„Głupia Pani!”

„Głupia Pani!”

Rozmawiałem ostatnio z Nauczycielką, która powiedziała: “zawsze potrafię poznać, które dziecko słyszy w domu negatywne komunikaty na mój temat, gdzie się mnie deprecjonuje. Po prostu widzę to po dziecku”.
Niestety cały czas spotyka się rodziców, którzy pozwalają sobie na krytykowanie Pani, często w nieparlamentarnych słowach przy dziecku: “ta głupia baba”, “ona sobie nie radzi”, “Twoja Pani się nie zna” itp. Nie będę przekonywał, że to jest strzał w kolano. Powiem tylko, że jak mi wulkanizator spieprzył koła w Toyocie, to już nigdy więcej jej do niego nie wstawiłem i ostrzegłem przed nim wszytkich znajomych. Moja Toyota mogła czuć się bezpieczna, wiedziała, że nie pozwolę jej krzywdzić. A jeśli TY wieczorem w domu mówisz, że Pani jest głupia, a na drugi dzień mówisz tej Pani przy dziecku z uśmiechem “dzień dobry” i każesz mu iść z tą Panią, to Twoje dziecko może się z Tobą czuć mniej bezpieczne, niż mój samochód ze mną.
Rozumiesz to? Napiszę wprost: po pierwsze dajesz podwójny przekaz- Pani jest głupia ale jednak do niej idziemy, a po drugie dajesz przekaz podprogowy “Pani jest głupia i Ciebie (dziecko) jej powierzymy- tzn. nie liczysz się dla nas.”
Jeśli Pani rzeczywiście jest głupia to: porozmawiaj z nią, jeśli nie pomoże porozmawiaj z Dyrekcją, jeśli to nie pomoże natychmiast zabierz swoje dziecko od „Głupiej Pani”, żeby się nie okazało, że najgłupszy jesteś Ty Rodzicu.

Wychować odważnego CZŁOWIEKA, a nie pierdołę.

Wychować odważnego CZŁOWIEKA, a nie pierdołę.

Znajoma opowiadała mi ostatnio, że jej nastoletni syn całkowicie zniszczył w zimie swoje podręczniki. Wychodził z domu w zimowych butach, żeby mama się cieszyła ale za rogiem podwijał nogawki, zakładał adidaski i paradował do szkoły z odsłoniętymi pęcinami. Zimowe buty chował do plecaka, co niestety odbiło się na stanie książek. Nie wiem czy on lubi chodzić z gołymi kostkami przy 15 stopniowych mrozach. Wątpie czy ktokolwiek to lubi ale jest moda, jest presja.

Na zebraniu rodziców pewna mama niepokoiła się co się stanie, jeśli jej córka opuści klasową grupę na Messangerze, gdzie doświadczała hejtu. Czy to nie będzie dla dziewczynki gorsza trauma? Presja jest silna.

Pamiętam, że jak chodziliśmy do podstawówki, to była grupa chłopaków, którzy palili papierosy za garażami. Presja była duża, żeby do nich dołączyć. Nie byłeś z nimi- byłeś dupkiem. Z czasem grupa “dupków” była większa, więc i presja mniejsza ale były momenty, kiedy trzeba było wziąć napięcie na klatę.

Prowadziłem ostatnio zajęcia dla klasy siódmej. Zaproponowałem ćwiczenie, w którym uczestnicy mieli dokonać wyboru. Cała grupa rozeszła się na boki, tylko jedna dziewczyna została na środku. Powiedziałem: “musisz zadecycować!” Dziewczyna powiedziała: “nie, bo to jest głupie pytanie.” W pierwszym odruchu skoczyło mi ciśnienie, bo dzieciak zepsuł MÓJ SCENARIUSZ. Na szczęście tuż po tym przyszła refleksja: “stary to pytanie rzeczywiście JEST głupie, a to dziecko jest przede wszystkim mega odważne, bo nie boi się wielkiego ponad stukilowego psychologa, który coś tam każe jej robić. Ona myśli. Ona jest niezależna. Ona jest asertywna. ONA JEST PERŁĄ!”

Czapka z głowy dla rodziców tego Młodego Człowieka! Jak powielić ich sukces? Zapewne nie dzieje się to przez nieustanne chowanie dziecka pod kloszem i osłanianie przed jakąkolwiek frustracją. Ta dziewczyna pomimo młodego wieku wydawała się już zaprawiona w społecznym boju.

Super dziecko, super rodzic, super depresja.

Super dziecko, super rodzic, super depresja.

Stanąłem przed grupą rodziców zebranych na wywiadówce i powiedziałem tak: “Dzień dobry Państwu. Nazywam się Michał Borkowski. Jestem najlepszym psychologiem w Polsce. Macie ogromne szczęście, że Wasze dzieci trafiły właśnie na mnie, bo JA znam odpowiedź na wszystkie pytania. Co więcej JA MAM RACJĘ, więc jeśli ktoś myśli inaczej niż JA, tym gorzej dla niego.”

Tu zrobiłem pauzę.

Kiedy pojawiły się pierwsze niepewne uśmiechy, pytające spojrzenia, zażenowanie, wiercenie na krzesłach dodałem: “Właśnie takich ludzi wychowujecie.”

Przekazujecie swoim dzieciom Waszą wiarę w nich. Dobrze robicie, to bardzo ważne. Ale także w tym potrzebny jest umiar. Wiara lubi przyjaźnić się z rozumem. Rozum podpowiada, że wspaniałość, wielkość to rzeczy, które się wypracowuje, które wymagają czasu i zaangażowania. Nade wszytko wymagają przyjmowania porażek i uczenia się na nich. Hołdujecie w Waszych korporacjach ocenie 360 i feedback’ujecie się nieustannie, a niestety wielu z Was absolutnie nie dopuszcza do siebie żadnej informacji, która kwestionuje doskonałość Waszego dziecka. Torpedujecie nauczyciela, który mówi: “To nie jest tak, że on zawsze jest ofiarą” albo “Ona też musi popracować nad swoim zachowaniem” czy po prostu wstawia coś innego niż szóstkę Waszemu Geniuszowi. W ten sposób forsujecie absurdalną tezę, że Wasze dzieci są skończonym dziełem, że nie są w procesie rozwoju, że nie potrzebują zrobić już żadnego kroku dalej. Nauczyciele nierzadko się Was boją, są Wami zmęczeni albo po prostu poddali się w obliczu Waszego uporu. Czasami zdarza się jakiś instruktor pływania albo inny specjalista, który skonfrontuje Wasze dziecko, bo przecież pływania trzeba się dopiero nauczyć ale wtedy albo usuwacie instruktora albo rezygnujecie z basenu. Izolujecie dziecko od grupy rówieśniczej, bo ona konfrontuje bez pardonu. Uprzedzacie wszystkie jego interakcje społeczne i tworzycie atmosferę zastraszenia, gdzie każdy kto chciałby wtrącić jakieś “ale”- boi się odezwać. Szukacie literatury i specjalistów, którzy potwierdzą Wasz sposób myślenia.

Najgorsze jest jednak to, co robicie dzieciom. Odbieracie im szansę na rozwój. Wdrukowujecie przekaz, że wszystko im się należy i o nic nie muszą się starać. A między wierszami dajecie im informację: “nie można się mylić- albo jesteś idealny albo cię nie ma”.
To pewna droga do depresji i karłowatej, egocentrycznej osobowości.

Tablety, smartfony, telewizory, youtuberzy.

Tablety, smartfony, telewizory, youtuberzy.

Długotrwałe granie na urządzeniu elektronicznym powoduje wydzielanie kortyzolu. Jest to hormon stresu. Jeśli Twoje dziecko gra- doświadcza na poziomie biochemicznym rekacji identycznych z długotrwałym stresem.

Dziecko wcale nie ćwiczy koncentracji grając, tylko zatraca się w grze. Urządzenie pochłania jego uwagę.

Używanie mediów społecznościowych powoduje wydzielanie dopaminy. Jest to hormon, który przynosi poczucie szczęścia ale jest też silnie uzależniający. Dopamina wydziela się także po spożyciu alkoholu, zapaleniu papierosa i uprawianiu hazardu. Te rzeczy też przynoszą chwilową ulgę, jednak na dłuższą metę powodują uzależnienie i “emocjonalną martwicę”.

Obraz z telewizora atakuje mózg ok 1200 impulsami na sekundę. Reakcja dziecka wystawionego na taką dawkę bodźców przypomina hipnozę, powoduje zachowania agresywne, pobudzenie psycho- ruchowe, wycofanie z kontaktów społecznych itd. Objawy zbieżne z obrazem spektrum autyzmu.

Treść wszystkich nagrań Youtuberów, których przedstawili mi moi młodzi pacjenci była: pusta, podana prymitywnym językiem, podana często w sposób słaby pod względem dykcyjnym, ujęta w takiej formie, która pod względem ilości bodźców była ponad moje siły. Najczęściej zawierała oczywiste lokowanie produktu.

Nieustannie przychodzące powiadomienia, przerzucanie co chwilę strumienia uwagi na inny bodziec prowadzi do defragmentacji uwagi. Człowiek po prostu traci umiejętność skupienia się przez dłuższy czas na jednym zadaniu.

W Stanach Zjednoczonych jest więcej zdarzeń drogowych wynikających z pisania wiadomości podczas jazdy niż z jazdy po alkoholu. W Polsce zapewne też, choć jeszcze nie znalazłem badań.

Właśnie- na wszystko powyższe są już badania. To nie jest kwestia mojej “wiary”, to nie jest moja “prorocka misja”, żeby krzyczeć że ten sprzęt może niszczyć zdrowie, a nawet zabijać. Na to są już cyfry.

Jeśli chcesz nadal upierać się przy swoim, że to tylko zabawa, że to dla śmiechu, dla rozrywki, że trzeba być w kontakcie, to musisz wypierać coraz więcej obiektywnych dowodów.

Wczoraj podczas spotkania z rodzicami jeden Pan powiedział: “dobrze, ale tak jest na całym świecie, takie są czasy, to choroba cywilizacyjna”. Owszem ale to TY JESTEŚ ODPOWIEDZIALNY ZA TWOJE DZIECKO i żadna cywilizacyjna tendencja Cię z tej odpowiedzialności nie zwalnia.

“Nie żyjemy w średniowieczu”- powiada Dziadek mojego pacjenta. Owszem ale każdego języka programowania można nauczyć się w kilka miesięcy i bzdurą jest, że dziecko musi korzystać z urządzeń, żeby nie być zacofane. Wręcz przeciwnie dzieci stają się przez to zacofane emocjonalnie i społecznie, a tych kompetencji nie da się skutecznie wyćwiczyć na kursie czy szkoleniu, jeśli niesie się ze sobą wieloletnie deficyty.

Ogarnij się!

Jak zapytać dziecko o szkołę/ przedszkole?

Jak zapytać dziecko o szkołę/ przedszkole?

Czy też tak macie, że po pytaniu: “jak było dzisiaj w szkole?” słyszycie odpowiedź: “fajnie”, “spoko” i nigdy więcej niż dwa słowa?
Mnie to nie satysfakcjonuje, coś tu nie działa. Skoro nie działa, to trzeba zmienić. Pewnie podobnie jak ja nie raz próbowaliście zmienić nastawienie dziecka. Mój przyjaciel, który za młodu grał w koszykówkę opowiadał mi kiedyś, że jest taka zasada “za podanie zawsze odpowiada podający”. Jeśli piłka nie trafi do adresata, to zawsze wina leży po stronie tego, który rzucał. Zatem zatroszczmy się o jakość naszego dialogu i zmieńmy raczej nasze pytanie.

Proponuję pytać na przykład tak:
Co Ci się dzisiaj najbardziej podobało w szkole?
Co dzisiaj było najśmieszniejsze?
Kiedy się dzisiaj najgłośniej śmiałeś?
Co dzisiaj było najnudniejsze?
Jaka rzecz z plecaka dzisiaj przydała Ci się najbardziej?
Czego dzisiaj w ogóle nie wyjąłeś z plecaka?
Gdybyś jutro to Ty był nauczycielem, to od czego zacząłbyś lekcje?
Kiedy dzisiaj Twoja Pani uśmiechnęła się najbardziej?
Jeśli w Twojej klasie wylądowaliby kosmici, to kogo byś chciał, żeby ze sobą zabrali?
Z kim dzisiaj najwięcej się bawiłeś?
Z kim chciałbyś siedzieć jeśli mógłbyś wybrać z klasy?
Co Cię dzisiaj w szkole najbardziej zaskoczyło?
Czego nowego dzisiaj się dowiedziałeś w szkole?
Co było dzisiaj dla Ciebie najtrudniejsze w szkole?

Powyższe propozycje są celowo tendencyjne i w większości dotyczą pozytywnych doświadczeń. To dlatego, że wielokrotnie spotkałem się z dobrymi pytaniami, które jednak dotyczyły negatywnych doświadczeń i były niejako nakierowywaniem dzieci na szukanie “dziury w całym”. Możemy bardzo skutecznie manipulować myśleniem młodego człowieka przez to, na co ustawiamy jego soczewkę. W każdym doświadczeniu można znaleźć pozytywne i negatywne strony. Zanim zadasz pytanie: “Kto Ci dzisiaj dokuczał?”, “Kto Ci dzisiaj sprawił przykrość?”, “Przez kogo dzisiaj płakałeś?” albo “Czy Ciocia dzisiaj na kogoś krzyczała?” zastanów się po co to robisz. Nie twierdzę, że w ogóle nie powinno się pytać o trudności ale miejmy świadomość, że tendencyjnymi pytaniami możemy te trudności przyciągać niczym Ziemia przyciąga nas siłą grawitacji.

Lista oczywiście nie jest zamknięta. Propozycje pytań z Waszego doświadczenie mile widziane w komentarzach. Wpis zainspirowany życiem oraz lekturą confidencemeetsparenting.com i https://www.huffingtonpost.com/liz-evans/25-ways-to-ask-your-kids-so-how-was-school-today-without-asking-them-so-how-was-school-today_b_5738338.html

Asertywność to sposób myślenia.

Asertywność to sposób myślenia.

Zastanawiam się czy 90 procent treningów asertywności i publikacji na ten temat nie zaczyna się i nie kończy od tylnej strony… Techniki, „zdarta płyta”, komunikat “ja”, stawianie granic w ten i inny sposób. Owszem, to przydatne rzeczy ale czy chcąc się pozbyć chwasta w ogródku wystarczy, że będziesz wyrywał listki? Dopóki nie zadziałasz skutecznie na korzeń, zielsko będzie odrastać. Podobnie z asertywnością- dopóki nie poszerzysz dostatecznie swojego pola świadomości i nie odkryjesz gdzie tkwi przyczyna, zmienisz swoje zachowanie najwyżej na jakiś czas. Prędzej czy później stare nawyki, “stare korytarze relacyjne” i tak Cię dopadną.
Dlatego chcę rzucić wyzwanie Twojemu sposobowi myślenia. Jak chcesz, to weź to pod uwagę.

Po pierwsze: nie ma żadnego “muszę”. Nic nie musisz. Możesz tylko chcieć. Do tego stopnia nie ma “muszę”, że nie musisz się nawet ze mną zgadzać o ile tylko chcesz. Jeśli wydaje Ci się, że jest jakieś “muszę”, to spójrz głębiej, bo tam znajdziesz jakieś “chcę”, z którego to rzekome “muszę” wyrasta. Przykład: chciałem się kiedyś ożenić, chcę być dobrym mężem, więc MUSZĘ być wierny. Rozumiesz? Muszę tylko o ile chcę.
Chcesz spełniać wszystkie oczekiwania szefa? Chcesz być zawsze miły dla klientów? Chcesz odpowiadać na maile po godzinach pracy? Chcesz pracować w domu? Chcesz, żeby klienci do Ciebie dzwonili w niedziele? Jak chcesz, to OKEY. Ale nie mów, że musisz.

Po drugie: przyjemne emocje nie są celem samym w sobie. Dlaczego ma zawsze być przyjemnie? Czasami trzeba przejść przez “ciemną dolinę” niechęci, frustracji, nawet wściekłości. Konkretnie chodzi mi o sytuację, kiedy ta druga strona nie będzie zadowolona z faktu, że egzekwujesz swoje prawa. No i co z tego? Emocje nie giną w przyrodzie. Jeśli ulegniesz ze względy na dobrostan drugiego, to te nieprzyjemne emocje pójdą wraz z Tobą. W najlepszym przypadku odreagujesz na mężu albo dzieciach, w najgorszym zapłacisz za to jakąś psychosomą w przyszłości.

Po trzecie: zacznij od siebie. Nie czekaj aż ktoś stworzy Ci asertywne środowisko, regulamin czy procedury. Ty to zrób. Weź odpowiedzialność za swoje życie i zrób z nim TO, CO CHESZ. Zacznij od teraz, zacznij już.

Napisz w komentarzu co o tym myślisz, jeśli CHCESZ… 🙂

Działaj albo milcz- refleksje po spotkaniu z Nauczycielami.

Działaj albo milcz- refleksje po spotkaniu z Nauczycielami.

Z tym polskim narzekaniem jest tak, że ono broni nas przed podjęciem jakichkolwiek sensownych działań. Jest mi źle, więc ponarzekam i już, i dalej na stare tory. Czy liczysz, że usłyszy Cię KTOŚ, albo jacyś ONI, albo ten ZŁY RZĄD, albo ZWIĄZEK ZAWODOWY, albo PANI MINISTER wreszcie się nawróci i zrobi Ci lepiej? Nikt nie zmieni nic za Ciebie. Pracując z dziećmi lubię zaskakiwać je pytaniem: “Jest jedna osoba, która może zmienić Twoje zachowanie, wiesz kto?” Kiedy dziecko zaczyna wymieniać: mama, tata, pan psycholog, wypowiadam jego imię i nazwisko. Na początku pojawia się zmieszanie ale zaraz za nim uśmiech na twarzy. Dzieci to rozumieją i korzystają z tego. Wchodzą do gabinetu z podniesioną głową i meldują jak pokonały fiksację, czynności natrętne czy inne trudne zachowania.

Dorośli tego nie rozumieją. Przykładem sztandarowym są nauczyciele. Jest to, moim zdaniem, najbardziej zahipnotyzowana grupa zawodowa w naszym społeczeństwie. To są w stu procentach ludzie z wyższym wykształceniem, którzy godzą się na pracę za wynagrodzenie często niższe niż w markecie, mimo iż biorą na siebie totalną odpowiedzialność za największy skarb czyli dziecko. Pracują z człowiekiem, a więc materiałem nieprzewidywalnym, są rozliczani ze wszystkiego, cały czas na świeczniku, non-stop oceniani, absolutnie nie szanowani przez większość rodziców, przełożonych i… i nic z tym nie robią. To znaczy robią- ponarzekają przy tej czy innej okazji i dalej wracają na stare tory. W pokoju nauczycielskim wołają, że ta minister (a wcześniej tamta) się nie zna, że nie było nigdy nikogo kto by wiedział o co chodzi, że decyzję podejmują teoretycy, że rodzice to, że dzieci coraz trudniejsze, że zarobki niegodne i… dalej do roboty. Może ktoś usłyszy i się zlituje. Kto ma usłyszeć? Kto ma się zlitować?

Do niedawna sam żyłem w tej hipnozie. Przez jedenaście lat. Kiedy już mnie żuchwa zaczęła boleć od biadolenia powiedziałem DOŚĆ. Bardzo dobrze czułem się w pracy z dziećmi, myślę, że byłem dobrym nauczycielem, to było chyba moje POWOŁANIE… Jednak okoliczności, warunki zewnętrzne też trzeba wziąć pod uwagę. Zdecydowałem się postawić sprawę na ostrzu noża. Oczywiście jeden psycholog szkolny zmiany nie czyni dla społeczeństwa ale przynajmniej ja mogę patrzeć w lustro z podniesioną głową.

Drogi Nauczycielu proponuję Ci zmianę myślenia. Rozważ poniższe:

To tylko praca. Mój przyjaciel z Gdańska, który pracuje w drukarni odpowiedział kiedyś koleżance, która pytała go o ambicje zawodowe: “moje życie jest za tamtym wzgórzem, tam jest mój dom, tutaj tylko na niego zarabiam”. Ty też masz pracę. To jest tylko praca i powinieneś w niej godnie zarabiać na Twoje życie, które jest gdzieś w domu.

