich problemami wychowawczymi mogliby co najwyżej „rozwiązać nam rzemyk u sandała.”

Czasami zdaża nam się zatęsknić za fiksacją naszego dziecka, kiedy w jej miejsce pojawia się inna- bardziej żenująca, jeszcze mniej pasująca do płci itd.

Nie żałujemy żadnej złotówki wydanej na terapię, jeśli widzimy jej wyniki. Nie chcemy myśleć co byłoby z naszymi dziećmi dzisiaj, gdybyśmy nie wzięli się za bary z sytuacją wtedy.

Mało co irytuje nas tak, jak rodzice dzieci autystycznych, którzy udają, że wszystko jest w porządku, „pudrują sytuację”, zrzucają na zewnętrzne okoliczności, a tak naprawdę nie pomagają swoim dzieciom. Żal nam tych dzieciaków.

Sami nierzadko potrzebujemy pomocy psychoterapeutycznej lub psychiatrycznej. Czasami potrzebujemy wsparcia farmaceutycznego, żeby poradzić sobie z naszą codziennością. Po prostu chorujemy na depresję.

Ciastka zrobione przez Panią Agnieszkę były bardzo ważnym i pysznym elementem spotkania 🙂

Tyle wyłapałem i puszczam to dalej, bo wierzę, że warto o tym mówić głośno. Warto łamać tabu i wychodzić z psychicznego getta, w którym myśli się, że jestem jedyny taki. Jeśli jest to także Twoja rzeczywistość- nie jesteś sam, nie jesteś pierwszy. Są ludzie, którzy idą tą drogą. Da się nią iść, choć jest to trudne. Warto nią iść, bo jeśli masz dziecko ze Spektrum, to jest to TWOJA DROGA.

Dziękuję Agnieszce Padzik, założycielce CWR “Jaga” za zorganizowanie spotkania i zaproszenie mnie do współpracy. Przede wszystkim dziękuję jej jednak za to, że swoją kompetencją, profesjonalizmem i oddaniem pomaga rodzicom, którzy wyruszają w tę trudną drogę.

Osoby zainteresowane tematem zapraszam do komentowania.

Co na stare lata- piesek czy małżonek?

Co na stare lata- piesek czy małżonek?

Podczas wakacji żaliłem się, że mój syn będąc na obozie nie miał czasu na rozmowę telefoniczną ze mną. Mimo, iż tylko przez dwie godziny dziennie miał dostęp do komórki, to zamiast w tym czasie gadać z tatą, wybrał zakupy w pobliskim sklepie. Ja myślałem, że on tylko czeka na ten moment, żeby usłyszeć mój głos, że tego potrzebuje, a tu tak?!?!
Przysłuchiwała się temu siedemnastoletnia uczestniczka obozu, na którym sam aktualnie byłem i powiedziała: “niech Pan uważa, bo będzie jeszcze gorzej. Ja przez ostatnie cztery dni rozmawiałam trzydzieści sekund z mamą i wymieniłam dwa sms’y z tatą”.

Przypomniała mi się konferencja o. Szustaka o księdze Tobiasza. Młody Tobiasz opuszcza ojca i matkę, a wraz z nim idzie pies. Dominikanin sugeruje, że ten pies to nie przypadek, bo często podczas tzw. kryzysu pustego gniazda w domu pojawia się właśnie nowy pupil. Ma on zastąpić próżnię po dziecku. Tak naprawdę ma zapełnić próżnię po zaniedbanej relacji ze współmałżonkiem. Fakt, że piesek poszedł wraz z młodym Tobiaszem stanowi wyzwanie dla rodziców chłopaka.
Już od nauk przedmałżeńskich mądrzy powtarzają, że relacja z małżonkiem jest najważniejsza, że dzieci są dane tylko na jakiś czas i nie powinny w naszym sercu detronizować żony czy męża. Niestety w praktyce jest inaczej.

