Dzieci na styku kultur.

20140622_130136

Spędziłem ostatni weekend za granicą, trajkotałem prawie cały czas po angielsku i co jakiś czas trzy znane zdania po francusku. Spotkałem ludzi z całego świata i to była wspaniała przygoda. Spotkałem także dzieci, dla których takie doświadczenia są normalnym, codziennym stanem. Dzieci, które żyją na styku kultur, które operują kilkoma językami. Serce rośnie na myśl jakie perspektywy są przed nimi- praktycznie cały świat stoi otworem. Zaraz zacząłem kombinować jak i kiedy posłać moje dzieci na angielski, żeby choć trochę wyrównać ich szanse.

Ale myślę, że jest też druga strona medalu.

Tożsamość narodowa. Ja w spotkaniu z obcokrajowcem jestem Polakiem, mam swoją tożsamość, która oddziela mnie od niego. Jeśli osobowość dziecka kształtuje się w tak wielorakiej rzeczywistości, to jaka ostatecznie będzie jego tożsamość? W tak ważnym, delikatnym momencie rozwojowym jaki jest najgłębszy punkt odniesienia? Czy takie dziecko może w ogóle spotkać obcokrajowca? Kto jest obcokrajowcem, jeżeli do końca nie wiadomo kim jestem ja? W ogóle czy coś takiego jak tożsamość narodowa jest jeszcze ważne? Być może jest to już kategoria przestarzała i trzeba raczej mówić o „obywatelach świata”.

Język ojczysty. Przy okazji mojej pracy wodzirejskiej często spotykam pary mieszane, które komunikują się w języku angielskim, który przynajmniej dla jednej osoby jest językiem obcym. Często mówią oni o tym, że trudno jest osiągnąć pewien głęboki poziom porozumienia emocjonalnego, jeżeli nie można mówić tym samym ojczystym językiem. Język to nie tylko słowa i ich dosłowne brzmienie. To także cały bogaty bagaż kulturowy, który zbieramy już od najmłodszych lat. Wiedzą o tym dobrze Ci, którzy pracują na przykład z ludźmi z Zespołem Aspergera, dla których najczęściej słowo to tylko dźwięk, co najwyżej znaczenie dosłowne. A może dziecko z mieszanego małżeństwa może mieć dwa języki ojczyste?

Myślę, że to bardzo trudne sprawy.

Obowiązkowe zajęcia dodatkowe dla dzieci.

plan-zajec-dodatkowych

Moja koleżanka nauczycielka została ostatnio zapytana przez jedną z mam:

-Na jakie zajęcia dodatkowe zapisać dziecko od nowego roku?

– Dwa razy w tygodniu godzina gotowania z mamą w kuchni i dwa razy w tygodniu godzina majsterkowania z tatą w garażu. I proszę to sobie wpisać w Wasz tygodniowy grafik, a potem przestrzegać tak, jakbyście Państwo za to płacili – brzmiała odpowiedź.

Czy w ogóle jakoś to komentować? Coraz więcej spotykam ludzi, którzy mają więcej pieniędzy niż czasu dla swoich dzieci.

Być ojcem = być mężem.

Love-Images-of-Cute-Elephant-Giving-a-Flower-to-Her-Lover

Dwie myśli z warsztatów, które zrealizowałem niedawno.

Po pierwsze my- rodzice- potrzebujemy przestrzeni, żeby ze sobą porozmawiać, powiedzieć o swoim doświadczeniu i posłuchać innych. Ogromne ciężary spadają nam z serc już przez samo usłyszenie, że inni zmagają się z podobnymi problemami. Możemy też dać sobie wzajemnie bardzo dużo sprawdzonych, praktycznych sposobów na bycie rodzicem.

Po drugie- „nie ma być ojcem bez być mężem”. Można powiedzieć, że na warsztacie dla ojców to wyszło samo. Na późniejszym warsztacie dla rodziców już byłem mądrzejszy i wplotłem zagadnienie w program- dostaliśmy skrzydeł, samo nas niosło jak dzieliliśmy się naszymi sposobami na relacje oraz tym, jak to jest dla nas ważne i trudne jednocześnie. Sposobów jest dużo, a ja najbardziej lubię takie, które są proste i mierzalne. Dlatego „pożyczyłem” od jednej uczestniczki pomysł, żeby zawsze po powrocie do domu najpierw przywitać się z żoną, dopiero potem z dziećmi. Może to wydaje się banalne, ale myślę, że właśnie takie gesty doprowadzą mnie do celu. A celem jest sytuacja jak u mojej znajomej, która ma troje dzieci. Kiedyś ktoś z gości u nich w domu zapytał jedno z dzieci: „kogo tata kocha najbardziej?”, a dziecko bez chwili zastanowienia odpowiedziało: „mamę”. A wcale się o tym w domu głośno nie mówiło…

Tempus fugit.

agatka

Rozmawiałem ostatnio z „Panem Agatką” czyli człowiekiem, który dba o bezpieczne przechodzenie dzieci przez jezdnię w drodze do szkoły. Mówi, że ludzie strasznie się spieszą. Często musi brać na klatę negatywne emocje pędzących do pracy tatusiów, żeby zapewnić dzieciakom bezpieczeństwo na jezdni. Czasami upomina dzieci, żeby zsiadały z roweru na przejściu dla pieszych, ale okazuje się, że nie trzyma „wspólnej linii” z rodzicami, którzy poganiają własne dzieci i mówią im „jedź, nie zsiadaj!” Stwierdziliśmy, że najlepiej byłoby gdyby Pan Agatka miał taką dużą trampolinę, na którą mógłby łapać dzieci wyrzucane z samochodów, tak żeby rodzice nie musieli się zatrzymywać, tylko delikatnie zwalniali. Rodzice zrzucają dzieci do szkoły jak samochód do mechanika- choć nie do końca, bo samochodem u mechanika bardziej się interesują- zwłaszcza panowie ojcowie (ostatnio mąż znajomej miał odebrać dziecko ze szkoły, ale nie wiedział z jakiej).

Powracam z pytaniem: jakiego człowieka chcesz wychować? Jeśli od rana gonisz, jesteś zawsze spóźniony, zawsze pracujesz, nie możesz przestać zarabiać- to jakiego człowieka zobaczysz w swoim dziecku za trzydzieści lat? Łudzisz się, że Twoje dziecko wyrośnie na człowieka spokojnego, wolnego od nerwicy, zadowolonego z siebie?

Na warsztatach dla rodziców w ostatni weekend rozmawialiśmy między innymi o tym, jak zmieniłby się obraz naszego rodzicielstwa, gdybyśmy wstawali 20 minut wcześniej każdego dnia- o ile bardziej bylibyśmy spokojni, wyluzowani itd. Byłoby zdecydowanie mniej wybuchów naszej złości na Pana Agatkę, korek w drodze do pracy i dziecko, które próbuje zawiązać buty. No tak, ale to wymagałoby chyba wcześniejszego kładzenia się spać- a to przecież zbyt proste rozwiązanie.

Rywalizacja biegowa!

compete

Kolega mawia: „nawet jeśli między facetami nie ma rywalizacji, to… jest rywalizacja.” Tym razem jawnie- Szymon rzucił wyzwanie: kto nabiega najwięcej kmów w czerwcu. Jest oczywiście nagroda dla zwycięzcy- każdy przegrany kupuje mu jeden żel Vitargo. Symbolicznie- to będzie 8,99 pln na głowę, ale wiadomo, że tu nie chodzi o pieniądze. A więc o co chodzi? Dlaczego z normalnie biegających, trenujących pod swoje cele kolesi zamienimy się w półgłówków, którzy będą co kilka minut zerkać na endo i sprawdzać czy drugi szura, ile, i modlić się w duchu, żeby już skończył? Dlaczego będziemy biegać aż do granicy kontuzji? Dlaczego dzisiaj, zamiast spać w niedzielny poranek zerwałem się o 5.30 i uszurałem półmaraton? Nie wiem. Ale wiem, że to siedzi głęboko we mnie, że jestem w tym spójny. Wiem, że ta rywalizacji i tak cały czas była, a teraz po prostu stała się jawna.

Jak ktoś nie ma alergii na temat biegania, to można nas śledzić pod linkiem:

Rywalizacja bycojcem.pl

The winner takes it all- zanosi się na niezły zapas Vitargo dla zwycięzcy 🙂