Twoje rodzina a zwłaszcza osobiste dzieci są zawsze ważniejsze od Twojej klasy, od klasówek, kartkówek, maila do roszczeniowego rodzica itd. Nie pozwól, żeby Twoje dzieci czekały na Twoją uwagę, bo Ty jeszcze musisz dokończyć pracę w domu.

Nie łudź się, że jesteś w tej pracy kimś ważnym czy wyjątkowym. Moja koleżanka złamała nogę i rodzice już po kilku tygodniach zwolnienia pytali ją wprost: “czy nie można kogoś zatrudnić na Pani miejsce?” Znajomy, zasłużony dyrektor kiedy trafił do szpitala na kilka dni został zlekceważony przez burmistrza, który zorganizował uroczystość w jego szkole bez niego. “Jedni odchodzą, drudzy się rodzą”. “Karawana idzie dalej”. “Nie ma ludzi niezastąpionych”.

Nic nie musisz. Nie musisz się na wszystkim znać, nie musisz sobie zawsze poradzić, nie musisz spełniać wszystkich oczekiwań.

Możesz mieć gorszy dzień, możesz nie wiedzieć, możesz mieć ważniejsze sprawy na głowie. Możesz mieć w tyle groźby o piśmie do Kuratorium i Ministerstwa. Co Ci zależy? Najwyżej pójdziesz do marketu, będziesz wykładać towar na półki i zarabiać więcej niż teraz.

Prestiż?!?!? To już przeszłość. Mniejszy wymiar godzin? To bajka, w którą wierzą tylko Ci, którzy nie znają osobiście żadnego nauczyciela.

Ogarnij się. Twoje życie jest w domu, możesz na nie zarabiać sprzedając paliwo na stacji, prowadząc sekretariat w korporacji, siedząc na kasie w sklepie. Możesz też pracować w szkole, tylko za jaką cenę i za jaką płacę?

Nikt nic nie zmieni za Ciebie. Zacznij się szanować, bo inni nie zrobią tego za Ciebie!
Chyba, że jest Ci dobrze tak, jak jest- to PRZESTAŃ NARZEKAĆ.

Metanoia- nawrócenie czyli zmień swoje myślenie.

Metanoia- nawrócenie czyli zmień swoje myślenie.

Byłem mocno przekonany, że Facebook jest mi potrzebny do życia. Starałem się o lajki, monitorowałem non- stop powiadomienia za pomocą aplikacji, scrollowałem wall’a i reagowałem na posty znajomych. Dwa tygodnie temu posłuchałem na Youtube konferencji pt. “Quit Social Media”, której autor zakwestionował moje myślenie. Dziś wchodzę na FB sto razy rzadziej i mam się dobrze. Zaryzykowałem, spróbowałem i odkryłem, że “istnieje życie bez fejsa”. To by się nigdy nie zdarzyło, gdybym nie posłuchał, gdybym nie usłyszał czyli nie pozwolił sobie na zakwestionowanie mojego myślenia i nie zaryzykował.

Pewnie znasz ludzi, którzy mają gotową odpowiedź na każde pytanie, zawsze i wszystko wiedzą najlepiej i nie ma szans na to, żeby “przebić się do nich” z czymś nowym. Tacy ludzie z jednej strony budzą w nas złość ale z drugiej współczucie, bo kto już jest “skończonym dziełem”, ten przestał się rozwijać. Być może takiego człowieka spotykasz w lustrze ale czy w takim razie będziesz umiał się do tego przyznać?

Biblia wzywając do nawrócenia używa greckiego słowa „metanoia”, które właśnie oznacza zmianę myślenia. Współczesna psychologia podkreśla niejednokrotnie, jak ważne jest to, jakie myśli pielęgnujemy w sobie. Nurt psychologii poznawczej na przykład twierdzi, że myśli wpływają na uczucia, które z kolei oddziałują na zachowania, a te na powrót wzmacniają uczucia. Punktem, na który mamy największy wpływ w tym cyklu jest myślenie i zmieniając je, możemy oddziaływać pośrednio na emocje i zachowania. Nie trudno o przykład: kiedyś kierowca zajechał mi drogę. Już miałem go zrecenzować w niecenzuralnych słowach, bo pomyślałem: „to cham, zrobił to złośliwie” ale za chwilę przyszła myśl- “a może on wiezie na przykład chore dziecko do szpitala?” Moje uczucia natychmiast wyhamowały. Pojawił się spokój z odrobiną współczucia. Co ciekawe dalszy ciąg tej historii jest taki, że ten człowiek kilka kilometrów dalej wyskoczył z auta na światłach, podbiegł do mojej szyby i zapytał o drogę do Centrum Zdrowia Dziecka!!!

Zatem niezależnie czy bardziej wierzysz Biblii czy psychologii, warto zakwestionować swoje myślenie. To może być bardzo odkrywcze ćwiczenie. Takim wskaźnikiem czy sygnałem dla Ciebie mogą być słowa “trzeba”, “muszę”, “powinno się”. Proponuję, abyś zawsze, kiedy usłyszysz ze swoich ust te słowa zadał sam sobie uczciwe pytanie- DLACZEGO? DLACZEGO TAK MYŚLĘ? CZY RZECZYWIŚCIE JA W TO WIERZĘ CZY MOŻE POŁKNĄŁEM JAKIŚ ZEWNĘTRZNY, CUDZY “WCISK”?

