Kiss her feet!

images

Miałem ostatnio okazję obserwować grupę Hindusów podczas wesela w Polsce. Pan Młody był ich, a Panna nasza- wiadomo, które dziewczyny mają najwięcej witaminy. Ale nie o tym. Po ceremonii ślubnej składanie życzeń. Polacy wiadomo w kolejkę i czekają, w końcu tradition. Hindusi spokojnie, bez pośpiechu, poczekali aż nasi złożą i wtedy podeszli. Ale też nie o tym chcę napisać.

Poruszający gest miał miejsce, jak życzenia podeszła składać starsza Hinduska- wiadomo w sari, sandałach, chodząca godność i wtedy Pan Młody kucnął, dotknął jej stóp i ucałował dłoń. Do swojej świeżo upieczonej małżonki powiedział kiss her feet i tak też zrobiła. Pytałem go potem o ten gest- wyjaśnił, że w ten sposób okazują szacunek starszym, poważanym członkom rodu.

Tam podobno nie ma czegoś takiego jak domy starców, tam rodziny starcza dla wszystkich, w każdym czasie. Pewnie nie tylko dlatego, ale widać, że Ci ludzie jakoś inaczej chodzą niż my, jakoś tak wyżej głowę noszą i bardziej uśmiechają się do życia, i drugiego człowieka. I dziękują tyle, ile my narzekamy.

O jedno pytanie za daleko czyli czego rodzice mogą się nauczyć od jezuitów.

pomyslowy_dobromir

Pierwszy października- Twoje dziecko w przedszkolu, zerówce, pierwszej klasie powinno już skończyć z „adaptacyjnym płakaniem”. Jest jeszcze jedna metoda, którą możesz ten czas przedłużyć- dopytuj je długo i namiętnie czy aby nie płakało, czy mu jest dobrze, czy było fajnie itd. Prawdopodobnie wtedy, o ile Twój potomek jest zdrowy, prędzej czy później odpowie twierdząco na Twoje pytania. Działa też na choroby- pytaj dziecko wystarczająco długo czy dobrze się czuje, a jakieś symptomy choroby na pewno się znajdą.

Stara jezuicka zasada w konfesjonale mówi lepiej nie dopytać niż przepytać. Gdybyśmy tak zaryzykowali przeniesienie jej na grunt wychowania dzieci? Oczywiście łatwiej będzie mężczyznom, bo ojciec dopóki się nie sparzy o dziecko z gorączką, to nie wpadnie, że coś może być nie tak (oczywiście historia zna wyjątki). Polecam zwłaszcza na nadchodzący czas jesiennej słoty, kiedy różnie infekcje zapewne przyjdą. Ale jak przyjdą to dadzą znać, nie trzeba ich na siłę wyglądać czy nawet „wywoływać”. Po drugiej stronie stereotypowo beztroskiego ojca jest stereotypowo nadopiekuńcza matka. Dlatego twierdzę, że dobrze jeśli dziecko ma dwoje rodziców i są oni różnej płci. Dopiero takie połączenie matki i ojca zapewnia warunki dla bezpiecznego rozwoju.

Oczywiście sprawy nigdy nie są tak proste, bo przecież wystarczy, że choćby raz nadopiekuńczość rodzica i wykonane „na wyrost” badanie uratowało życie dziecka, żeby uznać, że jednak lepiej dmuchać na zimne. Sam już nie wiem.