Odmóżdżeni mocarze na glinianych nogach.

Był późny wieczór, gdzieś na granicy Beskidu i Bieszczad. W nogach ponad 70 kilometrów marszobiegu przez okolo 11 godzin. Razem z grupą kilku innych biegaczy zatrzymaliśmy się na środku bezkresnej górskiej łąki z dojmującą konkluzją- „ku…, zabłądziliśmy”. Jedna Pani nalegała, żebyśmy wzywali organizatora biegu korzystając z numeru alarmowego. Ktoś miał smartfona, który jeszcze się nie wyładował. Wyciągnął go, otworzył nawigację, wpisał miejsce docelowe i kliknął. Kolorowe kółko na ekranie kręciło się dłużej niż zwykle, urządzenie szukało zasięgu, bateria mrugała… wreszcie drgnęło i męski głos przemówił do nas: „kieruj się na południowy wschód”. I wtedy dało się słyszeć, choć nikt tego nie powiedział na głos: „no tak, ale gdzie do ku… jest południowy wschód”. Tylko Wojtek spokojnie sięgnął do plecaka, wyciągnął zakupiony za 69 plnów kompas, z którego wszyscy się wcześniej śmieliśmy, spojrzał i po chwili wskazał palcem mówiąc: „zapraszam Państwa tędy”. Po godzinie byliśmy na mecie.

Dobrze, że Wojtek miał kompas, dobrze, że umiał go użyć ale obawiam się, że ta umiejętność odejdzie, zaniknie wraz z jego pokoleniem. Gdy wszyscy zachwycali się kilkanaście lat temu pierwszymi nawigacjami samochodowymi, a moja mama pytała ku uciesze innych pasażerów: „dobrze, ale gdzie fizycznie znajduje się ta Pani, która do nas mówi”, ja mówiłem „uwaga, to nie jest dobry kierunek, to grozi odmóżdżeniem”. Dziś jest jeszcze gorzej. Wszechobecne aplikacje mobilne załatwiają większość pracy naszego mózgu. Ponad dwadzieścia lat temu znałem na pamięć kilkanaście numerów telefonów, dziś nie umiem zapamiętać dziewięciu cyfr. Kiedyś mój duszpasterz, który był najbardziej zajętym człowiekiem jakiego znałem, miał cały swój kalendarz w głowie i nigdy nie zapomniał o umówionym spotkaniu. Dziś bez kalendarza w telefonie jestem bezsilny, a jeśli nie ustawię przypomnienia, to zawalam. Kiedyś braliśmy mapę, atlas i jechaliśmy gdzie chcemy. Dziś jeśli tylko jakaś nowa droga czy objazd nie jest update’owany w google’u, błądzimy.

Nie jest dobrze. Słyszałem kiedyś, że podobno ludzki mózg jest tak potężny, że na co dzień używamy go tylko w dziesięciu procentach. To już nieaktualne, raczej zbliżamy się do jednego procenta wykorzystania.

Wydaje nam się, że możemy wszystko albo przynajmniej bardzo wiele, a zwykły brak prądu czy nawet zasięgu potrafi obnażyć naszą bezsilność. Przedwczoraj jechałem „na nawigacji” kiedy nagle mój iPhone zakomunikował, że jest przegrzany i się wyłączył. I koniec. Dobrze, że w samochodzie był jakiś zapomniany atlas Polski z dawnych lat. Dobrze, że wiem jeszcze co to mapa i jak ją czytać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *