Czasy ostateczne.

Low-battery

Rozmawiałem ostatnio z przyjacielem przez telefon i jak to w smartfonie- miałem już końcówkę baterii. „W każdej chwili może nas rozłączyć Maciek, jak by co”- zaledwie to powiedziałem, uświadomiłem sobie, że tak właśnie jest w życiu. Życie jest jak taka rozmowa na mrugającej baterii- może uda się całkiem długo jeszcze, a może już za chwilę telefon zgaśnie. Dlatego to, co jest ważne, trzeba powiedzieć od razu.

Pewnie, podobnie jak ja, wiesz dobrze co chcesz zrobić, co chcesz zmienić, ale jeszcze nie dziś. Zaczniesz spędzać czas z dzieckiem, ale jeszcze tylko skończysz ważny projekt. Zaczniesz żyć swoją pasją, ale jeszcze tylko spłacisz kredyt. Zaczniesz zdrowo się odżywiać, ale jeszcze tylko musisz inaczej poukładać swój dzień. I tak mija czas, a bateryjka mruga.

Miłego dnia- dzisiejszego, przeżytego na sto procent, w tym, co naprawdę ważne.

5 kilometrów z Synem czyli jak spełniać sobie marzenia.

na_rowerze

Nauczyłem Młodego jeździć na dwóch kołach na rowerze. Właściwie byłem przy nim, jak się nauczył, a zupełnie precyzyjnie- byłem za nim. Wystarczył rower, kij od szczotki i pięć kilometrów pokonane razem. Dokładnie na piątym kilometrze zaczął jechać sam. Pewnie jeszcze ważne było to, że mógł widzieć od zawsze jak ja jeżdżę, w zeszłym sezonie zrobiliśmy trzysta kilometrów razem na holu, a w nagrodę za to, że się nauczy miał obiecany własny licznik rowerowy- czyli krótko mówiąc motywacja była solidnie zbudowana.

Tytułowe być ojcem– chyba właśnie to znaczy. Kiedyś za młodu śpiewaliśmy ze znajomymi taką piosenkę: bardziej być, mniej mieć, mniej mówić, być bliżej siebie, odnaleźć ludzi.  Wiadomo, że aby mieć dziecko- wystarczy być dawcą, ale czego trzeba, żeby być ojcem? Odpowiedzi na to pytanie przynosi samo życie, trzeba tylko łapać takie okazje jak nauka jazdy na dwóch kołach.

Trzeba też wiedzieć czego się chce i robić to- czyli właśnie spełniać sobie marzenia. Kiedy pokonywaliśmy 8 kilometr usłyszałem: „tata, dlaczego mnie tak wolno trzymasz?” i wtedy się zaczęło. Wtedy zaczął się mój pierwszy trening biegowy z synem. Marzyłem o tym już od dawna, żeby móc łączyć biegową pasję z przebywaniem z dzieckiem. Przespałem możliwość biegania z wózkiem, więc musiałem czekać na rower. No i przyszła ta chwila, zaskoczyła mnie, nie miałem ani biegowych butów, ani ciuchów. Na dziesiątym kilometrze okazało się, że przestaję nadążać za moim marzeniem.

Ja dokładnie  pamiętam kto, kiedy i w jakich okolicznościach nauczył mnie jeździć na dwóch kołach, a Ty? Jeśli też, to znaczy, że to jest ważne. Pilnujmy się, żeby nie przegapić takich momentów.

 

Man on the Mission! (Part 3)

przy grobie Jezusa

 

Lekcja na dziś- nawet największy Man on the Mission musi kiedyś odpocząć chwilę w ciszy. Ale czy to jest możliwe? On znalazł sposób radykalny.

Man on the Mission! (Part 2)

via dolorosa 1

 

Dzisiaj przeżywam Wielki Piątek- wydarzenia opisane w ewangelii Jana rozdział 19.

Ludzie, którzy odwiedzili Jerozolimę przywożą rewelację- „nie ma czegoś takiego jak droga krzyżowa, idzie się normalnymi ulicami przez miasto, w pewnym momencie przez rynek, trzeba się przyklejać do ściany, jak ktoś chce przejechać jakimś pojazdem, żeby nie przejechał Ci po stopach, generalnie musisz bardziej uważać na swoje bezpieczeństwo niż rozważać itd.”. Wygląda to tak mniej więcej jak zdjęciu powyżej i możemy się domyślać, że podobnie było też w tamten piątek- wcale nie było widać celu, wizji, misji, wzgórza. Było widać ludzi i stragany.

Man on the Mission pokazuje jak działać w trudnym momencie, w czasie kryzysu. Zawężasz patrzenie, skracasz perspektywę i robisz jeden krok na raz (po angielsku brzmi to wymownie „one step at a time” albo „one by one”). Ale idziesz na przód, nie zatrzymujesz się pod żadnym pretekstem. Tylko jeden krok.

Man on the Mission! (part 1)

wieczernik franciszkanski

Przeżywam dzisiaj Wielki Czartek- wpatruję się w wydarzenia opisane w ewangelii Jana w rozdziałach 13-17. Dla mnie główny bohater to właśnie tytułowy Man on the Mission. Człowiek skupiony na swoim zadaniu, na swojej misji, na realizowaniu swojej pasji (podwójne znaczenie tego słowa jak najbardziej trafione w Jego przypadku). Po angielsku focused– czyli jego spojrzenie jest w pewnym sensie zawężone, trochę jakby miał klapki na oczach, choć to ma zwykle pejoratywny wydźwięk.

Ostatnia wieczerza- czyli bardziej po ludzku ostatnia kolacja. Jeżeli moja dzisiejsza kolacja ma być ostatnim posiłkiem w moim życiu (a wcale nie wykluczone, że tak właśnie będzie o ile w ogóle dożyje do kolacji), to po pierwsze z kim chcę ją zjeść, o czym będziemy rozmawiać, co chcę im przekazać? Może trzeba by odwołać jakieś inne spotkanie, żeby w ogóle mieć czas na te ostatnią kolację?

Gdybyśmy w ten sposób przeżywali codzienność, każdą chwilę, z tą perspektywą wypowiadali każde słowo, podejmowali małe i wielkie decyzje- jakby to było, co by się zmieniło od razu, automatycznie?

No i na koniec tak zupełnie z ludzkiej ciekawości- co byłoby w menu Twojego ostatniego posiłku, co chciałbyś zjeść i czym popić?

cdn.

Ucz się od swojego dziecka!

siegnac_do_kontaktu

 

 

Mieszkamy w bloku. Zawsze jak wracamy, syn idzie pierwszy, podchodzi do kontaktu na parterze i próbuje zapalić światło. Póki co nie dosięga, więc kwituje sprawę krótkim „jeszcze nie”, po czym idzie dalej po schodach. Wszystko dzieje się tak szybko, że ja zwykle nie zdążę się wdrapać na parter, a Młody już jest w połowie pierwszego piętra.

Intryguje mnie jego konsekwencja, jego wytrwałość, cierpliwość i pogoda ducha z jaką to robi. Przecież wiadomo, że sytuacja nie zmieni się z dnia na dzień, przecież wiadomo, że prędzej czy później on zapali to światło, ale po co sprawdzać to codziennie? Ale to jest moja, dorosła „mądrość” i celowo biorę to w cudzysłów. Bo kto jest mądrzejszy w tej sytuacji? Zawsze zastanawiało mnie zdanie z ewangelii „bodaj byście się stali jak dzieci”, a od kiedy mam dzieci coraz bardziej widzę sens w tym wezwaniu. Mój syn wie i praktykuje prawdę, że sama droga do celu jest ważniejsza niż jego osiągnięcie. On potrafi się cieszyć tym codziennym zmierzaniem, w którym gołym okiem nie widać postępu. Mnie jest trudno jak nie widzę szybkich zmian, wyraźnych konsekwencji czy doraźnych gratyfikacji. Ciągle muszę walczyć o motywację, albo, co gorsza, inni muszą się o nią starać (w ten lub inny sposób ją kupować).

Czytam książki o tym, jak to trzeba odkryć pasję i żyć nią, podążać jej śladem i radować się samym podążaniem. A mam pod nosem takiego nauczyciela.

Żona mówi, że on tak już od trzech tygodni robi, ale ja dopiero niedawno zauważyłem. Największe skarby są pod nosem…

Życie w nieustannym napięciu.

wygladaja_tak_samo

 

Moja żona przejeżdża po drodze do pracy koło gimnazjum, gdzie uczy się jej siostrzenica- nazwijmy ją Julka. Wiele razy już jej się wydawało, że widzi Julkę, ale to była jakaś inna dziewczyna. Wreszcie nauczyła się patrzeć najpierw na buty i w ten sposób rozpoznawać, czy to swój czy obcy.

