Nieustannie pamiętać o co mi chodzi.

Nieustannie pamiętać o co mi chodzi.

W minioną środę stanąłem obok moich przyjaciół, którzy chowali swojego siedmioletniego syna. Chłopiec zmarł w ostatnią niedzielę po ośmiomiesięcznej walce z rakiem. Patrzyłem na białą trumnę i spadające na nią białe róże rzucane w większości przez kolegów i koleżanki Krzysia z klasy. Patrzyłem w oczy matki i ojca, którzy żegnali swoje dziecko. Patrzyłem w oczy siedzącego obok mojego syna, który jest rówieśnikiem Krzysia. Patrzyłem na jasne włosy mojej córki, która jest od niego dwa lata młodsza.

Dzień wcześniej rozmawiałem z innym przyjacielem, który przytoczył mi fragment swojej rozmowy z żoną. Powiedział do niej mniej więcej tak: “Jesteśmy jedenaście lat po ślubie, mamy troje dzieci, może byśmy ZAŁOŻYLI RODZINĘ?” Chodziło mu o przeciwdziałanie pochłaniającej ich korporacji, w której oboje pracują i coraz bardziej się pogrążają.

Jeszcze wcześniej inny przyjaciel zapytał mnie czy znam trzy pytania, które mogą pomóc we wczesnej diagnozie pracoholizmu. Pamiętam, jak kiedyś rozmawiałem z nim o tym, że oglądamy każdą złotówkę dwa razy, zanim ją wydamy. Dziś obydwaj jesteśmy ludźmi zamożnymi. Nadszedł czas, kiedy powinniśmy dwa razy oglądać każdą chwilę naszego życia, zanim zdecydujemy się ją wydać na pracę.

Na co dzień tak łatwo dajemy się pochłonąć pierdołom, mało ważnym rzeczom, gonimy za groszem, za awansem, za uznaniem, za zleceniem, za czym jeszcze…?

Chcę w każdej chwili pamiętać o oczach Ewy i Marka- rodziców Krzysia, chce zawsze pamiętać o tym, co jest dla mnie w życiu ważne.

Nie kłam!!! Czasami musi boleć.

Nie kłam!!! Czasami musi boleć.

Moja koleżanka ma troje dzieci. Najmłodsze ośmiomiesięczne zostało z ojcem, a ona wzięła dwoje i pojechała na pobranie krwi- bo trzeba zrobić badania. Obudziła wcześnie, ubrały się, zapakowała je do auta i dwoje sama ogarnęła. Potem szybko do przedszkola i z powrotem do domu, żeby nakarmić najmłodsze.

Akurat dziś też byłem na pobraniu. Razem ze mną czekała dziewczynka około pięciu lat. Wraz z nią asysta trzech dorosłych osób: mama, tata i dziadek. Dziadek na szczęście był „zakontraktowany” tylko do poczekalni, więc w pokoju pobrań były z dziewczynką tylko trzy osoby dorosłe- rodzice i laborantka. Jeszcze się nic nie zaczęło dziać, jak wszyscy dorośli zaczęli na raz rapować nad dzieckiem: “nie płacz, to nic nie boli, przestań płakać, nic się nie dzieje” itd. Dziecko płakało, płakało i płakało. Ale chyba każdy by się popłakał jakby trzy dorosłe osoby krzyczały nad nim, żeby nie płakać i kłamały, że wbicie igły nie boli.

To zawsze boli. To boli tylko przez chwilkę ale boli. Po drugie płacz to nic złego- można płakać. A to dziecko nawet ludzie z kolejki uciszali- “nie płacz”. Dlaczego???

Trzeba mieć czas i pieniądze, żeby rozkręcić taki kabaret. Bo jak ktoś ma troje i musi szybko ogarnąć dwoje po drodze do przedszkola i to na tyle sprawnie, żeby zdążyć na karmienie trzeciego, to nie ma szans na taki cyrk.

Czasami kolejne dziecko jest najpotężniejszym lekarstwem.

Najlepszego rodzicom z okazji Dnia Nauczyciela!

Najlepszego rodzicom z okazji Dnia Nauczyciela!

Wszyscy zdrowi rodzice (także ja) pielęgnują w sobie przekonanie “moje dziecko jest najwspanialsze”. Każdy bodziec przeciwny tej tezie (na przykład nie-najcudowniejsza-ocena w szkole, przedszkolu) powoduje duży stres u rodzica. Reakcje mogą być różne: od całkowitego zaprzeczenia, poprzez racjonalizację- “głupi nauczyciel”, po podjęcie refleksji i działań zaradczych. Niestety najczęściej ostatnio obserwuje reakcję pt. “głupi nauczyciel”. Kiedyś usłyszałem pytanie mamy w szatni do syna, który ze łzami wyznał, że dostał uwagę od Pani: “ale co Pani zrobiła, że dostałeś uwagę?”

Wydaje mi się, że za tym stoi głęboko zakorzenione pragnienie aby oszczędzić naszemu dziecku trudnych przeżyć. To zrozumiałe, też tak mam. Ale spójrzmy w dłuższej perspektywie- dorosłe, dojrzałe życie stawia przed nami codziennie mniejsze i większe frustracje, z którymi powinniśmy sobie jakoś radzić. Dziecko płacze w nocy, żona ma inne zdanie, szef nie akceptuje pomysłu, kierowca na drodze na nas zatrąbił itd. itp. Codziennie musimy sobie jakoś z tym radzić, o ile chcemy żyć wśród ludzi. Jeśli nasze dzieci nie nauczą się tego dzisiaj- nie będą umiały sobie z tym poradzić za kilkadziesiąt lat. Chodzi chyba nie tyle o to, żeby oszczędzić dziecku wszelkich nieprzyjemnych przeżyć, co o to, żeby być z nim blisko w tych sytuacjach. Obdarzać uwagą, czasem, czułością właśnie w trudnych chwilach, żeby dziecko nabrało pewności, że da radę, że jest wartościowe pomimo “minusa z angielskiego”.

To my- RODZICE- ostatecznie jesteśmy odpowiedzialni za to, kto wyrośnie z naszych dzieci. Uświadomiłem to sobie kilka lat temu, jak z pięcioletnim synem oglądałem kino familijne w niedzielne popołudnie. W momencie jak James Bond zabił swojego przeciwnika wbijając mu w serce samurajski miecz. Najpierw miałem pretensje do telewizji, że taki film puszczają w takim momencie ale po chwili dotarło do mnie, że to ja mogę zmienić kanał albo zupełnie wyłączyć telewizor i znaleźć inną formę spędzenia czasu z moim dzieckiem.

Wszystkiego najlepszego rodzicom, z okazji Dnia Nauczyciela!!!