Przyjdzie taki czas, kiedy syn poświęci mi 30’ sekund swojego czasu z czterech dni, o czym ja wtedy będę gadał z moją żoną??? Może kupie jej pieska, a sobie wędkę, a może będą wspólne tematy? Ale to chyba już dzisiaj trzeba by o tym pomyśleć…
„niech Pan UWAŻA…”

Doktor OKEY czyli jak NIE POMÓC swojemu dziecku.

Doktor OKEY czyli jak NIE POMÓC swojemu dziecku.

Obserwuje z niedowierzaniem, jak niektórzy rodzice potrafią znaleźć specjalistę, który uspokoi ich obawy. Taki doktor poklepie, przyklepie i powie, że “wszystko jest w porządku”. Chłopiec skończył trzy lata, nie mówi, nie siedzi przez chwilę w miejscu, wszystko, zawsze, wszędzie bierze do buzi i gryzie. W przypadku, kiedy nie ma w zasięgu przedmiotu, zaczyna gryźć drugą osobę- nauczycielkę lub rówieśnika. Jak jest podekscytowany napręża się cały i macha rączkami jak koliberek. Mama wkracza z uśmiechem do przedszkola i już od progu oświadcza, że była w “PORADNI”, gdzie powiedziano jej, iż z dzieckiem wszystko jest w porządku, że “ten typ tak ma”, “samo przejdzie”, “chłopcy rozwijają się wolniej” itd. itp.
Z drugiej strony czapka z głowy dla tych mam, które odważnie konfrontują się z rzeczywistością. Rekordzistka to mama, którą zaniepokoiło, że jej dwulatek nie reaguje na swoje imię. Diagnozę spektrum autyzmu otrzymała po jedenastu latach!!!!!! Zaparła się dosłownie w drzwiach gabinetu psychiatry i powiedziała, że nie wyjdzie bez diagnozy.
Albo druga pani- kiedy zapytałem jej pięcioletniego syna co chciałby dostać w prezencie, odpowiedział: pralkę. Zadziwiony zapytałem dlaczego, wtedy Młody dosłownie zamienił się w sprzedawcę z marketu AGD i wyrecytował mi wszystkie zalety pralki SAMSUNG AdWash. Zespół Aspergera książkowy. Jednak diagnozę ZA postawił dopiero trzeci!!!! psychiatra. A każdy z nich skasował przynajmniej tysiąc złotych za kilka spotkań.
Na pęczki znamy takich historii. Kiedy rodzice na spotkaniu konsultacyjnym skonfrontowani z trudnymi faktami pytają z żalem: “ale przecież on był u tylu lekarzy, przecież pediatra mówił, że wszystko jest w normie, przecież….” Pilnujemy się wtedy, żeby nie ziewać. Z drugiej strony nóż się w kieszeni otwiera. Lista “doktorów OKEY” jest bardzo długa. Ale pojawia się światełko w tunelu. W ostatnim czasie coraz więcej słyszy się o pediatrach, którzy się doszkalają. Zaczynają obserwować dzieci krytycznym okiem, patrzą na pacjenta szerzej i odważnie odsyłają już to do fizjoterapeuty, już to do psychologa. Zjawisko póki co śladowe ale jest nadzieja.
Jednak jeśli rodzic chce, to bez trudu znajdzie specjalistę, który uspokoi jego obawy.
Zastanawiam się czy nie otworzyć poradni psychologiczno- pedagogicznej o nazwie “Wszystko jest OKEY” albo “Jest SPOKO” albo inaczej. Jak myślicie- jaką nazwę wybrać? Będę z góry na dół wystawiał wszystkim zaświadczenia, że wszystko gra. Tylko musiałbym kasować trzy albo cztery razy drożej niż wszyscy inni, żeby starczyło mi na zagłuszacze sumienia…
Rozumiem zjawisko oporu przed diagnozą ale nie rozumiem specjalistów, którzy się sprzedają. A może po prostu niedouczenie? A może jakaś inna przyczyna?
Nigdy nie żałowałem alarmowania na wyrost ale mam w swoim doświadczeniu dwie sytuacje, w których przemilczałem swoje niepokoje i tych bardzo żałuję.
Im szybciej mały pacjent otrzyma trafioną pomoc, tym lepiej. Podobnie jak z marszem na azymut- jeśli masz błąd na kompasie to im prędzej się zorientujesz, tym łatwiej skorygować. Później może się okazać, że jesteś daleko od celu. Odwagi!!

Ile kosztuje dorosłość?

Ile kosztuje dorosłość?

W zeszłym tygodniu znajoma zapytała mnie czy mogę napisać o toksycznych rodzicach. Skarżyła się, że ojciec na nią nakrzyczał w obecności małej córeczki, która zareagowała bardzo emocjonalnie. Okazało się, że nie mieszkają co prawda razem ale wybudowali się przy rodzicach. Do tego mąż pracuje u teścia i dlatego za wszelką cenę chce się z nim układać.

No właśnie: za jaką cenę?

Zacząłem pytać ludzi i okazuje się, że w każdej rodzinie jest sytuacja, w której ktoś zmaga się z podobnymi problemami. Zastanawiam się ile kosztuje dorosłość. Podobno młody człowiek, który mieszka z rodzicami, oszczędza do 2500 złotych miesięcznie. Czynsz, rachunki, pranie, masełko w lodówce, telewizorek w salonie, świeża pościel w sypialni… Pamiętam jak kiedyś sprzeczałem się ze znajomym, który twierdził, że jest singlem. Ja próbowałem mu udowodnić, że jest raczej darmozjadem na garnuszku rodziców. Papież Franciszek kiedyś odpowiedział włoskiej kobiecie, która skarżyła się, że jej trzydziestokilkuletni syn nie chce się ożenić: “niech Pani przestanie prasować mu koszule”.Inny znajomy opowiadał mi ostatnio, że jego dwudziestokilkuletni syn staje przed wyborem- wyprowadzić się i nie mieć za wiele kasy, czy zostać w domu i mieć pieniądze oraz służącą. Prawdopodobnie Młody wybierze tę pierwszą, mniej oczywistą drogę, której kibicuję.

Ja nie zajmuję się terapią par ale czasami konsultuje rodziców w kontekście terapii dziecka. Sytuacja mieszkania z dziadkami rzadko kiedy pozostaje bez negatywnego wpływu na system młodej rodziny. Najczęściej przypomina to bigos, który zwłaszcza u najmłodszych powoduje niestrawność. Różne zasady, różne przyzwyczajenia, dwie gospodynie… aż się prosi o kryzysy.

Tak naprawdę mówimy tu o sztuce stawiania granic. Te granice docelowo powinny być wewnętrzne, psychiczne. Mamy dojść do takiego stanu, w którym jasno określimy sobie co jest w naszym życiu najważniejsze, w jaki sposób decydujemy się to realizować i będziemy to realizować. Jednak często wymaga to także oddalenia fizycznego. Koleżanka opowiadała mi, że wyprowadziła się z mężem z mieszkania, które mieli na piętrze u rodziców. Nie potrafiła sobie poradzić z pokusą, żeby na przykład w sytuacji kłótni małżeńskiej uciec na herbatę piętro niżej. Wzięli kredyt, kupili mieszkanie. Wystarczyło kilkadziesiąt metrów kwadratowych w odległości kilku kilometrów. Inni twierdzą, że potrzebują czterdziestu kilometrów, inni czterystu. Ważne, żeby sobie uczciwie odpowiedzieć na pytanie: czy realizujemy swój wybór czy też z powodu oszczędności nie wypływamy z portu macierzystego i tylko udajemy, bawimy się w dorosłość. Własne mieszkanie to wydatki, rachunki często comiesięczna rata kredytowa. To się liczy w setki tysięcy na przestrzeni lat. Trzeba te pieniądze zarobić, oszczędzić, nie wydać ich na inne przyjemności. Czy warto? Czy Ci się chce?

Dojrzałość- to taki stan, w którym masz poczucie, że sam kierujesz okrętem Twojego życia. Sam podejmujesz decyzje i sam ponosisz za nie odpowiedzialność.

Warto o tę dojrzałość zawalczyć, a czasami po prostu trzeba za nią zapłacić.

Tacierzyński- szansa niepowtarzalna. Teściowe do domu.

Tacierzyński- szansa niepowtarzalna. Teściowe do domu.

Drogi Kolego,
udało się, Twoja żona szczęśliwie urodziła Wasze pierwsze dziecko. Gratuluje. Zostałeś OJCEM. Da Bóg, na trzeci dzień oni wyjdą ze szpitala i czeka Was niesamowity czas razem w domu. Niepowtarzalny szansa na zbudowanie czegoś wspaniałego. Masz okazję by znacząco wzmocnić fundament Twojej małżeńskiej relacji. Porównałbym to do kilku betoniarek najlepszego cementu, który możesz wlać bardzo głęboko. Ustawodawca przewidział dla Ciebie dwa tygodnie wolnego.
Po powrocie do domu, który teraz już będzie zupełnie inny bo z dzieckiem, Twoja żona będzie Ciebie bardzo potrzebowała.
Ważne abyś był i dał z siebie wszystko. Pierwsza kąpiel dziecka w domu to Twój przywilej i obowiązek zarazem. Wiele rzeczy będzie się działo po raz pierwszy. Pierwsza nieprzespana noc, pielęgnowanie pępowiny, przygotowanie dodatkowego mleka jeśli będzie to konieczne, przytulanie żony bez zbędnych słów, niedługo pierwszy spacer z dzieckiem, przewijanie. Weź to wszystko w swoje ręce.
Potrzeba abyście na te pierwsze dni pozostali sami. Teściowe, po krótkich odwiedzinach, trzeba odesłać do domu przed zachodem słońca. Oczywiście Ty odeślesz Twoją mamę, a żona powinna odesłać swoją, żebyście sobie nie nagrabili u teściowych. Z całym szacunkiem dla nich, ze zrozumieniem jeśli jest to ich pierwszy wnuk ale i z całą stanowczością trzeba im powiedzieć “pa pa”. Pokusa jest duża, bo one potrafiłyby doskonale ogarnąć te wszystkie rzeczy, których Wy dopiero będziecie się uczyć. One pewnie wykąpałyby sprawniej, przewinęły szybciej itd. ale teraz czas na Was. Nawet jeśli bedziecie się czuli na tym początku rodzicielstwa jak dzieci we mgle- to idźcie razem i idźcie sami. Te kilkanaście pierwszysch dni może na zawsze przemienić Wasz związek. Pamiętaj- ta rodzina jest teraz najważniejsza.
Powodzenia.
Acha, jak będzie płakać przy kąpieli, to pewnie woda jest za zimna albo za ciepła 🙂

Jak być ojcem- podpowiada młodzież.

Jak być ojcem- podpowiada młodzież.

Prowadziłem ostatnio warsztaty z grupą mężczyzn w wieku licealnym pod tytułem “Projekt OJCIEC”. Główna teza była taka: każdy mężczyzna w pełni realizuje się przez to, że staje się ojcem.

Młodzi szukali odpowiedzi na cztery pytania: co ojciec mówi swojemu dziecku, co ojciec robi, czego ojciec powiedzieć nie powinien i czego nie powinien zrobić.
Zacytuję Państwu odpowiedzi na pytania pozytywne, bez komentarza, ku własnej refleksji.

