Sprawdzone sposoby.

Sprawdzone sposoby.

Dużo piszę i mówię o potrzebie spędzania czasu z dziećmi. Często powtarzam, że lepiej mieć czas i pobawić się tańszą zabawką niż kupić droższą ale nie mieć czasu dla dziecka, bo trzeba na tę droższą zarobić. Powyżej zdjęcie fragmentu Zestawu Kreatywnego, który moja żona kupiła wczoraj za 12,90 pln w księgarni. Dało to godzinę wspólnej pracy i zabawy z dziećmi. Przy okazji zostały przećwiczone takie umiejętności jak: odwzorowanie, kategoryzacja, dopasowywanie kształtów, motoryka mała, nauka wiązania supełków, zarządzanie emocjami, podtrzymywanie motywacji, koncentracja itd. Godzina takich zajęć w gabinecie specjalisty kosztuje kilka razy więcej. Ty decydujesz, Ty wybierasz.

Poniżej zdjęcie wieńca adwentowego narysowanego przez moją córkę na kartce do flipcharta, którą dostała ode mnie, gdy przygotowywałem się do kolejnych warsztatów z młodzieżą. Wieniec zawisł na ścianie w centralnym miejscu naszego domu. W każdą kolejną niedzielę adwentu Hania będzie dorysowywać płomień do kolejnej świecy- „zapalać ją”. W ten sposób między innymi doświadczymy upływu czasu, będziemy uczyć się pośrednio kalendarza, cierpliwości itd. Najgenialniejsze jest to, co najprostsze.

Podziel się w komentarzu Twoimi sprawdzonymi sposobami na spędzanie czasu z dzieckiem i omijanie gabinetu specjalistów.

Dwa pogrzeby- jedna lekcja.

Dwa pogrzeby- jedna lekcja.

Staś zapytał mnie: “tata, dlaczego tutaj jest tak cicho?” Dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że w całej wsi jest zupełnie cicho, ani żywej duszy na ulicy jak okiem sięgnąć. Wieś jakby wymarła. Bo rzeczywiście wieś wymarła, bo umarła nasza babcia, a zgodnie z tradycją wszyscy- WSZYSCY- mieszkańcy wsi przyszli do domu babci aby czuwać przy trumnie wraz z miejscowymi śpiewakami, przy dźwięku szeptanych modlitw i śpiewanych z gardła ludowych pieśni. Pieśni, które w prostych słowach opowiadają życie- ŻYCIE. O trumnie, która zamyka, o ziemi która pochłania, o śmierci która “kosą kosi jak w lecie kwiatki… i starych i dziatki”. O rozłące z bliskimi ale zawsze w kolejnym wersie zaznaczając, że to tylko na krótką chwilę, bo wszyscy tam- TAM- pójdziemy. Każdy kolejny uczestnik czuwania wchodzi do pokoju na pierwszym piętrze, klęka jeśli może, chwilę się modli po czym na głos wita pozostałych: “niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” i szuka sobie miejsca ale nigdy przy samej trumnie, bo to dla rodziny. Mężczyźni podają rękę mężczyznom, kobiety całują się na powitanie i dalej czuwamy już razem. Śpiewacy intonują kolejne pieśni. Babcia leży z nami, jakby spała. Spokojna, bo ze swoimi.

O ustalonej godzinie przybywa gość szczególny, wyjątkowy, poważany- ksiądz. Wita wszystkich i rozpoczyna się obrzęd pogrzebu według rytuału. Po krótkich modlitwach wszyscy najpierw podchodzą aby jeszcze raz pożegnać zmarłą, dotykają dłoni owiniętych różańcem, bliscy całują czoło po czym wychodzą. Panowie z zakładu zamykają trumnę i wynoszą babcię do auta. Wszyscy zgromadzeni wkoło. Zimno ale chłopy twardo bez czapek.

Babcia w aucie i wtedy znak szczególny- cała wieś odprowadza ją do krzyżówki, a tak naprawdę do figury. Niesamowite- Figura. Tu zaczyna się i kończy nasza wieś. To obecność Boga w tym znaku wyznacza nasze miejsce na ziemi. Przy figurze stop. Anioł Pański. Pożegnanie.

Następne spotkanie w kościele. Trumna z babcią przed ołtarzem. To jej msza. To za nią. Nie wiadomo, o której dokładnie zacznie się msza, bo ksiądz spowiada. Ale tutaj, zwłaszcza dzisiaj, nikt nie patrzy na zegarek. Dziś wszyscy żegnają Rozalię i to jest najważniejsze. A spowiadają się długo, bo kto może, ten ofiaruje komunię za zmarłą. Encyklik nie czytali, teologią nie żonglują ale komunie przyjmą za nią. Tak po prostu, bez gadania. Po komunii bach na kolana i pacierz. Proste.

Cmentarz. Pogrzeb. Tradycja pożegnania od zmarłej- jeden z uczestników wyczytuje kogo żegna śp. Rozalia: „synów z żonami, wnuki, prawnuki, brata, siostry, rodziny… sąsiadów, wszystkich uczestników pogrzebu”. To jej słowo. Jej ostatnie słowo, choć napisane już przez rodzinę. Każdy czeka aż będzie wyczytany i każdy jest wyczytany.

Dalej wszyscy (nawet Panowie z zakładu pogrzebowego) na obiad. W mieście to stypa albo konsolacja, a tu po prostu obiad. Dwie zupy, trzy mięsa do wyboru w drugim daniu, ciasto w stołach, kawa oczywiście sypana, itd. Uczta. Brakuje tylko hasła do pierwszego tańca, a byłoby wesele. Nikt nie wychodzi. Nie ma tak, jak w mieście- “my tylko na chwilkę, bo Karolek ma dzisiaj jeszcze angielski, a Karolcia tańce, a Grzegorz musi popracować…” Dziś wszyscy żegnają Rozalię. Nie mają dziś angielskiego, tańców i nie popracują. Po dłuższej chwili biesiady, kiedy kelnerki rozdały kawę, słychać stukanie w szkło jak do toastu. Sto sześćdziesiąt osób nagle milknie i jedna z uczestniczek zaprasza wszystkich do odmówienia koronki za zmarłą. Wszyscy za chwilę siedząc przy stołach odmawiają najpierw Wierzę, potem Ojcze Nasz, Zdrowaś i dla Jego bolesnej męki… Po koronce kolejny Aniół Pański, pacierze, jeszcze jedna pieśń o śmierci i krótkim rozstaniu, W Imię Ojca… Amen. I nikt już nie siada, a wszyscy podchodzą do rodziny się pożegnać. Koniec.

Podczas drogi na pogrzeb Ewa zapytała mnie czy coś powinniśmy powiedzieć naszym dzieciom celem wprowadzenia w okoliczność. Odpowiedziałem “nie, życie samo wszystko powie”. Nie wiedziałem, że będzie to przemowa aż tak bogata. Sam czerpałem pełnymi garściami. Przebogata tradycja, którą przeczuwałem jak usłyszałem, że po śmierci babci, jej syn osobiście chodził i powiadamiał w każdym domu we wsi o jej odejściu i dacie pogrzebu. Powiadamiał, choć wszyscy już dawno wiedzieli ale tak trzeba.

To drugi pogrzeb w ciągu miesiąca. Bardzo różny od pierwszego, kiedy żegnaliśmy siedmioletniego Krzysia, syna naszych przyjaciół spod Gdańska. Babcia miała 91 lat, za jej trumną szło czterech synów, synowe, wnuki, prawnuki- grubo ponad dwadzieścia osób najbliższej rodziny. Życie spełnione. Talenty pomnożone. Krzyś miał mniej czasu ale też dobrze go wykorzystał, skoro ruchem ulicznym na jego pogrzebie musiała kierować straż gminna. Pogrzeby z jednej strony nie do porównania ale z drugiej łączy je jedna bardzo ważna rzecz- bliskość, obecność ludzi. Patrzenie śmierci w oczy z odwagą, bo nie samotnie. Po drugie razem z otaczającymi ludźmi ale po pierwsze z Bogiem. Bogiem, który na pogrzebie Krzysia był uwielbiany charyzmatyczną pieśnią i spontaniczną modlitwą, a na pogrzebie babci różańcem, koronką, Aniołem Pańskim i pieśnią ludową- ale zawsze uwielbiany. Uwielbiany, bo OBECNY.

Cieszę się też z tego, że na obu pogrzebach mogły być ze mną moje dzieci. Zabrałem je tam bardzo świadomie i celowo. Wierzę, że przeżywając trudną rzeczywistość śmierci człowieka w bliskości ze swoją rodziną, wykształcą w sobie życiową mądrość i dojrzałość. W przyszłości zaś pomoże im to zaoszczędzić na psychoterapeutach.

P.S.

Wiara to dla mnie decyzja. Wybór. Ja zdecydowałem się wierzyć tak. Nie śmiej się ze mnie. Ty decydujesz może inaczej ale uszanuj mój wybór. Może się okazać, że moja wiara, o której mówisz, że jest zacofana i średniowieczna, jest poważniejsza od Twoich wyborów by wierzyć w fitness, ubezpieczenie na życie, energię kosmosu czy egipsko- faraońską duszę Twojego kota. Tak wybraliśmy.

 

JAK DŁUGO JESZCZE Polska nie zginęła?

JAK DŁUGO JESZCZE Polska nie zginęła?

Przedwczoraj znajoma nauczycielka robiła zajęcia w grupie pięciolatków warszawskiego przedszkola na temat Polski. Dzieci było jedenaścioro. Ośmioro z nich nie wiedziało, że Polska ma góry, żadne z nich nie wiedziało jak się nazywają. Nazwę morza nad którym leży Polska znał tylko jeden chłopiec z Zespołem Aspergera. Nauczycielka przygotowała na zajęcia quiz ale po odpowiedziach na dwa pierwsze pytania:

“co jest godłem Polski?” “Polska”,

“do jakiego morza wpada Wisła?” “do Bałtowa”,

przerwała zajęcia, wyjęła prywatnego laptopa z torby i korzystając z prywatnego internetu zaczęła dzieciom pokazywać zdjęcia polskich gór, bałtyckiej plaży itd.

Na koniec zajęć quiz wypadł już o niebo lepiej. Tylko jedna dziewczynka, której rodzice stawiają na zamożność i wielojęzyczność dalej twierdziła, że polskie morze to Wisła.

A Twoje dziecko jak wypada w quizie? Jeszcze Polska nie zginęła?

 

Możesz skorzystać z pytań:

„Co jest godłem Polski?”

„Jak się nazywa najdłuższa rzeka w Polsce?”

„Jakie miasto jest stolicą Polski?”

„Do jakiego morza wpada Wisła?”

„Jakim kolorem na mapie zaznacza się góry?”

„Jakim kolorem na mapie zaznacza się wodę?”

„Jakie nazywa najważniejsza pieśń w Polsce?”

„Jak się nazywa święto 11 listopada?”

„Co to jest niepodległość?”

itd.

 

Prosty sposób na radosny dzień.

Prosty sposób na radosny dzień.

Obudziłem się wczoraj rano, usiadłem na łóżku i tak mi było ciężko. Tak mi było ciężko, siedziałem, oparłem głowę na dłoniach i było mi ciężko. Po chwili celebracji swojego stanu zacząłem modlić się w myślach: „dziękuję Ci Panie za… dziękuję Ci Panie za… dziękuję Ci Panie za…” nie mogłem ruszyć. Czułem się jak samochód zakopany w błocie lub śniegu. Koła buksują, trochę drgnie ale nie jedzie. Nagle poszło: „dziękuję Ci Panie za to, że mogę sobie tak siedzieć z głową w dłoniach i myśleć jak mi ciężko. Dziękuję Ci za to, że w Polsce nie ma wojny, że dookoła nie ma strzelaniny, że nie budzą mnie wybuchy, że nie muszę uciekać, że w ogóle mogłem spać- słowem, że mogę sobie siedzieć i rozkminiać jak mi ciężko”. To dało mi takiego kopa, że natychmiast wstałem. Wstałem z uśmiechem.

Sami wybieramy radość. Radość to kwestia wyboru i dezyzji. Później tego samego dnia spotkałem starszą Panią przy naszym Ząbkowskim basenie.

„Przepraszam Pana, czy tutaj można jakoś dojechać komunikacją?”

„Tak, można darmowymi autobusami”

„Bo widzi Pan, czytałam, że taka piękna pływalnia i rzeczywiście w środku pięknie ale jak szłam tutaj to obraz nędzy i rozpaczy”.

„Przystanek jest w razie co na przeciwko, do widzenia Pani.”

Trzeba naprawdę się starać, żeby dostrzec w moim mieście obraz nędzy i rozpaczy. Jest kilka nieciekawych obrazków ale żeby znaleźć nędze i rozpacz to trzeba się naprawdę postarać. Kwestia wyboru i decycji.

Na co kierujemy swoją codzienną soczewkę? Sami wybieramy. Można narzekać na saunę, że za gorąca, na jacuzzi, że za mocne, na pracę, że mało płatna, na dom, że za mały, na samochód, że za stary. Zawsze można znaleźć powód do narzekania. Jak się chce- to można.

Wszystko można jak się CHCE. Można powiedzieć- dziś dzień bez narzekania i we wszystkim szukać dobrej strony. Dlatego Jezus zawsze pytał: „CHCESZ?” Nawet niewidomego pytał „co CHESZ?”- i nie był to słaby żart tylko bardzo poważne pytanie.

Chcesz mieć dziś radosny dzień? Proszę bardzo.

Błogosławieni, którzy się nudzą albowiem oni… coś sobie wymyślą.

Błogosławieni, którzy się nudzą albowiem oni… coś sobie wymyślą.

Kilka dni temu, ku mojej wielkiej radości, syn sięgnął po moją książkę. Zaczął ją czytać!!! To wspaniałe zwłaszcza, że jest w pewnym sensie jej współautorem. Jego recenzje były natychmiastowe- na przykład wparował do mojego pokoju, pomimo próśb, żeby nie przerywano mi drzemki i ochrzanił mnie z góry na dół za to, że napisałem o Jenga Angry Birds, że to najgłupsza zabawka świata. Dla podkreślenia swoich słów rzucił klockiem z gry na kołdrę i wyszedł.

Ale nie o tym.

Dzień później, przy śniadaniu wyznał spontanicznie: “tata, wiesz dlaczego ja zacząłem czytać Twoją książkę?”

Moja pierś zrobiła się niecodziennie wypięta, duma zaczęła powoli kipieć uszami, bo spodziewałem się, że zaraz powie jak jestem dla niego ważny albo jak bardzo mnie podziwia, a on na to: “bo się nudziłem”. Balon pękł. To po moją książkę można sięgnąć z nudów, a nie tylko i wyłącznie z powodu jej wspaniałości?

Natychmiast jednak przyszła inna refleksja. Coś, co chciałem już dawno powiedzieć. Rodzice boją się tych słów bardziej niż najgorszego wyroku. Gdy dziecko mówi “nudzę się”, natychmiast idzie za tym poczucie winy, przymus wymyślenia jakiegoś zajęcia potomkowi, pomysł kupna nowej zabawki, gadżetu albo kolejnych zajęć pozalekcyjnych. Bo jeśli dziecko się nudzi, to znaczy, że ja nie sprawdzam się jako rodzic? Czy aby na pewno?

Przecież to człowiek, a to znaczy istota twórcza. Nuda, jeśli się ją “weźmie na klatę” i nie zabije jakimś łatwym, ucieczkowym sposobem, może być matką twórczości w naszym życiu.

Ale my w dzisiejszych czasach chyba w ogóle przeżywamy rodzicielstwo jak nieprzerwany egzamin u wrednego, złośliwego profesora. Tym profesorem są w naszych oczach własne dzieci. To chyba nie tak.

PS. Dorośli chyba też uciekają przed nudą i przez to ich życie staje się nudne.