Wyglądają tak samo, są tak samo uczesane, noszą te same ubrania, robią to samo, rozmawiają o tym samym, mają to samo zdanie na każdy temat i śmieją się w tym samym momencie. Wszystkie albo słuchają Bibera, albo go nienawidzą, nucą jeden utwór przez całe dwa miesiące wakacji i piszczą w tym samym momencie słuchając tego samego radia. Czytają te same książki… żartowałem- nie czytają wcale 🙁 Dzisiejsze gimnazjalistki. Chciałoby się powiedzieć „ta dzisiejsza młodzież”. Co za czasy?!

Ale chwila refleksji nad własną młodością i rzut oka w notatki z psychologii rozwojowej sprowadza na ziemie. To nie czasy są dzisiaj wyjątkowe, tylko ten okres rozwojowy- powiedzmy pomiędzy 13 a 18 rokiem życia- jest szczególny. To czas życia w nieustannym napięciu w obawie czy otrzymam akceptację od grupy rówieśniczej. Na początku od osób tej samej płci, a później także od przedstawicieli płci przeciwnej. I dorosły człowiek ma czasami z tyłu głowy taką myśl: „co ludzie pomyślą?”, choć może nie przejmuje się tym zbytnio (przynajmniej nie powinien, bo ludzie pomyślą przede wszystkim zawsze tylko o sobie samych). Ale dla młodzieży jest to bardzo ważne. Ostatnio podczas warsztatów z komunikacji dla nauczycieli staraliśmy się bardziej zrozumieć kazus szesnastolatka, który rozwala lekcję nauczycielowi przy aplauzie swoich czterech koleżanek. Dla niego to jest prawie cały świat, dla niego ten aplauz to jest być albo nie być. Nauczyciel i jego żyła na czole jest tylko narzędziem, drogą dojścia do celu, a właściwie szansą na przetrwanie w rówieśniczej dżungli. Nauczyciele odetchnęli z ulgą, znaleźli potrzebny dystans. Ale tego dystansu za nic nie mają właśnie młodzi.

Jak wychować swoje dzieci, żeby były od tego wolne o ile w ogóle jest to możliwe? Może każdy musi przez to przejść- przez to życie w nieustannym napięciu- czy dziś grupa mnie przyjmie czy nie, i co będę musiał poświęcić na ołtarzu akceptacji rówieśników: palenie papierosów, wagary, obmowę kumpla, złamanie zasad moralnych czy gorzej? Może jednak można tak budować poczucie wartości swojego dziecka od najmłodszych lat, żeby w krytycznym momencie mogło spojrzeć z takim zdziwieniem, trochę jakby nie z tego świata, na swoich kolegów i koleżanki, którzy zamieniają się w małpki i zaczynają robić małpie figle dla zdobycia poklasku?

Myślę, że trzeba najpierw głęboko uwierzyć w swoje dziecko. Na tyle głęboko, żeby komunikować mu to nie tylko na poziomie werbalnym, ale także niewerbalnym i podświadomym. Z czasem dziecko zacznie przejmować te wiarę od rodzica i jak przyjdzie czas próby, będzie niezależne, bo będzie wierzyło samo w siebie i będzie siebie lubiło.

No tak, ale jeśli rodzic nie lubi sam siebie…

Tylko tyle i aż tyle.

koszenie

 „To, co robisz, przemawia tak głośno, że zagłusza wypowiadane przez Ciebie słowa.”

Ralph Waldo Emerson

Dziś na początku taki cytat, który jest parafrazą starożytnego verba docent, exempla trahunt (słowa uczą, przykłady pociągają). Często jako rodzice szukamy skutecznych sposobów na wychowanie dzieci. Chcemy, żeby były szczęśliwe, żeby były uczciwe, mądre itd. Posyłamy je do wybranych szkół, na zajęcia dodatkowe, dbamy o właściwy dobór lektur- i to jest bardzo dobre.

Jednak najważniejszym narzędziem wychowania, a jednocześnie najbardziej dostępnym- przez 24 godziny na dobę i to bez dodatkowych opłat jesteśmy my sami. O tym także warto pamiętać. Spotykam czasami rodziców, którzy pytają dlaczego nasze dziecko zachowuje się tak czy siak? Jednocześnie sami „wnoszą odpowiedź na to pytanie do gabinetu”. Twoje dziecko bardzo często po prostu zachowuje się tak, jak Ty. Ono Ciebie nieustannie słyszy i słucha, widzi, i podąża za Tobą. Łudzisz się, jeżeli myślisz, że oszukasz ten mechanizm. Jest coś takiego jak podświadomość- zarówno u Ciebie jak i u dziecka, i to ona sprawia, że tak to cały czas działa.