Często słyszę na przykład: “Trzeba się uczyć”, “Trzeba mieć dobre oceny”, “Musisz zrealizować swój potencjał”, “Powinno się ciężko pracować na sukces”, “Trzeba osiągnąć sukces”, “Dzieci powinny uczyć się języków” itp. Nie mówię nie ale pytam tylko: “dlaczego tak uważasz?”

Zachęcam Was do zakwestionowania swojego myślenia, może odkryjecie zupełnie nowe przestrzenie życia. Może odkryjecie, że jest życie tam, gdzie się go w ogóle nie spodziewaliście.

Będę wdzięczny za przykłady Waszych „wcisków” w komentarzach.

A to link do materiału z YT:

Wielki Post- małe postanowienie.

Wielki Post- małe postanowienie.

Bardzo mnie ostatnio poruszyło, gdy na pytanie: “jaki kolor oczu ma Twój tata?” mój dwunastoletni rozmówca odpowiedział: “nie wiem, on nigdy na mnie nie patrzy.”
Ojciec tego chłopaka żyje, ma się dobrze. Z opowieści młodego wiem, że zwykle leży na kanapie i „coś tam robi”. Nie wiadomo w sumie co. Wiadomo, że nie patrzy na swojego syna. To nie-patrzenie-ojca zaczyna być widoczne w zachowaniu i przeżywaniu dzieciaka. Tata ma jednak ważniejsze sprawy.
Mój ojciec zmarł nagle, gdy miałem siedem lat. To tragiczna ale prosta historia. Przestał żyć i już. Wiem, jak smakuje życie bez ojca, jak smakuje życie z matką, która bardzo by chciała ale nie przeskoczy i nie zastąpi. Trudno.
Dlatego nie umiem się zgodzić na sieroctwo z wyboru. Nie potrafię zrozumieć na przykład przedłużającej się rozłąki z powodów finansowych, wieloletniego pracowania za granicą podczas gdy dzieci rosną w kraju. Nie rozumiem EURO-rodziców, których kontakt z dzieckiem ogranicza się do Skype’a oraz regularnego przelewu. Nie rozumiem rodziców, którzy gonią za karierą podczas gdy ich najważniejszą karierą zajmuje się opiekunka. Nie rozumiem argumentu „nie mogę wypaść z rynku pracy”, podczas gdy wypada się z rodziny i rodzicielstwa.
Zanim wyrzucisz moje pytania na śmieci, zanim odpowiesz, że przecież MUSISZ, że TRZEBA żyć na jakimś poziomie, na jakimś standardzie- zastanów się proszę kto Ci powiedział, że trzeba, że musisz? Kiedy w to uwierzyłeś? Co tak naprawdę musisz?
Na fali wielkopostnej refleksji, kolejnych pomysłów czego nie robić przez czterdzieści dni, chcę Ci zaproponować abyś właśnie coś przez te dni robił. Proponuję, być codziennie przez pięć minut patrzył na swoje dzieci. Tak po prostu. Może jakoś z ukrycia. Patrz na nie i chłoń. Karm się tym i zobacz czy to nie wystarczy.

Grupa Wsparcia dla Rodziców Dzieci ze Spektrum Autyzmu, vol. 1

Grupa Wsparcia dla Rodziców Dzieci ze Spektrum Autyzmu, vol. 1

Refleksje po pierwszym spotkaniu Grupy Wsparcia dla Rodziców Dzieci ze Spektrum Autyzmu w Centrum Wspierania Rozwoju JAGA w Markach.

Pierwsza myśl- szkoda, że dopiero teraz.

Druga myśl- każdy specjalista pracujący z dzieciakami ze Spektrum powinien mieć możliwość, a może nawet obowiązek raz na kwartał posiedzieć na takiej grupie i posłuchać rodziców (samemu się nie odzywając). Doświadczenie poszerzenia spojrzenia, poczucie “wejścia w buty” rodziców jest ogromne. Zupełnie inaczej patrzę teraz na swoją pracę, zastanowię się pięćset razy zanim odezwę się w przyszłości z „dobrą radą”, „sprytnym podsumowaniem” i tym podobnym. Empatia wzrosła.

A co mówią sami rodzice, dlaczego warto na takie spotkanie przyjść? Będę pisał w pierwszej osobie.

Każdy z nas przeżył doświadczenie oporu przed diagnozą. Niektórzy bronili się dłużej, inni trochę krócej ale każdy z nas przez to przeszedł. Zgoda na to, że “z moim dzieckiem jest coś nie tak”, jest walką, którą musieliśmy wygrać z najtrudniejszym przeciwnikiem czyli z samym sobą. Jednak troska o dziecko, o to, żeby je zrozumieć i jakoś mu pomóc była naszym sprzymierzeńcem.

