Dieta psychiczna.

healthy_food

Pierwszy piątek Wielkiego Postu, przedtem Środa Popielcowa- takie dni, kiedy chce się żreć mięso jak nigdy indziej. Myśl idzie w kierunku jedzenia, poszczenia czy to z intencją duchową, czy po prostu z odchudzaniem w tle. Ale w sumie po co?

Doświadczenie pokazuje, że wiele zależy od tego, co włożę do paszczy i zjem. Jak się trochę szanuje w temacie, to potem czuję się lepiej, dobrze śpię, a i myśl w głowie jakaś bardziej błyskotliwa. To fakt. Jak napcham się junkiem, to potem sam czuję się jak junk i wszystko takie junkowe jest.

Natomiast dzisiaj trafiłem w pewnej książce na hasło „dieta psychiczna”. Podobnie jak z normalnym jedzeniem, tak i to, co przyjmujemy do głowy i do serca może być mniej lub bardziej zdrowe. I tak dobra książka to błonnik w czystej postaci, a Biblia to już chyba same kwasy omega 3. Facebook- trochę jak wizyta w Macu, ale już oglądać „Ukrytą Prawdę” czy tym podobne to junk food w najgorszej postaci. Oczywiście wszystko ostatecznie i tak zależy od dawkowania- we wszystkim słuszna miara, ale proporcje trzeba uszanować. Najwięcej tego dobrego, zdrowego, które buduje, a na to gorsze choć może bardziej smakowite- tylko od czasu do czasu. Stąd moje pytania dzisiaj: czym odżywiasz swój mózg? Czy dostaje od Ciebie regularnie solidną porcję „intelektualnego białka”, a od czasu do czasu jakiś „duchowy rarytas”?  A serducho- czy dostaje jakichś wrażeń estetycznych od Ciebie? Czy może TVP I to już wszystko na co może liczyć?

I pamiętaj- słodycze dopiero na deser, po konkretnym jedzeniu 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *