Coś za coś :(

zegarek

Pewne rzeczy w życiu są okropnie proste i nie chcą być inne pomimo naszych usilnych starań, żeby wytłumaczyć, żeby dorobić filozofię, teorię czy s-psychoanalizować je.

Mam kolegę, który pomimo iż mieszka i pracuje w Warszawie, to zawsze o godzinie siedemnastej jest w domu. Jest to jego świadoma decyzja. Robi tak, żeby codziennie spędzić popołudnie ze swoimi dziećmi. Oczywiście dynamiczna kariera zawodowa omija go szerokim łukiem. Jednak po jego dzieciach widać, że OJCIEC MA DLA NICH CZAS. Mam też wielu innych kolegów, znajomych, klientów, którzy dla swoich dzieci mają więcej pieniędzy niż czasu. Po tych dzieciach też to widać.

Trzeba zdecydować i zapamiętać CO JEST NAJWAŻNIEJSZE i to realizować.

Ostatnio znajomy misjonarz opowiadał jak usłyszał kiedyś: „wy biali macie zegarki, my mamy czas”. Coś za coś. Inaczej nie będzie!

Success addicted!

chomik

Uzależnienie od sukcesu- tak tytuł dzisiejszego tekstu tłumaczy się na polski. Na pewno to wiesz, bo znasz angielski, musisz znać angielski, żeby odnieść sukces. Musisz mieć dużo pieniędzy, bo to jest sukces, który pomoże Ci odnosić większe sukcesy. Musisz mieć gładką cerę pomimo upływu lat, bo ładniejsi łatwiej odnoszą sukcesy. Musisz mieć skarpetki pod kolor spodni i koniecznie pasek do spodni, bo spodnie bez paska to siara. Musisz mieć zegarek, który będzie widać i który pokaże ile zarabiasz. Musisz być zawsze na czas, musisz zostać dłużej, musisz zrobić więcej i szybciej- bo konkurencja nigdy nie śpi. Musisz ominąć korek. Musisz gdzieś wyjechać w wakacje- choćby za cenę kredytu, bo musisz odpocząć.

Twoje dziecko też musi, a nawet jeśli mówisz, że nie musi, to je nieświadomie zmusisz.

Poziom „życia w życiu” bliski zeru.

Sorry, taki mamy system…

wzorowy_uczen

Scena z pierwszej klasy: siedzi 24, jedna Pani, jeden czyta- co nie jest dla niego łatwe, Pani słucha, reszta buja w obłokach. Pani mówi nagle „dziękuję, czwórka z plusem”. Za chwilę czyta inny, przez chwilę, Pani mówi „dziękuję, pięć minus”. Patrzę na twarze jednego i drugiego i widzę pytanie: „ale o co chodzi?!?!?”

Sorry dzieciaczki, taki mamy system! To fakt ale to my wpychamy je w ten system. Tak naprawdę to my- rodzice- już od pierwszych chwil naszych dzieci w szkole, nakręcamy się na oceny. Patrzę na te sześcioletnie (teraz już rocznikowo siedmioletnie) buzie i widzę, że dla nich świat ocen nie istnieje. Oni myślą o zabawie albo… o zabawie. Można powiedzieć, że są czyści, nieskażeni jeszcze wszechobecną rywalizacją. To my, starzy im to robimy.

Zrzucanie na system albo na Panią w szkole to właśnie ZRZUCANIE tej ciążącej nam mocno winy, za odbieranie radości, prostoty życia naszym dzieciom.

Homeschooling? Może, jeśli ktoś ma czas, odwagę, pieniądze i to wszystko, co jest potrzebne. Ale przede wszystkim rewizja własnych wartości w życiu. Co jest dla Ciebie naprawdę ważne, a więc co zaszczepiasz swojemu dziecku? Bo nawet, jeśli mówisz pięknie, to i tak zaszczepiasz to, czym żyjesz, a nie co mówisz.