Gdy już pokonaliśmy własny opór, musieliśmy nierzadko walczyć z całą chmarą “doktorów okey”, którzy przekonywali nas, że wszystko jest dobrze, że jesteśmy przewrażliwieni, że samo przejdzie i z czasem się wyrówna. Musieliśmy walczyć z ciotkami, babkami, teściowymi, które wmawiały nam, że jesteśmy nadopiekuńczymi mamusiami, które pozwalają sobie wchodzić na głowę, że jesteśmy nieudolnymi rodzicami itd. Niestety, co boli najbardziej, MUSIAŁYŚMY często toczyć tę walkę wbrew własnemu mężowi, który twierdził radośnie, że wszystko gra, że się czepiamy i nie wie o co nam chodzi. Szczerze zazdrościmy tym z nas, które idą przez te walkę ręka w rękę w mężem.

Każdy z nas doświadczył momentu, w którym nasze małżeństwo zawisło na włosku ze względu na zmagania z autyzmem.

Dyrektorki przedszkoli dzielą się na zaje…te oraz beznadziejne. Jest też wąska grupa dyrektorek, które z beznadziejnych przeszły do zaje…tych (nie bez naszego udziału).

Tylko cud sprawia, że nie mordujemy starszych Pań i Panów, którzy zwracają nam uwagę w miejscach publicznych, że nie radzimy sobie z naszym dzieckiem, że jesteśmy nieudolny, że oni by sobie inaczej pogadali itd.

Nie mamy siły pielęgnować w sobie urazy do lekarzy, którzy nas oszukali po drodze (czy to z powodu swojej niekompetencji, czy innego). Jakimś cudem zapominamy, może wybaczamy, a może po prostu nie mamy na to czasu, bo nasze dzieci rzeczywiście są dla nas najważniejsze.

Bardzo potrzebujemy dostrzegać sukcesy naszych dzieci, potrzebujemy o nich mówić, potrzebujemy o nich słyszeć.

Nasze dzieci różnie się układają z różnymi nauczycielkami. Osobowość nauczyciela nie jest bez znaczenia. Nigdy cała wina za trudną sytuację w klasie czy grupie nie leży tylko po stronie autyzmu.

Rodzice dzieci neurotypowych, z ich problemami wychowawczymi mogliby co najwyżej „rozwiązać nam rzemyk u sandała.”

Czasami zdaża nam się zatęsknić za fiksacją naszego dziecka, kiedy w jej miejsce pojawia się inna- bardziej żenująca, jeszcze mniej pasująca do płci itd.

Nie żałujemy żadnej złotówki wydanej na terapię, jeśli widzimy jej wyniki. Nie chcemy myśleć co byłoby z naszymi dziećmi dzisiaj, gdybyśmy nie wzięli się za bary z sytuacją wtedy.

Mało co irytuje nas tak, jak rodzice dzieci autystycznych, którzy udają, że wszystko jest w porządku, „pudrują sytuację”, zrzucają na zewnętrzne okoliczności, a tak naprawdę nie pomagają swoim dzieciom. Żal nam tych dzieciaków.

Sami nierzadko potrzebujemy pomocy psychoterapeutycznej lub psychiatrycznej. Czasami potrzebujemy wsparcia farmaceutycznego, żeby poradzić sobie z naszą codziennością. Po prostu chorujemy na depresję.

Ciastka zrobione przez Panią Agnieszkę były bardzo ważnym i pysznym elementem spotkania 🙂

Tyle wyłapałem i puszczam to dalej, bo wierzę, że warto o tym mówić głośno. Warto łamać tabu i wychodzić z psychicznego getta, w którym myśli się, że jestem jedyny taki. Jeśli jest to także Twoja rzeczywistość- nie jesteś sam, nie jesteś pierwszy. Są ludzie, którzy idą tą drogą. Da się nią iść, choć jest to trudne. Warto nią iść, bo jeśli masz dziecko ze Spektrum, to jest to TWOJA DROGA.

Dziękuję Agnieszce Padzik, założycielce CWR “Jaga” za zorganizowanie spotkania i zaproszenie mnie do współpracy. Przede wszystkim dziękuję jej jednak za to, że swoją kompetencją, profesjonalizmem i oddaniem pomaga rodzicom, którzy wyruszają w tę trudną drogę.

Osoby zainteresowane tematem zapraszam do komentowania.

Co na stare lata- piesek czy małżonek?

Co na stare lata- piesek czy małżonek?

Podczas wakacji żaliłem się, że mój syn będąc na obozie nie miał czasu na rozmowę telefoniczną ze mną. Mimo, iż tylko przez dwie godziny dziennie miał dostęp do komórki, to zamiast w tym czasie gadać z tatą, wybrał zakupy w pobliskim sklepie. Ja myślałem, że on tylko czeka na ten moment, żeby usłyszeć mój głos, że tego potrzebuje, a tu tak?!?!
Przysłuchiwała się temu siedemnastoletnia uczestniczka obozu, na którym sam aktualnie byłem i powiedziała: “niech Pan uważa, bo będzie jeszcze gorzej. Ja przez ostatnie cztery dni rozmawiałam trzydzieści sekund z mamą i wymieniłam dwa sms’y z tatą”.

