Asperger na wyjeździe czyli rozmowy mamy z psychologiem.

Asperger na wyjeździe czyli rozmowy mamy z psychologiem.

Poniżej treść mojej komunikacji z mamą pacjenta, chłopca z ZA, pięć i pół roku. Publikuje za zgodą. Imiona zmienione.

Witam Panie Michale! Po Pana ostatnim artykule mam pytanie… Rozumiem, że gdy Tomek ma napad agresji, krzyczy, ryczy, wyzywa, to jak skała nie zwracam na niego uwagi, czekam aż mu przejdzie. Oczywiście pod warunkiem, że nie bije, żeby było bezpiecznie.

Nie zawsze tak jest. Po pierwsze na ile znam Tomka, potrzebna jest mu zdecydowana komunikacja, w trybie rozkazującym. Bez krzyku ale niosąca ze sobą adekwatny przekaz emocjonalny. Zauważyłem, że Państwo oboje cały czas zadajecie mu pytania: “dlaczego mnie bijesz? Dlaczego nie chcesz wejść na spotkanie? Dlaczego mówisz, że te zajęcia są głupie? itp.” Jeśli zadajemy pytanie, to możemy się uczciwie spodziewać odpowiedzi. Tę odpowiedź już dała diagnoza- Zespół Aspergera, specyficzna struktura mózgu, jego funkcjonowanie, “przetrącone” neurony zwierciadlane, brak empatii itd. To jest odpowiedź. Tomek tej odpowiedzi póki co nie zna i nie rozumie, dlatego w dialogu z nim dochodzimy zwykle do fundamentalnej odpowiedzi “bo tak” albo trochę bardziej ambitnego “bo ja tego nie lubię” czy też “bo to jest głupie.” Proszę raczej mówić mu co ma zrobić, w krótkich komunikatach w drugiej osobie liczby pojedynczej trybu rozkazującego albo ewentualnie oznajmującego: “rozbierz się!”, “Ty zostajesz na zajęciach, a ja teraz wychodzę”, “będę czekał na Ciebie w poczekalni”, “Przestań krzyczeć”, “uspokój się” i jeszcze jakże piękne “bez dyskusji.”

Ale co potem? Nie mówić mu, że to było przykre, że mnie tak wyzywał?

Pani zapewne tutaj nawiązuje do zasady “Miłość nie pamięta złego.” Po każdym nieakceptowanym zachowaniu Tomek powinien moim zdaniem otrzymać informację zwrotną co nam się nie podobało, czego nie akceptujemy itd. Miłość tutaj nie polega na cackaniu się z nim ale jest to miłość, która patrzy w przyszłość i chce mu pomóc wykształcić takie sposoby reagowania, która będą pozwalały na budowanie satysfakcjonujących relacji międzyludzkich w przyszłości. 

Na szczęście coraz mniej się zdarza, że bije.

Cieszę się. To bardzo ważne, żeby rodzic, nauczyciel i terapeuta dziecka ZA dostrzegał postęp, nawet małe sukcesy. Mamy naturalną tendencję, żeby koncentrować się na tym, co jest złe, co jest do zmiany. To może skutkować frustracją, dalej zniechęceniem się, poddaniem. To jest stan, który rodzic dziecka z ZA powinien usunąć ze swojego arsenału reakcji. Będziemy walczyć o niego cały czas, do końca, zawsze. Dlatego trzeba dostrzegać nawet małe sukcesy i o nich mówić. Trzeba o nie pytać także w przedszkolu- żeby nauczyciele utrzymali poziom zmotywowania, żeby uczyli się też pozytywnego patrzenia na efekty swojej pracy, pozytywnego patrzenia na Tomka. Jednym słowem żebyśmy działali przeciw tej naturalnej tendencji, do skupiania się na złym. 

Pamiętajmy jednak, że konkretnie w temacie bicia- każde bicie to jest za dużo. Dążymy do poziomu zero bicia. Naszym celem jest taka sytuacja, kiedy Tomek będzie umiał wyrazić swoje uczucia- zwłaszcza dotyczy to złości- w sposób społecznie akceptowalny i bezpieczny dla siebie oraz innych.

Ale największy mamy problem jak u nas są goście albo my gdzieś jesteśmy.

