Najgłupsza zabawka świata, czyli przede wszystkim BYĆ.

jenga

Kilka tygodni temu wróciłem z pracy tak zmęczony i wyczerpany emocjonalnie, że gdy syn powitał mnie tradycyjnym „pobawisz się ze mną”, zamiast odpowiedzieć jak zwykle „za chwilę, poczekaj, najpierw muszę…”, powiedziałem po prostu „tak” i położyłem się na podłodze w jego pokoju. Młody właśnie odgrzebał Jenga Angry Birds- moim zdaniem jedną z najdurniejszych zabawek jaką wymyślono. Durna gra, bezsensowne zasady- jeśli ktoś w ogóle zadał sobie trud zapoznania z nimi, obleśne elementy, tandetne wykonanie- słowem tryumf marketingu nad wszelkim rozsądkiem i smakiem.

Moim zadaniem było układanie z tych kilku nieprzyjemnie plastikowych klocków przeróżnych konstrukcji, w które syn celował obleśnymi stworami wystrzelanymi z trampoliny. Dno! I w tym momencie usłyszałem słowa: „to jest najfajniejszy wieczór z tatą”. !?!?!?! Jak to?!?!?!? Otóż tak, wystarczy BYĆ, przede wszystkim trzeba być. Być całym sobą, bez zerkania okiem na telefon, bez planowania pracy w dniu następnym itd. Być tak, jak się jest, gdy się jest zbyt zmęczonym, żeby nadal produkować.

Tego tak naprawdę oczekuje dziecko. Więc może zamiast planować drogie wakacje, żeby dzieci miały radość, wspomnienia i temat do opowiadania kolegom w szkole, warto zaplanować coś prostszego, bliższego, tańszego, co pozwoli po prostu być ze sobą, spędzić razem czas? A jednocześnie jeśli coś tańszego, to już teraz będzie można więcej być, bo nie trzeba będzie aż tyle zarobić?