Czasami tata musi, inaczej się udusi.

lemko

Czasami tata musi- wyjechać, złapać dystans do codzienności, zmęczyć się, sponiewierać, słowem ZRESETOWAĆ. Potrzebne to jest dla całego rodzinnego systemu, a tacie po to, żeby wrócił na pełne obroty, żeby „przepalił nagar w swojej turbinie” i jechał dalej z tą mocą, jaką naprawdę ma. Sprawa nie jest łatwa, bo wymaga odebrania swojego czasu rodzinie ale tylko pozornie, tylko chwilowo, bo zyski przewyższają straty.

Na zdjęciu i w galerii jego autora (Piotr Dymus) pod linkiem: https://www.facebook.com/lemkowynaultratrail/photos/a.714658931961706.1073741837.583398201754447/714660275294905/?type=1&theater

Łemkowyna Ultra Trail czyli 70km (lub nawet 150km) bieg po Beskidzie Niskim, z całym pakietem atrakcji- zimno, błoto, pogubienie się po ciemku itd. W Polsce coraz bardziej popularny sposób na reset ale na pewno jeszcze długo, zanim będzie mógł się równać z naszym narodowym sposobem- 40% woda ognista.

Czasami tata musi… ale przede wszystkim musi się zastanowić w jaki sposób, bo że będzie się resetował to jest pewne.

Ps. Cytat wyjazdu, zasłyszane tuż przed startem biegu na 70km, jeden zawodnik do drugiego „cały czas w biegu, wreszcie sobie odpoczniesz”- esencja.

Wyluzuj i wygrywaj- lekcja życia od siedmioletniej szachistki.

20090409_260-778960

Jedna z klas drugich w szkole, gdzie pracuje, ma zajęcia z szachów już od roku. Serce się cieszy, jak te siedmioletnie obecnie dzieci grają w szachy. Jedna z dziewczynek zapytała mnie wczoraj „czy król może przeskakiwać”. „Co za niemądre pytanie”- pomyślałem i powiedziałem do nauczycielki- „i to po roku nauki!!!” Ale wychowawczyni skontrowała, że właśnie ta mała, przywiozła najwięcej punktów z ostatniego turnieju szachowego. Jej kolegom, którzy kombinują może i o wiele lepiej, nie poszło aż tak dobrze. Natomiast ten, który był faworytem, dostał histerii w samochodzie rodziców i w ogóle nie pojechał na turniej. Myślę, że rozwiązaniem tej zagadki są emocje. Zobaczyłem to, jak ta mała wracała do szachownicy- w podskokach, po prostu szła dalej się bawić. Ona ma luz.

Dzieci mają na wejściu luz. Ale zabieramy go im- my, rodzice. Przychodzą na przykład 6 latki do szkoły i zaczynają dostawać oceny. Przychodzi do mnie mama jednego i mówi- „dla niego to nie robi różnicy, czy dostanie 3 czy 5, co mam robić?” NIC!!! Chwalić Boga, że masz normalne dziecko i nie odbierać mój tej wolności od ocen. Znajoma wrzuciła ostatnia na fb tekst o systemie edukacji w Finlandii- gdzie, między innymi, dziecko do 16 roku życia nie jest prawie wcale testowane ( http://www.dobrewiadomosci.net.pl/707-kilka-faktow-na-temat-edukacji-w-finlandii-najlepszego-systemu-nauki-na-swiecie ). A my ocenianie, porównywanie i związane z tym frustrowanie się mamy we krwi. Stąd wśród dorosłych całe rzesze ludzi, którzy boją się zrobić krok do przodu, wyścibić nos ponad przeciętność codzienności. Mnóstwo bezpłodnych perfekcjonistów, którzy nie ruszają z miejsca bojąc się, że ich dzieło nie będzie doskonałe. Całe plejady szyderców, którzy tylko czekają aż ktoś naruszy święte prawo polskiego kosmosu czyli ten się nie myli, kto nic nie robi i… coś zrobi. Prędzej czy później noga się powinie i wtedy odbierzemy swoje. Było ci niedźwiedziu w mateczniku siedzieć…

Wyluzuj sam i nie spinaj własnych dzieci.

Rozkampić wszystkich i idziesz dalej- gry.

gamer

Powszechnie, nagminnie, stale, ciągle spotykam dzieci, które za dużo grają w brutalne gry komputerowe. Ile to jest za dużo? Uważam, że jedna taka gra to już zbyt wiele. Dzieci i rodzice śmieją się z napisu 18+ na opakowaniu i zabawa trwa dalej. 10 latek opowiada mi: „potem muszę wszystkich rozkampić (czyli zabić- musiałem dopytać), potem jeszcze spotykam takiego Ruska, on mi tam opowiada coś, że wykonywał tylko rozkazy, ja muszę z niego wyciągnąć informację, a potem go kropnąć, żeby mnie nie wykryli”. Albo kto inny: „ale w Call Of Duty jak załatwisz gościa to on znika, tylko krew zostaje”. I wszyscy się dobrze bawią. Rodzice tych dzieci zobaczą czasem wiadomości i są oburzeni, że gdzieś tam małolaty zabiły kolegę, albo debil jeździł po mieście jak debil i zabił człowieka i… nie widzą związku. To niesamowite jak bardzo można nie widzieć związku. Posyłają te dzieci do psychologa- jedni państwowo, drudzy prywatnie- ale związku nie widzą.

To jest tak, jakby wziąć mózg takiego młodego człowieka i wrzucić do blendera- to właśnie się dzieje. Zabija się wrażliwość, mieszają się wartości (te, które w ogóle są), obumierają płaty czołowe, a potem… wielkie zdziwienie wszystkich. No ale przecież jest święty spokój, a Tatuś może pograć w pokerka online czy inne ważne, równie męskie zadanie wykonać.

Kiss her feet!

images

Miałem ostatnio okazję obserwować grupę Hindusów podczas wesela w Polsce. Pan Młody był ich, a Panna nasza- wiadomo, które dziewczyny mają najwięcej witaminy. Ale nie o tym. Po ceremonii ślubnej składanie życzeń. Polacy wiadomo w kolejkę i czekają, w końcu tradition. Hindusi spokojnie, bez pośpiechu, poczekali aż nasi złożą i wtedy podeszli. Ale też nie o tym chcę napisać.

Poruszający gest miał miejsce, jak życzenia podeszła składać starsza Hinduska- wiadomo w sari, sandałach, chodząca godność i wtedy Pan Młody kucnął, dotknął jej stóp i ucałował dłoń. Do swojej świeżo upieczonej małżonki powiedział kiss her feet i tak też zrobiła. Pytałem go potem o ten gest- wyjaśnił, że w ten sposób okazują szacunek starszym, poważanym członkom rodu.

Tam podobno nie ma czegoś takiego jak domy starców, tam rodziny starcza dla wszystkich, w każdym czasie. Pewnie nie tylko dlatego, ale widać, że Ci ludzie jakoś inaczej chodzą niż my, jakoś tak wyżej głowę noszą i bardziej uśmiechają się do życia, i drugiego człowieka. I dziękują tyle, ile my narzekamy.

O jedno pytanie za daleko czyli czego rodzice mogą się nauczyć od jezuitów.

pomyslowy_dobromir

Pierwszy października- Twoje dziecko w przedszkolu, zerówce, pierwszej klasie powinno już skończyć z „adaptacyjnym płakaniem”. Jest jeszcze jedna metoda, którą możesz ten czas przedłużyć- dopytuj je długo i namiętnie czy aby nie płakało, czy mu jest dobrze, czy było fajnie itd. Prawdopodobnie wtedy, o ile Twój potomek jest zdrowy, prędzej czy później odpowie twierdząco na Twoje pytania. Działa też na choroby- pytaj dziecko wystarczająco długo czy dobrze się czuje, a jakieś symptomy choroby na pewno się znajdą.

Stara jezuicka zasada w konfesjonale mówi lepiej nie dopytać niż przepytać. Gdybyśmy tak zaryzykowali przeniesienie jej na grunt wychowania dzieci? Oczywiście łatwiej będzie mężczyznom, bo ojciec dopóki się nie sparzy o dziecko z gorączką, to nie wpadnie, że coś może być nie tak (oczywiście historia zna wyjątki). Polecam zwłaszcza na nadchodzący czas jesiennej słoty, kiedy różnie infekcje zapewne przyjdą. Ale jak przyjdą to dadzą znać, nie trzeba ich na siłę wyglądać czy nawet „wywoływać”. Po drugiej stronie stereotypowo beztroskiego ojca jest stereotypowo nadopiekuńcza matka. Dlatego twierdzę, że dobrze jeśli dziecko ma dwoje rodziców i są oni różnej płci. Dopiero takie połączenie matki i ojca zapewnia warunki dla bezpiecznego rozwoju.

Oczywiście sprawy nigdy nie są tak proste, bo przecież wystarczy, że choćby raz nadopiekuńczość rodzica i wykonane „na wyrost” badanie uratowało życie dziecka, żeby uznać, że jednak lepiej dmuchać na zimne. Sam już nie wiem.