Przypomniała mi się konferencja o. Szustaka o księdze Tobiasza. Młody Tobiasz opuszcza ojca i matkę, a wraz z nim idzie pies. Dominikanin sugeruje, że ten pies to nie przypadek, bo często podczas tzw. kryzysu pustego gniazda w domu pojawia się właśnie nowy pupil. Ma on zastąpić próżnię po dziecku. Tak naprawdę ma zapełnić próżnię po zaniedbanej relacji ze współmałżonkiem. Fakt, że piesek poszedł wraz z młodym Tobiaszem stanowi wyzwanie dla rodziców chłopaka.
Już od nauk przedmałżeńskich mądrzy powtarzają, że relacja z małżonkiem jest najważniejsza, że dzieci są dane tylko na jakiś czas i nie powinny w naszym sercu detronizować żony czy męża. Niestety w praktyce jest inaczej.

Przyjdzie taki czas, kiedy syn poświęci mi 30’ sekund swojego czasu z czterech dni, o czym ja wtedy będę gadał z moją żoną??? Może kupie jej pieska, a sobie wędkę, a może będą wspólne tematy? Ale to chyba już dzisiaj trzeba by o tym pomyśleć…
„niech Pan UWAŻA…”

Doktor OKEY czyli jak NIE POMÓC swojemu dziecku.

Doktor OKEY czyli jak NIE POMÓC swojemu dziecku.

Obserwuje z niedowierzaniem, jak niektórzy rodzice potrafią znaleźć specjalistę, który uspokoi ich obawy. Taki doktor poklepie, przyklepie i powie, że “wszystko jest w porządku”. Chłopiec skończył trzy lata, nie mówi, nie siedzi przez chwilę w miejscu, wszystko, zawsze, wszędzie bierze do buzi i gryzie. W przypadku, kiedy nie ma w zasięgu przedmiotu, zaczyna gryźć drugą osobę- nauczycielkę lub rówieśnika. Jak jest podekscytowany napręża się cały i macha rączkami jak koliberek. Mama wkracza z uśmiechem do przedszkola i już od progu oświadcza, że była w “PORADNI”, gdzie powiedziano jej, iż z dzieckiem wszystko jest w porządku, że “ten typ tak ma”, “samo przejdzie”, “chłopcy rozwijają się wolniej” itd. itp.
Z drugiej strony czapka z głowy dla tych mam, które odważnie konfrontują się z rzeczywistością. Rekordzistka to mama, którą zaniepokoiło, że jej dwulatek nie reaguje na swoje imię. Diagnozę spektrum autyzmu otrzymała po jedenastu latach!!!!!! Zaparła się dosłownie w drzwiach gabinetu psychiatry i powiedziała, że nie wyjdzie bez diagnozy.
Albo druga pani- kiedy zapytałem jej pięcioletniego syna co chciałby dostać w prezencie, odpowiedział: pralkę. Zadziwiony zapytałem dlaczego, wtedy Młody dosłownie zamienił się w sprzedawcę z marketu AGD i wyrecytował mi wszystkie zalety pralki SAMSUNG AdWash. Zespół Aspergera książkowy. Jednak diagnozę ZA postawił dopiero trzeci!!!! psychiatra. A każdy z nich skasował przynajmniej tysiąc złotych za kilka spotkań.
Na pęczki znamy takich historii. Kiedy rodzice na spotkaniu konsultacyjnym skonfrontowani z trudnymi faktami pytają z żalem: “ale przecież on był u tylu lekarzy, przecież pediatra mówił, że wszystko jest w normie, przecież….” Pilnujemy się wtedy, żeby nie ziewać. Z drugiej strony nóż się w kieszeni otwiera. Lista “doktorów OKEY” jest bardzo długa. Ale pojawia się światełko w tunelu. W ostatnim czasie coraz więcej słyszy się o pediatrach, którzy się doszkalają. Zaczynają obserwować dzieci krytycznym okiem, patrzą na pacjenta szerzej i odważnie odsyłają już to do fizjoterapeuty, już to do psychologa. Zjawisko póki co śladowe ale jest nadzieja.
Jednak jeśli rodzic chce, to bez trudu znajdzie specjalistę, który uspokoi jego obawy.
Zastanawiam się czy nie otworzyć poradni psychologiczno- pedagogicznej o nazwie “Wszystko jest OKEY” albo “Jest SPOKO” albo inaczej. Jak myślicie- jaką nazwę wybrać? Będę z góry na dół wystawiał wszystkim zaświadczenia, że wszystko gra. Tylko musiałbym kasować trzy albo cztery razy drożej niż wszyscy inni, żeby starczyło mi na zagłuszacze sumienia…
Rozumiem zjawisko oporu przed diagnozą ale nie rozumiem specjalistów, którzy się sprzedają. A może po prostu niedouczenie? A może jakaś inna przyczyna?
Nigdy nie żałowałem alarmowania na wyrost ale mam w swoim doświadczeniu dwie sytuacje, w których przemilczałem swoje niepokoje i tych bardzo żałuję.
Im szybciej mały pacjent otrzyma trafioną pomoc, tym lepiej. Podobnie jak z marszem na azymut- jeśli masz błąd na kompasie to im prędzej się zorientujesz, tym łatwiej skorygować. Później może się okazać, że jesteś daleko od celu. Odwagi!!

WP Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com