Wszyscy mają ten problem. Także rodzice dzieci neurotypowych, które naciągają strunę bardziej przy gościach niż normalnie, bo wiedzą, że rodzice odpuszczą dla świętego spokoju, ze wstydu, żeby nie robić scen przy innych. Zachęcam do działania inaczej. Wychowanie Tomka jest nadrzędnym celem, ważniejszym niż spokojny przebieg spotkania towarzyskiego. Jeśli są jakieś ustalone zasady, reguły, to trzeba dążyć do ich respektowania w każdej sytuacji społecznej. Nie można odpuszczać dla świętego spokoju czy z obawy, że “rozwinie swoje aspergerowe skrzydła” przy naszych znajomych. Proponuje tych znajomych, którzy są dla nas ważni, na których możemy liczyć, którym ufamy, poinformować z czym mamy do czynienia i czego mogą się spodziewać. Taki swoisty coming out może być dużym ułatwieniem. 

Problem zaczyna się w sytuacji społecznej w przestrzeni publicznej, gdy jesteśmy “pod obserwacją” osób postronnych. Co prawda coraz rzadziej ludzie pozwalają sobie na wtrącanie się i głośne komentowanie ale ciągle jeszcze można usłyszeć: “co za niewychowany dzieciak”, “co za nieudolna matka” albo “ja to bym sobie z nim inaczej porozmawiał.” Częściej jest tak, że to my czujemy się obserwowani i oceniani. Gdzieś tam w głowie, “uchem wyobraźni” niemalże słyszymy głosy ludzi oceniających nas. Powiem krótko- w dupie z tym. Trzeba pracować nad tym, żeby postawić sobie wewnętrzną granicę- to nie mój problem, jeśli ktoś mnie ocenia, to widać jego własne życie jest na tyle ubogie, że musi się zajmować moim. Internet jest pełen ciekawych memów na ten temat. Jak będzie trzeba, to wydrukujemy koszulki z napisem: “dziecko autystyczne- odwal się!” albo “…nie wtrącaj się!” Proszę pamiętać o celu- po co robimy, dlaczego nie ustępujemy, co chcemy osiągnąć. Chcemy wychować Tomka, który będzie umiał budować satysfakcjonujące relacje społeczne (powtórzenie celowe). 

Tomek w zabawie z innymi dziećmi, jak się wkurzy, to mówi np. nie lubię Cię, jesteś głupi, idź sobie już do domu. O  ile jest to „normalne” chyba zachowanie u dzieci, bo każdy ma prawo do swoich uczuć, to u nas wie Pan jak się to odbywa- krzyk, wyzwiska, rzucanie czym popadnie.

Każdy ma prawo odczuwać złość i głupotą byłoby ją tłumić ale powtórzę- trzeba się nauczyć wyrażać ją w sposób społecznie akceptowalny, bezpieczny dla siebie oraz innych. Zatem proponuje odholować syna na bok, na osobne miejsce i skierować komunikat: “jeśli się nie uspokoisz, to Ty wyjdziesz i to Ty nie będziesz się bawić, choć to są Twoje zabawki” lub “jeśli nie będziesz się grzecznie bawił, będziesz sam w pokoju.” Oczywiście musi to być pokój bez zabawek, bez żadnych atrakcji tak, żeby powrót do zabawy z dziećmi był bardziej atrakcyjny. 

Nam rodzicom jest zwyczajnie wstyd, gdy nasz syn do gości tak się odzywa.

Słusznie. To adekwatne uczucie. Macie Państwo prawo do swoich uczuć. Proszę zatem zareagować adekwatnie, a nie próbować z dyplomatycznym uśmiechem zamieść sprawę pod dywan. Proszę zacząć uwzględniać swoje emocje w komunikacji z Tomkiem. Jeśli Państwu jest wstyd, to proszę skutecznie zakomunikować mu oczekiwania, żeby przestał się tak zachowywać. Proszę szanować swoje uczucia, a to nauczy także Tomka, żeby szanował uczucia innych oraz swoje.

Trzeba też za każdym razem pochwalić go jeśli przy jakimkolwiek spotkaniu będzie się zachowywał w sposób, którego oczekujemy: “cieszę się, że tak ładnie dzisiaj bawiłeś się z Julką, jest mi bardzo miło”. 

Po świętach pojechaliśmy ze znajomymi do Zakopanego. Były tam inne dzieci. Oczywiście „jazdy” cały czas. Przy ludziach mówił do mnie „pierdolona matka”.

