Dwa pogrzeby- jedna lekcja.

Dwa pogrzeby- jedna lekcja.

Staś zapytał mnie: “tata, dlaczego tutaj jest tak cicho?” Dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że w całej wsi jest zupełnie cicho, ani żywej duszy na ulicy jak okiem sięgnąć. Wieś jakby wymarła. Bo rzeczywiście wieś wymarła, bo umarła nasza babcia, a zgodnie z tradycją wszyscy- WSZYSCY- mieszkańcy wsi przyszli do domu babci aby czuwać przy trumnie wraz z miejscowymi śpiewakami, przy dźwięku szeptanych modlitw i śpiewanych z gardła ludowych pieśni. Pieśni, które w prostych słowach opowiadają życie- ŻYCIE. O trumnie, która zamyka, o ziemi która pochłania, o śmierci która “kosą kosi jak w lecie kwiatki… i starych i dziatki”. O rozłące z bliskimi ale zawsze w kolejnym wersie zaznaczając, że to tylko na krótką chwilę, bo wszyscy tam- TAM- pójdziemy. Każdy kolejny uczestnik czuwania wchodzi do pokoju na pierwszym piętrze, klęka jeśli może, chwilę się modli po czym na głos wita pozostałych: “niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” i szuka sobie miejsca ale nigdy przy samej trumnie, bo to dla rodziny. Mężczyźni podają rękę mężczyznom, kobiety całują się na powitanie i dalej czuwamy już razem. Śpiewacy intonują kolejne pieśni. Babcia leży z nami, jakby spała. Spokojna, bo ze swoimi.

O ustalonej godzinie przybywa gość szczególny, wyjątkowy, poważany- ksiądz. Wita wszystkich i rozpoczyna się obrzęd pogrzebu według rytuału. Po krótkich modlitwach wszyscy najpierw podchodzą aby jeszcze raz pożegnać zmarłą, dotykają dłoni owiniętych różańcem, bliscy całują czoło po czym wychodzą. Panowie z zakładu zamykają trumnę i wynoszą babcię do auta. Wszyscy zgromadzeni wkoło. Zimno ale chłopy twardo bez czapek.

Babcia w aucie i wtedy znak szczególny- cała wieś odprowadza ją do krzyżówki, a tak naprawdę do figury. Niesamowite- Figura. Tu zaczyna się i kończy nasza wieś. To obecność Boga w tym znaku wyznacza nasze miejsce na ziemi. Przy figurze stop. Anioł Pański. Pożegnanie.

Następne spotkanie w kościele. Trumna z babcią przed ołtarzem. To jej msza. To za nią. Nie wiadomo, o której dokładnie zacznie się msza, bo ksiądz spowiada. Ale tutaj, zwłaszcza dzisiaj, nikt nie patrzy na zegarek. Dziś wszyscy żegnają Rozalię i to jest najważniejsze. A spowiadają się długo, bo kto może, ten ofiaruje komunię za zmarłą. Encyklik nie czytali, teologią nie żonglują ale komunie przyjmą za nią. Tak po prostu, bez gadania. Po komunii bach na kolana i pacierz. Proste.

Cmentarz. Pogrzeb. Tradycja pożegnania od zmarłej- jeden z uczestników wyczytuje kogo żegna śp. Rozalia: „synów z żonami, wnuki, prawnuki, brata, siostry, rodziny… sąsiadów, wszystkich uczestników pogrzebu”. To jej słowo. Jej ostatnie słowo, choć napisane już przez rodzinę. Każdy czeka aż będzie wyczytany i każdy jest wyczytany.