Otóż chłopak w wieku licealnym chce usłyszeć od swojego ojca:
jestem z ciebie dumny
jesteś synem, którego zawsze chciałem
dzięki za pomoc
kocham Cię
jak masz problem, to wal do mnie
jestem tu, by Ci pomóc
szanuj kobiety
dasz radę
chcesz iść ze mną?
co słychać?
brawo synu

Młody człowiek chce widzieć ojca, który:
spędza czas z rodziną
daje dobry przykład
uczy życia
kocha
szanuje rodzinę
wspiera w trydnych chwilach
wymaga
wierzy w nich
przekazuje umiejętności
jest sprawiedliwy
uczy własnego zdania
pracuje wspólnie z nimi
uczy szacunku do dziewczyn
uczy jeździć samochodem

Taki głos młodych przekazuję, do przemyślenia i pewnie do przełożenia na konkret codzienności Waszego życia.

Video do posłuchania. Zapraszam :)

Pod poniższym linkiem konferencja, którą miałem przyjemnośc wygłosic dzisiaj podczas Forum Charyzmatycznego w Tarnowie (26’30”).

 

Asperger szuka żony.

Asperger szuka żony.

Poniższe refleksje zaczęły się od pytań przejętych mam, które po przyjęciu do świadomości diagnozy swojego dziecka, mają tendencję wybiegać w przyszłość i martwić się “jak to będzie, czy on kiedyś będzie miał normalnie żonę, dzieci, rodzinę?” Oczywiście wybieganie w przyszłość nie jest najlepszym sposobem na radzenie sobie z trudną sytuacją. Skuteczniejsze wydaje się skupienie na tym, co tu i teraz, na celach mniejszych, operacyjnych. Na przykład, żeby nauczyć dziecko samodzielnego ubierania czy odrobinę “rozcieńczyć” zainteresowanie aktualną fiksacją. Z drugiej strony nic tak nie motywuje, jak utrzymywanie w świadomości dalekosiężnego celu, do którego zmierzamy. Zatem: czy on się kiedyś ożeni?
Nie wiem. Podobnie jak nie wiem czy ożeni się każdy inny mały chłopiec.
Wiele wskazuje na to, że tak. Otóż wcale nierzadka jest sytuacja, kiedy diagnozowanie dziecka uzmysławia rodzicom, że jedno z nich też ma Zespół Aspergera. Najczęściej żona dowiaduje się o tym po ślubie, zresztą mężczyzna nie ma tu grzechu, bo nic nie zatajał- on sam nie wiedział. Niektóre z Pań sięgają po lekturę “Czy mój facet jest bez serca” Simone Rudy i zaznaczają ołówkiem na marginesie kolejne punkty, które dotyczą ich męża. Łapią się przy tym za głowę i pytają: “jak mogłam tego nie widzieć?!”. Nie martwcie się- żony neurotypowych też zadają sobie często to pytanie.
Podobno ktoś przeprowadził badania, które pokazały, że mężczyźni z Aspergerem są wybierani przez kobiety “po przejściach”. Tłumaczy się to ich przewidywalnością i wynikającym z tego poczuciem bezpieczeństwa.
Konsultuję ostatnio dorosłego człowieka z Zespołem, który szuka żony (stąd tytuł). Sprawa może się niektórym wydawać śmieszna, może żenująca- bo ten Pan podsyła mi treść swoich komunikacji z kobietami, a ja staram się mu pomóc zrozumieć to, co jest ujęte pomiędzy wierszami. Na przykład: jeśli kobieta po raz siódmy z rzędu odpisuje, że nie może się spotkać bo coś tam, to zapewne znaczy, że nie chce się z Tobą spotkać. On był raczej skłonny myśleć, że pewnie faktycznie znowu ma dużo pracy, albo wyjazd na pogrzeb kolejnej babci w tym miesiącu. Kochane aspergerowe poważne traktowanie słów. Próbujemy też wspólnie formułować adekwatne komunikaty, bo jeśli napiszesz spotkanej raz przez kilka minut dziewczynie, że za nią tęsknisz, to ona może się przestraszyć, ponieważ uczucie tęsknoty jest raczej zarezerwowane dla osób, które już przeżyły trochę więcej razem. Lub choćby kwestia używania imion pań zawsze w oficjalnej formie i w wołaczu- tak już dzisiaj dziwacznie brzmiącym.
Zawsze powtarzam, że największym sprzymierzeńcem osoby z Zespołem Aspergera jest samoświadomość. Zastanawiam się więc czy możliwy jest “podryw na Zespół Aspergera”? Mam na myśli, żeby w miarę szybko (jeśli nie od razu) uprzedzić obiekt zainteresowania, że ja tak mam i w związku z tym mogę zachować się dziwnie, powiedzieć trochę za dużo, zrozumieć zbyt dosłownie, narzucać się bez wyczucia itd. Czy to nie będzie przesada? Czy to nie będzie przekreślało szans na zbudowanie relacji? A może to właśnie stworzy przestrzeń do doświadczenia tego cudu, jakim jest MIŁOŚĆ, którą zdefiniowałbym jako wystarczającą pojemność serca, by przyjąć drugiego człowieka takim, jakim jest?
Powodzenia Kolego!

Ojcostwo, rodzicielstwo- fundament nieoczywisty.

Ojcostwo, rodzicielstwo- fundament nieoczywisty.

Pierwsza rzecz w byciu ojcem, według mnie, to budowanie relacji z matką dziecka. Lubię porównywać rodzinę do atomu. Atom składa się z jądra oraz krążących po jego orbicie elektronów. Jądro z kolei składa się z protonów i neutronów. Widzę to tak: rodzina jest atomem, rodzice są protonem i neutronem budującym jądro, a dzieci to elektrony. Jeśli tak sprawa wygląda, jeśli jest zachowana odpowiednia równowaga, to wszystko pięknie hula. Ale rzecz jest dynamiczna. Na przykład naturalną tendencja kobiety po urodzeniu dziecka jest bardzo bliska relacja z dzieckiem. Podłoże takiego stanu rzeczy ma naturę biologiczną, a nawet fizjologiczną dlatego trudno się dziwić. Skoro jednak człowiek jest wezwany do tego, żeby kierować się rozumem, to nie można się wykpić biologią. Trzeba działać pomimo naturalnej tendencji i pielęgnować przede wszystkim relację rodziców. Często dzieje się tak, że dziecko- elektron zajmuje pozycję ojca- protonu, a ten zaczyna krążyć po orbicie o coraz większym promieniu, aż kiedyś nagle nie wraca na przykład z wyjazdu integracyjnego, bo znalazł sobie “nowe jądro” (wieloznaczność słowa jądro jest tutaj nieprzypadkowa).
Kiedy układ zachowuje swoją równowagę, swoją harmonię, dziecko wcale nie traci. Ono czuje się bezpieczne. Dla niego relacja rodziców jest jak żyzna ziemia, na której może wzrastać, rozwijać się i owocować. Ludzie czasami tłumaczą różne zachwiania tego zwykłego stanu potrzebami dziecka. Na przykład: “on nie może spać sam, dlatego śpi z nami” albo “… dlatego śpi ze mną, a mąż w drugim pokoju”. Bo ja wiem… Zwykle pytam wtedy mężczyznę: “co Pan na to, że Pańska żona sypia z innym mężczyzną?” Pierwszą reakcją jest śmiech obojga ale zwykle to mężczyzna pierwszy przestaje się śmiać i głęboko się zamyśla.
Sprawa staje się oczywista w przypadku rozwodu, kiedy widać jak ewidentny rozpad relacji rodziców przekłada się na stan emocjonalny dziecka. A niby jest fajniej- bo wreszcie spokój, bo dwa prezenty na święta, bo tata wreszcie spędza czas jak jest jego weekend. Jednak pojawia się takie bliżej nieokreślone uczucie spadania w dół, bo zabrakło gruntu pod nogami, zabrakło fundamentu.
Podrzucam to Państwu pod refleksję.

WP Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com