Jak Panią znam, to pewnie pytała Pani wtedy: “dlaczego tak do mnie mówisz?” Proszę w takiej sytuacji powiedzieć mu “sorry gościu, nie będziesz uczestniczył w żadnych atrakcjach, żadnego spaceru, żadnej wizyty w kawiarni, będziesz siedział sam z tatą albo ze mną w pokoju bez żadnych zabawek, żadnego telefonu nic.” Żadnego rysowania, telewizji, nic. Siedzi na tyłku do kolejnego posiłku, a potem spać. Jeśli zmienia temat i próbuje odwrócić uwagę: “Nie mam ochoty z Tobą rozmawiać”. Musi pójść mocny, jednoznaczny sygnał. Absolutnie nie jakieś tam pytania i “przeproś mamusię”. Czy może Pani zareagować tak, żeby wiedział, że nie i koniec? Wiem, że każda kobieta ma w sobie umiejętność takiego powiedzenia “nie”, że facet wie, że nie i koniec. Proszę sięgnąć po ten ton i to zdecydowanie w stosunku do Tomka, kiedy pozwala sobie na takie odzywki. Nie musi Pani być wtedy grzeczna i się do niego uśmiechać. Proszę całą sobą wyrazić co Pani czuje, jak ktoś nazywa Panią “pierdoloną”.

Nie muszę pisać jakie to przykre a zarazem żenujące dla nas rodziców.

To całkowicie adekwatne emocje, proszę je wreszcie zacząć uwzględniać i w sposób bezpieczny ale konsekwetny i jasny komunikować Tomkowi. 

Ja oczywiście mam największy problem z tym ” co Ci nasi znajomi sobie o nas pomyślą? Już nigdy nas nie zaproszą i wcale im się nie dziwię. itd.” Ale z tym sobie poradzę.

Proszę porozmawiać ze znajomymi, powiedzieć im o Zespole Aspergera, z czym to się je i jakiej pomocy Pani od nich potrzebuje. Proszę się nie zamykać w gettcie z Tomkiem i przez Tomka. Państwo zrobiliście z mężem ogromną robotą decydując się na diagnozowanie Tomka pod kątem ZA. Tylko Pani wie, co Pani przeżyła. Jaką drogę musiała Pani przejść, żeby skonfrontować się z rzeczywistością pod tytułem “z moim dzieckiem coś jest nie tak”. Wykonała Pani ogromną robotę. Proszę pamiętać co mówiłem o ludziach, którzy trwają w oporze często aż do momentu, kiedy wokół ich dziecka zrobi się naprawdę syf- na przykład w pierwszej, czasem czwartej klasie, a nawet jeszcze później. Proszę pamiętać co opowiadałem o ludziach, którzy męczą się całe życie, bo nigdy nie spojrzeli aspergerowej prawdzie w oczy. Państwo macie to już za sobą. Tomek ma przez to o wiele większe szanse, bo dostaje fachową pomoc już od 5 roku życia. Etap “jestem beznadziejną matką” też już za Panią. Proszę unieść głowę do góry. Jesteście wspaniałymi rodzicami wyjątkowego dziecka. Dziecka, które potrzebuje bardzo dużo pomocy ale tę pomoc już otrzymuje. Przestańcie się zachowywać, jak ludzie, którzy zrobili coś złego i teraz chcą to ukryć. Wasi Przyjaciele przez duże “P” nie opuszczą Was w tej sytuacji ale oni też potrzebują wiedzieć. Świadomość jest w przypadku Aspergera wielkim sprzymierzeńcem wszystkich zaangażowanych osób. 

Pytanie mam do Pana co po takich akcjach? Ostatnio jak już się uspokoi to siadam z nim i mówię ” “Tomku, jak będziesz tak mówił do Maćka albo do Antka, albo do kogoś innego, to nikt nie będzie chciał się z Tobą bawić, nikt Ciebie nigdzie nie zaprosi i nikt do Ciebie nie przyjedzie. Jak Cię  coś zdenerwuje to lepiej  wyjdź sobie do innego pokoju i poczekaj aż Ci złość przejdzie ale nie mów nikomu złych słów, że ktoś jest głupi, że go nie lubisz. To jest bardzo przykre, sprawiasz tym komuś smutek, jakbyś się czuł gdyby ktoś do Ciebie tak mówił?”

Tak, być może bez ostatniego pytania o to, jak on by się czuł, bo to dla niego jeszcze nieznana ziemia. 

I pytanie. Czy mam tak tłumaczyć czy „olać” i zostawić go w spokoju. Czy po takich agresjach słownych mam mu mówić, że to było złe czy nie używać takich sformułowań a odwrotnie tylko chwalić za super zachowanie. Czy jak się wydurnia przy dzieciach i popisuje złym zachowaniem, to mam mu zwracać uwagę, że źle się zachowuje (widzę reakcje innych rodziców i samej mi głupio, że on się tak zachowuje) czy olać i nie zwracać uwagi?

Tłumaczyć, a raczej wymóc na nim natychmiastowe zaprzestanie takiego zachowania w sposób, który opisałem powyżej. 

Mam nadzieję, że rozumie Pan o co mi chodzi?

Też mam taką nadzieję.

Ten wyjazd był dla nas sprawdzeniem, czy my w ogóle się nadajemy na takie wypady ze znajomymi… Było źle, ale przede wszystkim nam było źle. Ciągle się denerwowaliśmy przez jego zachowanie. To my wprowadzaliśmy naszymi nerwami złą atmosferę. To my rodzice byliśmy wściekli na jego zachowanie.

Zakwestionowałbym taką interpretację. Być może byliście napięci, pełni obaw i on to wyczuwał. Wiadomo, że to jest mistrz manipulacji i potrafi uderzyć w najczulsze struny ale to chyba nie takie proste. Proszę się nie poddawać.

W Święta też dramat… za dużo ludzi, za dużo bodźców. Teraz widzimy, że nam jest najlepiej, jak jesteśmy sami, we trójkę, bez innych. Przynajmniej na razie… Jak już jesteśmy sami to smok znowu jest naszym słodziakiem, bez awantur, wyzwisk, bez nerwów.  Pozdrawiam i wszystkiego najlepszego w Nowym Roku Panu i Pana rodzinie.

Nie zgadzam się. Smok nie może Wami rządzić. To załatwia sprawę na krótko i prowadzi w ślepy zaułek. Proszę się nie izolować od znajomych. Proszę raczej tych znajomych wprowadzić w temat, a z Tomkiem komunikować się w zdecydowany sposób. Proszę mieć przed oczami cel- chcemy, żeby Tomek jako dorosły mężczyzna był szczęśliwy i dawał szczęście budując satysfakcjonujące relacji z ludźmi, których spotka. Być może on zachowuje się normalnie jak jesteście sami. Ale bycie cały czas samemu jest “nienormalne”. W tych “nienormalnych” warunkach Tomek zachowuje się “normalnie”. Jednak to bycie z ludźmi, wśród przyjaciół jest “normalne”, a wtedy on zaczyna się zachowywać się “nienormalnie”. Ale, moim zdaniem, trzeba wchodzić w takie “normalne” sytuacje, a kiedy on zacznie się zachowywać “nienormalnie”, trzeba go korygować i nauczyć go zachowań “normalnych”. Niestety dla Państwa nie będzie to łatwe i przyjemne, nie będzie to zwykły wypoczynek, jak dla innych rodziców. Teraz to ja mam nadzieję, że Pani mnie zrozumie 😉 

Mama Tomka

PS. Uczę Tomka ostatnio modlitwy Ojcze Nasz, któryś jest w niebie… a On mi na to : Mamo, przecież tata jest w domu a nie w żadnym niebie… 🙂

I za to między innymi kocham ten aspergerowy świat 🙂

Atak płaczu/ histerii dziecka z Zespołem Aspergera- opis interwencji.

Atak płaczu/ histerii dziecka z Zespołem Aspergera- opis interwencji.

Opiszę poniżej sytuację z mojego doświadczenia pracy z dziećmi w wieku przedszkolnym. Imiona pozmieniałem- są zupełnie przypadkowe. Ku refleksji koleżeństwu po fachu ale także rodzicom, którzy chcą korygować zachowania swoich dzieci.

Sytuacja.

Dzieci w wieku 6 lat, 16 obecnych w grupie, pracują w dwóch podgrupach przy dużych kartkach papieru na podłodze. Każde dziecko ma za zadanie narysować prezent, z którego najbardziej się cieszy (okres poświąteczny), w dalszej części dzieci będą mówić grupie co narysowały.

Nauczycielka oraz psycholog obserwują grupę z boku.

W pewnym momencie Marcin wstaje od swojej grupy, odbiega na bok, wchodzi na niską szafkę i zaczyna wrzeszczeć “ja nie umiem narysować”. Będę używał do opisu jego zachowania określenia “syrena”, ponieważ głośność jego płaczu i wrzasku najbardziej właśnie przypomina sygnał dzwiękowy pogotowia czy straży pożarnej. Dziecko jest znane w placówce z tego, że potrafi płakać/ wrzeszczeć tak głośno, że słychać je w całym budynku.

Reakcja pozostałych dzieci w grupie- niektóre zatykają uszy, troje z nich podchodzi do nauczycielki mówiąc: “ciociu, Marcin płacze”. Jeden podchodzi z pytaniem: “ciociu, Marcin płacze, jaką będzie miał karę?” Jedna z dziewczynek podchodzi do Marcina okazując mu zainteresowanie.

Strategia działania.

Stosujemy behawiorystyczną metodę wzmacniania zachowań pożądanych, a wygaszania niepożądanych.

W praktyce polega to na tym, że wraz z Nauczycielką nie zwracamy żadnej uwagi na zachowanie Marcina oraz powstrzymujemy przed tym pozostałe dzieci. Praca trwa tak, jakby nic się nie stało.

Nauczycielka odsyła podbiegające dzieci z powrotem do pracy nad zadaniem, nie robiąc przy tym żadnych komentarzy pod adresem Marcina. Stosuje krótkie komunikaty: “dokończ swój rysunek”. Odwołuje także z powrotem do grupy dziewczynkę, która podeszła do chłopca. To może wydawać się zabawne, że pozostałe dzieci mówią nam o płaczu, który słyszy całe przedszkole. Jednak trzeba pamiętać, że one widzą i sygnalizują problem, starają się pomóc, tak jak potrafią. To ważne, żeby również dla nich zachować w tej sytuacji życzliwość, komunikować rzeczowo, bez wyśmiewania itd.

Dorośli modelują zachowanie dzieci. Pracują tak, jak dotychczas. Marcin nie otrzymuje żadnej uwagi podczas gdy włączona jest jego “syrena”. Jednakże w momentach, kiedy przestaje wrzeszczeć- natychmiast pytam go głośno, czy chce wrócić do grupy lub czy chce abym mu pomógł. Nie pada żaden komentarz na temat zachowania chłopca (typu: “bardzo nieładnie”, “jak przestaniesz krzyczeć to…”). Natomiast chcę podkreślić- w czasie gdy chłopiec krzyczy- zero uwagi, jak tylko przestaje- natychmiast próbuję komunikować się z nim. Marcin tej komunikacji nie podejmuje, wraca do wrzasku.

Zaspraszam dzieci do kółka, żeby przejść do drugiej części zadania. Na każde hasło sygnalizujące postęp zadania chłopiec reaguje wrzaskiem, który wydaje się nasilać. Grupa siada w kółku, blisko siebie. Bardzo trudno jest usłyszeć siebie nawzajem, pomimo to kontynuujemy zadanie- dzieci po kolei prezentują swoje rysunki. Marcin dwa razy cichnie. Natychmiast wtedy zwracam się do niego z pytaniem czy chce wrócić do grupy lub czy chce, żebym mu pomógł. Za każdym razem wraca do „syreny”. Utrzymuję cały czas kontakt wzrokowy z dziećmi siedzącymi w kółku. Nie usiadłem wraz z nimi, żeby patrzeć z góry, przez co wydawało mi się, że mam większą kontrolę nad grupą. Nauczycielka usiadła wraz z dziećmi, modelując zachowanie (tym ważniejsze, że nie można było wszystkiego przekazać słowami, bo w większości się nie słyszeliśmy). Warte podkreślenia jest to, że Nauczycielka siedziała od strony Marcina, cały czas kontrolując kątem oka jego zachowanie, żeby zapewnić dzieciom bezpieczeństwo i móc szybko zareagować w razie gdyby zachowanie chłopca zaczęło eskalować. Ograniczył się jednak do wycia oraz szarpania zabawkowym mebelkiem. Było to bardzo hałaśliwe, jednak bezpieczne dla reszty grupy. Prowadzący konsekwentnie nie reagowali.

Po skończonym zadaniu śpiewamy jak zwykle naszą piosenkę na pożegnanie i pada komenda ustawiamy się na obiad- czyli działamy cały czas wg planu. Chłopiec kolejny raz reaguje głośnym krzykiem. Grupa wychodzi z nauczycielką umyć ręce i dalej na stołówkę.

Natychmiast podchodzę do chłopca i siadam koło niego (zawsze na tyle daleko, żeby moja twarz była poza zasięgiem jego rąk- tak już mam od momentu jak kredka autystycznej dziewczynki otarła się o moją gałkę oczną). Chłopiec płacze ale nie wrzeszczy. Pytam go dlaczego płacze. Uspokaja się i spazmując mówi: “ja chciałem narysować ale nie wiem co”. Rozmawiam z nim. Okazuje się, że nie wie jaki prezent wybrać. Pomagam mu wybrać. On co chwilę przerywa naszą rozmowę głośnym: “nie dam rady”, “nie umiem”, “nie potrafię”. Reaguję zawsze stanowczym ale życzliwym: “Ty sobie z tym poradzisz”, “dasz radę”, “pokonasz tę trudność, wierzę w Ciebie”. Proponuje chłopcu, że będzie mógł po obiedzie zaprezentować swój rysunek reszcie grupie. Odpowiada, że nie chce. Zgadzam się na to i wtedy kieruję do niego ważny komunikat wyjaśniający: “mówisz mi, że nie chcesz i ja się na to zgadzam, nie musisz. Wcześniej słyszałem też, co mówiłeś ale nie reagowałem, ponieważ krzyczałeś i płakałeś, a ja się na to nie zgadzam. Jak teraz ze mną rozmawiasz spokojnie, to zgadzam się i ci pomogę.” Powstrzymuję się od stwierdzeń oceniających, od tzw. “wypominek”. Nauczycielka bardzo trafnie określiła to podejście: “miłość nie pamięta złego”- podoba mi się zastosowanie tego biblijnego cytatu. To taki przyjazny reset. Chłopiec nie musi słuchać jak to źle postąpił, jak to nieładnie się zachowywał.

Podchodzę wraz z chłopcem do kartki jego grupy, tam dowiaduję się, że on zaczął rysować prezent ale od rodziców, a koledzy powiedzieli mu, że to ma być od Mikołaja. To prawdopobodnie był moment kiedy syrena zaczęła wyć, to go przerosło. Na marginesie- niesamowite, jak te zachowania dzieci ze spektrum zawsze mają jakąś swoją logikę.

Chłopiec nie wiedział jak narysować samochód, narysowałem swój obok, po czym jemu też się udało. Pochwalony, wzmocniony poszedł umyć ręce i dołączył do grupy przy obiedzie. Nauczycielka ani ja nie nawiązaliśmy w żaden sposób więcej do minionej sytuacji. Żegnając się z grupą podziękowałem dzieciom: “dziękuję Wam wszystkim za dzisiejsze zajęcia, za to że narysowaliście Wasze prezenty i o nich opowiedzieliście, dziękuję również Marcinowi, który także dokończył rysowanie swojego prezentu. Do widzenia.”

Jeszcze kilka słów o moim myśleniu podczas tej sytuacji.

Po pierwsze powstrzymałem się świadomie od negatywnej interpretacji zachowanie Marcina. Nie robiłem założeń typu: “on robi mi na złość”, “rozwala mi zajęcia” itd. Patrzyłem na to tak, że on woła o pomoc, nie umie sobie poradzić inaczej, to jest jedyna strategia, jaką dotychczas opanował, a ja jestem tu po to, żeby pomóc mu poznać inną, nową. Dziecko nie ma diagnozy spektrum autyzmu, jednak ja mam tzw. hipotezę roboczą Zespółu Aspergera, przez co nie spostrzegam tego rodzaju zachowań jako ataku wobec mnie, a jako trudność, którą chłopiec musi pokonać.

Wiedziałem, że pozbawiając chłopca jakiejkolwiek uwagi swojej oraz dzieci wymierzam mu surową karę i żadna inna nie jest potrzebna (tymbardziej post factum). Myślałem o tej sytuacji jako o szansie pomocy Marcinowi. Myślałem o tym, że chłopiec cierpi, boi się- to pomogło mi nie zareagować negatywnymi emocjami wobec niego, raczej miałem w sobie współczucie. Myślałem o tym, że moja stanowczość i “głuchota” na jego płacz pomoże mu bardziej, niż okazanie współczucia tu i teraz.

Po tej sytuacji “syrena” chłopca włącza się zdecydowanie rzadziej.

Dziekuję Nauczycielce za bardzo sprawną współpracę i mądre podejście do tego chłopca. Jest wielkim szczęściarzem, że trafił na taką Panią. Nie wymienię jej z nazwiska, ze względu na anonimowość opisu ale ona wie, doczytała do tego miejsca i szeroko się uśmiechnęła 🙂