Przetrwać podróż samochodem.

20150128_075434

Długo nie rozumiałem dlaczego kiedyś ojciec kazał mi liczyć przydrożne kapliczki po drodze z Krakowa do Zakopanego. Po co komu znać liczbę przydrożnych kapliczek? Ale liczyłem i… dojechaliśmy wreszcie do Zakopanego. Pomysł wrócił ostatnio, tylko w rozbudowanej wersji. Chwila poświęcona przed podróżą na przygotowanie arkusza zwróciła się wielokrotnie. Prawie dwie godziny podróży minęły jak jedna chwila- jak dawno temu z tymi kapliczkami na Zakopiance. 

W sieci można znaleźć bardziej rowinięty pomysł- podróżne bingo (np.: http://zorganizowanydom.blogspot.com/2013/07/zabawki-na-duga-podroz-samochodem.html )

Tak, czy inaczej- warto w każdym razie przygotować się do podróży samochodem, bo z perspektywy Malucha, to naprawdę NUUUUUUDNE doświadczenie.

Widzisz, a tata musi…

20150126_202930

Tata z wujkiem siedli przy wodzie sodowej w ostatni weekend, a że obydwaj starej daty i pamiętają Wyścig Pokoju w piaskownicy- nie mogło być inaczej.  Do łask wróciły kapsle. Ogrom możliwości przy prawie zerowych kosztach. Gramy według starych zasad- zwykły wyścig po torze na dywanie ale tworzymy też własne zasady- kto najdłużej zostanie na stole i nie spadnie na podłogę, kto pierwszy będzie „dachował” przy zderzeniach, ten odpada i wiele innych. Do tego uczymy się flag różnych państw na pamięć. Pokonujemy stereotypy- bo zawsze wygrywają Polacy, a nigdy Niemcy. Uczymy się liczyć- bo dziewięć kapsli dzielimy równo pomiędzy tatę, siostrę i brata itd.

A tata musi… przygotowywać te flagi ale i te kapsle… Same zalety. Polecam, zwłaszcza na ferie.

Nie pompuj dziurawej dętki!

flat_tyre

Patrzę wkoło (a czasami też w lustro) i widzę ludzi, którzy pompują dziurawe dętki. Nosimy w sobie jakąś głęboką niepewność co do naszego poczucia wartości. Dlatego pompujemy na różne sposoby. Jedni mają małą pompeczkę inni potężne kompresory ale efekt pompowania dziurawej dętki jest zawsze ten sam. Jedni obgadują innych, inni napinają finansowe muskuły, żeby wziąć Audi Q7 w leasingu ale efekt jest ten sam.

Niestety taka postawa przenosi się w prosty sposób na dzieci. Od najmłodszych lat uczymy nasze dzieci pompować dziurawę dętki. Porównujemy rysunki w przedszkolnej galerii, ubranka, zabawki, oceny w szkole, IPhony, wyjazdy zimowe na ferie kto dalej, kto więcej śniegu znalazł.

To wszystko są dobre rzeczy, z których warto w życiu korzystać. Chodzi tylko o kolejność, żeby fundamentem było głębokie poczucie własnej wartości, oparte na doświadczeniu bezinteresownej miłości. Ty masz to doświadczenie dać swojemu dziecku. Sam go być może nie miałeś ale to nic nie znaczy. Przestań biadolić nad przeszłością. Tu i teraz zacznij budować przyszłość swoich dzieci.

„Beznadziejny psycholog”

kontrolka

Rozmawiałem ostatnio z rodzicami tzw. problemowego dziecka. W pewnym momencie usłyszałem: „byliśmy już u psychologa ale on był beznadziejny, bo powiedział, że to my mamy problem, a nie dziecko”. I wtedy uświadomiłem sobie, że za chwilę albo zacznę kłamać albo też przekroczę próg klubu beznadziejnych psychologów.

Rodzina to system połączonych i wzajemnie oddziałujących na siebie elementów- ludzi. Dziecko jest najbardziej czułym elementem tego systemu, najbardziej wrażliwym i najmniej zakłamanym. Bardzo często jego zachowania są jak kontrolka w samochodzie, która sygnalizuje, że coś jest nie tak. Ale przecież nie chodzi o to, żebyś zasłonił albo plastrem zakleił kontrolkę…

„Szukajcie a znajdziecie” mówi Biblia i rzeczywiści rodzice potrafią tak długo szukać specjalisty, aż znajdą takiego, który im powie to, co chcą usłyszeć. Ale z drugiej strony mądrość ludowa powiada: „jak Ci jeden mówi, żeś osioł, to się nie przejmuj, jak dwóch to się zastanów ale jak trzech to kupuj siodło!”

Męska Miłość w akcji.

ojciec_wozek

 

Widziałem w miasteczku mężczyznę, który jechał specjalnie skonstruowanym rowerem, ze swoim dorosłym synem z porażeniem z przodu. Widziałem innego, który do roweru miał przymocowany duży fotelik, a w nim chłopca z zespołem Downa- około dziesięcioletniego. Jeszcze jednego spotkałem na basenie, jak zjeżdżał w rurze ze swoim synem też z Downem- ośmielili mnie i od tamtego czasu mój syn przestał się bać i też zaczął zjeżdżać. A wczoraj widziałem w kościele mężczyznę- normalnie, modnie ubranego, z modnymi okularami i wypasionym zegarkiem, który był z żoną i trzema córkami. Jedna z nich około ośmioletnia była na wózku- też chyba z porażeniem, a on brał jej rękę w swoją i pomagał zrobić znak krzyża.

Ojcowska MIŁOŚĆ- męska MIŁOŚĆ W AKCJI. To dla mnie prawdziwa wartość i myślę, że cała papka pseudowartości lansowanych dzisiaj, może tę MIŁOŚĆ pocałować…