Dla chętnych proponuję proste ćwiczenie z programu warsztatów dla rodziców, które prowadzę:

Weź kartkę papieru i napisz na niej trzy słowa, które opisują jakimi chcesz, żeby były Twoje dzieci w Twoim obecnym wieku (czyli jak dorosną). Na jakich ludzi chcesz ich wychować? Trzy słowa, jedno pod drugim. Zachowaj te kartkę, bo dalsza część instrukcji do tego ćwiczenia jutro rano w komentarzu.

Poniżej link do krótkiego filmu, który dosadnie obrazuje o czym mowa. Raczej dla widzów o mocnych nerwach.

 

Maraton- męska muzyka i lekcja pokory.

medal_debno

41. Maraton Dębno ukończony. I na tym najchętniej bym poprzestał, bo od 26 km taki właśnie był mój cel UKOŃCZYĆ. Wszelkie wcześniejsze plany i pomysły wynikowe, także te, które realizowałem przez pierwsze 25 kilometrów, co w moim przypadku oznacza ponad 2 godziny i 15 minut, uległy bolesnemu przedefiniowaniu na UKOŃCZYĆ. Ta myśl niosła mnie prze kolejne prawie 2 godziny. „Niosła” to zdecydowanie za dużo powiedziane.

I po to między innymi jest maraton. Oczyszcza w pewnym momencie ze złudzeń. Pokazuje, że nie na wszystko mogę mieć wpływ. Wynik jest wypadkową wcześniejszej pracy- jej jakości, ilości. Są także inne czyniki, jak pogoda, których nie można skontrolować i opanować. Jak w życiu. Dla mnie i wielu mężczyzn, którzy walczyli wczoraj w Dębnie- ogromna lekcja pokory. Trzeba albo na poważnie brać się do roboty, albo brać się za pilota od telewizora i poszukać swego miejsca na kanapie. Przygotowania do kolejnego maratonu (zaplanowanego na wrzesień) zaczynają się już dzisiaj. Trzeba codziennie wybierać, bo na samym testosteronie daleko nie zajedziesz.

wero_winner

Pobiegliśmy także jako drużyna bycojcem.pl. Dla większości z nas był to bieg bardzo trudny, a wyniki okazały się słabsze od zakładanych. Wyjątkiem jest Wojtek „Wero”, który poprawił swój życiowy czas o 7’30”, jednoczęśnie potwierdzając, że wrześniowe „złamanie bariery” czterech godzin nie było przypadkiem. Najważniejsze, że każdy z nas ukończył dystans. Średni czas naszej drużyny to 3h 58′- a to bardzo cieszy.

makaron

Ważne jest także to, co dzieje się na naszych wyjazdach poza bieganiem, czyli tzw. „męska muzyka”. Wspólne spotkanie, spaghetti z miski, wieczorne, męskie rozmowy bez piwa- za to dziękuje. Dziękujemy też naszym żonom i dzieciom- że dostaliśmy od Was ten czas. Wierzę, że to jest inwestycja, która będzie się zwracać w domu- każdy z nas po wczorajszych zmaganiach bardziej BĘDZIE OJCEM.

Na koniec podziękowania dla Krzyśka i Grześka za tworzenie „ekipy technicznej”- to prawdziwy luksus, czuliśmy się jak profesjonalni biegacze. Grzesiek sam biega i dla niego to było szczególnie trudne doświadczenie (nie pobiec). Wygrał rozsądek- i dobrze, w końcu to maraton.

Łączy nas pasja!

koszulka_biegowa

 

Jest nas sześciu, łączy nas pasja do biegania długodystansowego i fakt, że nasze żony w pewnym momencie spostrzegły, że godzina spędzona co drugi dzień na treningu sprawia, że potem lepiej funkcjonujemy jako ludzie, mężowie i ojcowie. Łączy nas także świadoma troska o jakość naszego ojcostwa i męskości.

Jutro wyruszamy z Warszawy i Gdańska do Dębna, żeby w niedziele wystartować w jednej z najstarszych imprez biegowych w Polsce. Maraton w Dębnie, dystans 42195 metrów. Dziesiątki godzin i setki kilometrów przygotowań za nami. Bieganie jest dla nas poligonem życia- uczy między innymi systematyczności, wytrwałości, pokonywania swoich ograniczeń itd.

Po raz pierwszy pobiegniemy jako drużyna, co podkreśli jednolity strój- bezrękawniki z napisem bycojcem.pl na plecach. Polecamy się pamięci wszystkich- trzymajcie kciuki, a wierzący paciorki różańca, lub wspierajcie nas po prostu życzliwą myślą. Startujemy w niedziele o godzinie 11.

 

Ankieta dla mężczyzn, którzy uczestniczyli w porodzie rodzinnym.

Panowie- zachęcam do wypełnienia ankiety. Wyniki pomogą przyszłej położnej w napisaniu pracy licencjackiej, a z położnymi warto dobrze żyć (kto był przy porodzie, ten wie!).

Poświęciłem na to 3’31” – kto będzie lepszy?

https://docs.google.com/forms/d/1uv1oIhOPZi0o1sHnp1eYU3O9RhsZOBFf2CubzD6UsmM/edit

Męskie grzechy główne.

OnslowKeepingUpAppearances

Grzeszących mężczyzn spotykamy na ulicach, w mediach, a bardzo często po prostu w lustrze. Katalog tych męskich grzechów jest bardzo szeroki, ale ja chciałbym się zastanowić nad jakąś nicią przewodnią czy mechanizmem tego naszego męskiego grzeszenia czyli innymi słowy męskiej głupoty.

Na początku pytanie kim jest mężczyzna? Myślę, że jeśli uda się uchwycić wyjątkowość i unikalność tego stworzenia, będzie łatwiej odpowiedzieć na pytanie zawarte w tytule. Jeśli mamy mówić o tym jak się sprzeniewierzamy naszej męskiej naturze, to warto, żeby sobie najpierw te naturę określić i sprecyzować. Zresztą każdego z Was zachęcam, żeby zastanowić się na własny użytek- jaka według Ciebie jest definicja mężczyzny. Uważam, że brakuje nam takiej osobistej refleksji, na której moglibyśmy budować system naszych przekonań, potem konsekwentnie według niego żyć, a w razie potrzeby bronić go przed atakami. Warto postawić sobie pytanie: po co mnie, po co światu potrzebni są mężczyźni? Co takiego unikalnego ja wnoszę jako mężczyzna czy co mężczyzna wnosi do mojego życia?

Moje poszukiwania osobiste i zawodowe doprowadziły mnie do definicji męskości zawierającej się w akronimie „od-do”- „o” jak odwaga, „d” jak decyzja, „d” jak działanie i „o” jak odpowiedzialność. Mężczyzna odważnie stawia pytania, przez które kwestionuje status quo, zdanie narzucane przez rodziców, kulturę, kościół, państwo, żonę, a nawet samego siebie i przez to dochodzi do jako takiego obiektywizmu. Następnie podejmuje śmiałą decyzję wynikającą z wypracowanego przez samego siebie obiektywizmu. Dalej działa konsekwentnie realizując podjętą decyzję i wreszcie ponosi pełną odpowiedzialność za swoje działania. Wszystkie te elementy są oczywiście obecne w życiu kobiet, ale dla mężczyzn są charakterystyczne, są elementem definiującym męską tożsamość, a kiedy ich zaczyna brakować to kończy się męskość.

Od powyższej definicji już niedaleko do tego, co uważam za główny mechanizm męskiego grzechu. Panie i Panowie przedstawiam postawę, którą myślę, że dobrze znacie z doświadczenie czyli męskie JAKOŚ-TO-BĘDZIE. To jest moim zdaniem największy wróg męskości w obecnych czasach. Postawa ta zagraża mężczyznom o wiele bardziej niż wojujące feministki, genderowcy, podwyższenie wieku emerytalnego, rak prostaty i wszystko inne razem wzięte.

Jakoś-to-będzie jest jak wirus, który zakaża kolejne sfery naszego męskiego życia i świata. Zaczyna się powoli, w małej skali, a potem okazuje się, że wszystko jest chore. Poniżej kilka przykładów jak ta postawa może przejawiać się w życiu.

Jakoś-to-będzie w sferze duchowej.

Zacznijmy głęboko, a więc od sfery duchowej. Jest to chyba sfera najbardziej zainfekowana tym męskim wirusem, na skalę tak ogromną, że można nawet mówić o epidemii. Zostawiasz ten temat kobietom. Zostawiasz to babciom w beretach. Nie stać Cię nawet na ten jeden wysiłek podjęcia decyzji- czy jesteś wierzący czy jesteś niewierzący. Osobiście mam równie wiele szacunku zarówno dla jednych jak i drugich. Nie znajduję natomiast w sobie szacunku dla ludzi, którzy są bezmyślnie uczuleni na wszystko, co dotyczy Boga czy choćby nawet religii. Jeśli ktoś jest alergikiem, to niech się leczy. Natomiast jeśli ktoś podjął świadomą decyzję, że jest niewierzący i konsekwentnie ją realizuje to sam się w to nie bawi, ale jednocześnie potrafi szanować tych, dla których jest to ważne.

Jakoś-to-będzie w sferze psychicznej.

Powszechnie wiadomo, że wyrażanie emocji nie jest naszą silną stroną- i pewnie dobrze, chociaż można by temu tematowi poświęcić osobne rozważania. Jednak jeśli całkowicie zaniedbujesz swoje życie psychiczne, jeśli ignorujesz kolejne sygnały, które alarmują, że coś się dzieje, coś jest nie tak- znowu pozwalasz sobie na nie- działanie. Przemęczenie, stany depresyjne- to wszystko są rzeczy, za które trzeba się brać od razu. Są jak świecąca się na czerwono kontrolka oleju w samochodzie, ale ty radośnie jedziesz dalej mając nadzieję, że jakoś-to-będzie.

Jakoś-to-będzie w sferze fizycznej.

Być może wiesz bardzo dużo o większości sportowych dyscyplin. Doskonale wiesz jakie błędy popełnili polscy skoczkowie, ze nie stanęli na podium podczas igrzysk i znasz sposób na uzdrowienie polskiej piłki nożnej. Ale jednocześnie dostajesz zadyszki po tym, jak zasznurujesz buty, ponieważ absolutnie nie szanujesz swojego ciała i zdrowia. Jedyne sporty, które uprawiasz to „hantle na mokro” i wyczynowy „kciuking na pilocie od TV”. Tymczasem lata lecą, metabolizm się obniża, kilogramów i cholesterolu przybywa i prognozowany wiek życia się obniża, ale jakoś-to-będzie.

Jakoś-to-będzie w relacjach i w rodzinie.

Widzisz, że sytuacja wymaga Twojego zaangażowania, ale odpuszczasz. Postanawiasz przeczekać. Żona zaczyna alarmować, pyta „co się dzieje?”, ale Ty nie masz czasu ani chęci na to, żeby odpowiedzieć na to pytanie- nawet samemu sobie. W życiu dzieci jesteś obecny do momentu, kiedy wszystko idzie jak po maśle, a Ty możesz to kwitować dumnym „moja krew”. Jak już tylko coś przestaje trybić i sytuacja się komplikuje- odpuszczasz. Zamiast powtarzać „moja krew”, mówisz raczej do żony „zrób coś z tym Twoim dzieckiem”. Wylogowujesz się i masz nadzieję, że jakoś-to-będzie.

Jakoś-to-będzie w tym kraju.

Może i masz swój pogląd na wszystko, wiesz, co władze robią źle. Pewnie nawet w ostatnim tygodniu rozmawiałeś o tym z kolegami przy jakiejś okazji, ale na tym się kończy Twoje zaangażowanie. Możesz pobić pianę, ponarzekać, że dzieje się źle, ale żeby już na przykład zainteresować się budżetem partycypacyjnym w Twoim mieście- nie, co to, to nie. To dla nawiedzonych jest. Poszedłbyś na wybory, może nawet Ty mógłbyś kandydować do samorządu, ale po co- przecież jakoś-to-będzie.

Przykłady działania wirusa jakoś to będzie można by mnożyć. Pewnie wiele do dodania miałyby tutaj nasze kobiety. Być może punkt widzenia, który przedstawiłem definiując mężczyznę można określić jako stereotypowy, ale czy to źle? Do czego powołani są mężczyźni, po co są Bogu na tym świecie potrzebni- bo chyba są, skoro ich stworzył? Dotychczasowy porządek świata jest w ostatnich czasach z wielu stron atakowany, ale chyba największym zagrożeniem jest piąta kolumna, którą nosimy, pielęgnujemy i rozwijamy sami w sobie pozwalając sobie na jakoś-to-będzie.