Dalej wszyscy (nawet Panowie z zakładu pogrzebowego) na obiad. W mieście to stypa albo konsolacja, a tu po prostu obiad. Dwie zupy, trzy mięsa do wyboru w drugim daniu, ciasto w stołach, kawa oczywiście sypana, itd. Uczta. Brakuje tylko hasła do pierwszego tańca, a byłoby wesele. Nikt nie wychodzi. Nie ma tak, jak w mieście- “my tylko na chwilkę, bo Karolek ma dzisiaj jeszcze angielski, a Karolcia tańce, a Grzegorz musi popracować…” Dziś wszyscy żegnają Rozalię. Nie mają dziś angielskiego, tańców i nie popracują. Po dłuższej chwili biesiady, kiedy kelnerki rozdały kawę, słychać stukanie w szkło jak do toastu. Sto sześćdziesiąt osób nagle milknie i jedna z uczestniczek zaprasza wszystkich do odmówienia koronki za zmarłą. Wszyscy za chwilę siedząc przy stołach odmawiają najpierw Wierzę, potem Ojcze Nasz, Zdrowaś i dla Jego bolesnej męki… Po koronce kolejny Aniół Pański, pacierze, jeszcze jedna pieśń o śmierci i krótkim rozstaniu, W Imię Ojca… Amen. I nikt już nie siada, a wszyscy podchodzą do rodziny się pożegnać. Koniec.

Podczas drogi na pogrzeb Ewa zapytała mnie czy coś powinniśmy powiedzieć naszym dzieciom celem wprowadzenia w okoliczność. Odpowiedziałem “nie, życie samo wszystko powie”. Nie wiedziałem, że będzie to przemowa aż tak bogata. Sam czerpałem pełnymi garściami. Przebogata tradycja, którą przeczuwałem jak usłyszałem, że po śmierci babci, jej syn osobiście chodził i powiadamiał w każdym domu we wsi o jej odejściu i dacie pogrzebu. Powiadamiał, choć wszyscy już dawno wiedzieli ale tak trzeba.

To drugi pogrzeb w ciągu miesiąca. Bardzo różny od pierwszego, kiedy żegnaliśmy siedmioletniego Krzysia, syna naszych przyjaciół spod Gdańska. Babcia miała 91 lat, za jej trumną szło czterech synów, synowe, wnuki, prawnuki- grubo ponad dwadzieścia osób najbliższej rodziny. Życie spełnione. Talenty pomnożone. Krzyś miał mniej czasu ale też dobrze go wykorzystał, skoro ruchem ulicznym na jego pogrzebie musiała kierować straż gminna. Pogrzeby z jednej strony nie do porównania ale z drugiej łączy je jedna bardzo ważna rzecz- bliskość, obecność ludzi. Patrzenie śmierci w oczy z odwagą, bo nie samotnie. Po drugie razem z otaczającymi ludźmi ale po pierwsze z Bogiem. Bogiem, który na pogrzebie Krzysia był uwielbiany charyzmatyczną pieśnią i spontaniczną modlitwą, a na pogrzebie babci różańcem, koronką, Aniołem Pańskim i pieśnią ludową- ale zawsze uwielbiany. Uwielbiany, bo OBECNY.

Cieszę się też z tego, że na obu pogrzebach mogły być ze mną moje dzieci. Zabrałem je tam bardzo świadomie i celowo. Wierzę, że przeżywając trudną rzeczywistość śmierci człowieka w bliskości ze swoją rodziną, wykształcą w sobie życiową mądrość i dojrzałość. W przyszłości zaś pomoże im to zaoszczędzić na psychoterapeutach.

P.S.

Wiara to dla mnie decyzja. Wybór. Ja zdecydowałem się wierzyć tak. Nie śmiej się ze mnie. Ty decydujesz może inaczej ale uszanuj mój wybór. Może się okazać, że moja wiara, o której mówisz, że jest zacofana i średniowieczna, jest poważniejsza od Twoich wyborów by wierzyć w fitness, ubezpieczenie na życie, energię kosmosu czy egipsko- faraońską duszę Twojego kota. Tak wybraliśmy.

 

7 thoughts on “Dwa pogrzeby- jedna lekcja.

  1. Michał z uwagą przeczytałam tego posta i choć jutro być może będziemy mieli okazję porozmawiać to..naszła mnie taka refleksja. Kiedyś będąc małą dziewczynką mieszkałam pod Warszawą. I choć mieszkałam w mieście to moja okolica miała wyraźnie charakter wiejski. Ze śmiercią jako mała dziewczynka byłam zaznajomiona od początku właśnie dlatego, że zarówno życia jak i śmierć były czymś zupełnie naturalnym. Wzrastałam w poczuciu, że tak ma być, że jest to naturalna kolej rzeczy, że tak się dzieje i tak jest i ..było to swoiste oswojenie. Patrzyłam zawsze od maleńkości jak Wy wczoraj na leżące w trumnie ciała i nie budziło to ani strachu, ani wstrętu ani odrazy. Było to tak samo naturalne jak to, że u sąsiada urodziło się dziecko a u drugiego ocieliła się krowa.Nigdy nasi rodzice / mówię o wszystkich rodzicach z mojej okolicy/ nie zabraniali nikomu z nas pójść i pożegnać się z babcią Kasią /mimo, że nie była żadną moją babcią, ale szanowaną Panią w okolicy/, wujkiem Stefanem,Ludzi, których żegnałam było mnóstwo mimo, że byłam małą dziewczynką. Niektórych nawet dobrze pamiętam.Z całą pewnością zapamiętałam ten nastrój spokoju, naturalności kolei rzeczy, przyzwolenia na działanie Boga, chociaż miałam okazję obserwować też momenty niegodzenia się. Kiedyś ludzie umierali w domach, wśród swoich.Do dziś to bardzo dobrze pamiętam.A najbardziej tę nieokreśloną słowami miłość która fruwała gdzieś między żywymi a zmarłymi i której ze względu na ubogość naszego języka , nie da się werbalnie wyrazić…. Kiedy niedawno opowiadałam o tym znajomym koleżankom z Warszawy nie ukrywały zdumienia. He. Bardzo dobrze, że wzieliście swoje dzieci. Nawet nie wiesz jak bardzo są przez to wzbogacone.

  2. Jakis czas temu zmarła moja znajoma, dyrektorka jednego z warszawskich przedszkoli. Zaskoczyły mnie na pogrzebie dzieci. Nie swoją obecnością a zachowaniem – nawet te kilkuletnie stały spokojnie, były wyciszone, rozumiały ze to nie czas na bieganie po kościele (choc na ślubach i chrzcinach biegają). Sporo osób było niewierzących (widac kto sie modli a kto w tym „tylko” uczestniczy) ale stawili sie w kościele. Moim zdaniem to świadczy o szacunku do wiary drugiego człowieka. A jesli komuś przeszkadzają Twoje poglądy, Michale, to przeciez nie musi wchodzić na te stronę i czytać tego, co piszesz.
    Ze śmiercią jest niesamowita rzecz – zastawialiscie sie kiedys czemu płaczemy? Przeciez osobie zmarłej – bez względu na wiarę – moze byc tylko lepiej (na pewno nie gorzej!), wiec czemu płaczemy? Bo zostajemy sami (bez tej osoby) czyli tak naprawde nad soba płaczemy… Ale jeśli mamy poczuć sie lepiej to płaczmy! Bo – jak juz ustaliśmy – wolno płakac 😉

    • Zgadzam się, że nie płaczę nad zmarłym ale z powodu smutku tych którzy zostali i mojego. Zastanawiałem się co myślały moje dzieci, kiedy widziały, że płaczę. Nie wiem ale myślę, że to dobrze, że widziały.

  3. Dziś była msza urodzinowa Taty. Mama zawsze Mu zamawia na urodziny. I potem oczywiście gościna. Tata już prawie 10 lat nie żyje, a my dalej świętujemy na jego urodzinach 🙂 Najpierw wszyscy do kościoła, potem na cmentarz, a potem wszyscy do domu. I ci, co przychodzili za Jego życia, przychodzą nadal.

  4. Jestem wzruszona, ożyly wspomnienia. Wiele bliskich osób już pożegnałam ale to były rozstania fizyczne. Wspominam ich często. Pamiętam. „Nie umiera ten co tkwi w pamięci innych”. Modlę się za nich. I czasami płaczę. To jest tęsknota za bliskimi i żal że nie ma już ich obok.
    Hania i Staś mają cudownych rodziców, którzy pozwalają im doświadczać i obserwować życie oraz ludzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *