Wielki mocarz.

20150407_192447

„Czas jest wielkim mocarzem”- mawiał mój wujek, a powtarzał to pewnie po swoim dziadku, który znał to powiedzenie od swojego dziadka itd. Ostatnio słyszałem o tacie, który chwalił się, jak dziecko go zaskakuje, a on po nocach odrabia za nie prace domowe. I tak zdarzyło mu się na przykład przez całą noc z niedzieli na poniedziałek robić makietę Biskupina ale raz nie dał rady- jak usłyszał: „na jutro mam przynieść do szkoły dwutygodniowe ziarno pszenicy”- poddał się, czas go pokonał tym razem.

Ostatnio dyskutowaliśmy trochę o grach komputerowych i im podobnych. Myślę, że tak naprawdę i tu mówimy o czasie. Dziecko grające, dziecko oglądające TV to czas dla rodziców. Jeśli ktoś kiedyś zdecydował się (albo niechcący powiedział, a potem chciał dorzymać słowa) zabrać dziecku „za karę” PSP albo inne urządzenie, to wie, że sam musiał ostatecznie powstałą przestrzeń w czasie wypełnić swoją obecnością, uwagą i zainteresowaniem.

Nasze dzieci zasiały żytko tydzień przed Wielkanocą. Żytko wyrosło, trzeba je było przestawić ze słońca w ciemny kąt pokoju, żeby rosło wolniej, w końcu już nie było widać kurczaczka na patyku, który był w środku. Trzeba było żytko przyciąć, trzeba było ćwiczyć jak trzymać nożyczki, przeżyć frustrację, że to nie takie łatwe, że źdźbła uciekają od nożyczek itd. A wszystko to oczywiście w towarzystwie i pełnym zaangażowaniu mamy, która właśnie dała swój czas. A mogła dać grę…

Jakie to wzruszająco stare i niemodne dzisiaj. Nieaktualne. Dzisiaj chleb wypieka i jajka znosi biedronka.

„We are the NOW GENERATION, we want it NOW”- śpiewa artysta, a słuchają go rodzice, nie dzieci…

Ku pokrzepieniu „niedobrych” rodziców.

screen568x568

Dzisiaj krótko, bo spieszę się wpisywać pesele dyslektykom na sprawdzianie szóstych klas.

Dzisięciolatka nie może spać, bo jej koleżanki kupiły sobie grę, w której potwór zjada mózgi. Nie pomaga tłumaczenie, że to tylko gra, że to nie naprawdę, że to „zabawa” (sic!). Dziecko cierpi na bezsenność. Sama siedzi na fb, yt, itd. Nie może spokojnie usiedzieć na spotkaniu, bo musi zobaczyć co „kupiła sobie do gry”, bo „coś kupiła, ale nie wie co”. Grała ostatnio przez cały dzień ale nie potrafi opowiedzieć fabuły gry. Gra ale nie wytłumaczy o co chodzi.

Jej słowa (prawdopodobnie też myśli) to sieczka, sałatka, zero logiki i wynikania.

Piszę to ku pokrzepieniu tych wszystkich, którzy mają chwilę zwątpienia jak mój przyjaciel- „czy mój jedenastoletni syn jednak nie może grać w te gry co inni? Co z tego, że są od 18 lat, tylko jemu rodzice nie pozwalają…”

Może, jasne że może, ale szkoda człowieka.