Ogarnąć zachowanie Młodego- praktycznie.

stick and carrot-1

 

Ostatnio w gabinecie wysyp rodziców, którzy nie ogarniają zachowania. „Bo jemu się nic nie chce”, „bo jej na niczym nie zależy”.

Co może pomóc? Stary, dobry behawioryzm.

Uwaga! Najpierw rodzice potrzebują czasu, żeby ustalić czego oczekują od dziecka i jak będą to próbowali wypracować, żeby w fazie komunikacji z Młodym mówić już jednym, przemyślanym głosem. Stąd- najpierw faza koncepcyjna, dopiero potem wdrożenie (zwłaszcza, jeśli Młody łapie za słówka, lubi się targować, cwaniakuje itd.).

Jedna rzecz

Bierzemy na tapetę jedną rzecz, a czasami nawet jedno zachowanie, które chcemy ukształtować u dziecka. Dopóki ta jedna rzecz nie zostanie wypracowana- nie ruszamy nowych tematów. Wśród wielu powodów dla których warto tak robić jest mój ulubiony- jak już się uda, to Młody poczuje, że ma moc sprawczą, że może coś zmieniać. Odkryje poczucie wpływu na sytuację dzięki czemu kolejne tematy będą szły sprawniej.

Precyzyjny język

Trzeba być precyzyjnym, konkretnym. To musi być coś łatwo obserwowalnego i mierzalnego. Czasami nie wystarczy powiedzieć, że ma być porządek w pokoju. Zamiast tego dziecko potrzebuje usłyszeć- ubrania mają być poukładane w szafie (niektórzy nawet pojęcie „poukładane” będą musieli uszczegółowić, a nawet przećwiczyć), rzeczy z biurka uprzątnięte do szuflady, firanka równo zaciągnięta. Chodzi o przełożenie naszych oczekiwań na konkretne zachowania, dzięki czemu dziecko będzie zawsze wiedziało czy spełniło oczekiwanie. Dlatego między innymi potrzebna jest faza koncepcyjna- żeby zastanowić się co to znaczy: „być odpowiedzialnym za Twojego pieska”, „spełniać JAKIEŚ obowiązki domowe”, „dobrze się uczyć, bo Ty masz potencjał tylko Ci się nie chce” itd.

Konsekwentne nagradzanie lub nie.

Punkty, punkciki, plusiki, kropeczki kolorowe. Ogromna siła drzemie w tych różnych systemach punktowych. Oczywiście tu też trzeba się wcześniej zastanowić co i jak. Nie samymi plusikami żyje dziecko, więc rodzice muszą mieć arsenał mniejszych i większych ale zawsze atrakcyjnych dla niego nagród. Ważne, żeby nagroda była udzielania bezpośrednio po wystąpieniu zachowania bo dzieci myślą „metr na sekundę”. No i jeszcze, żeby była udzielana zawsze (przynajmniej na początku, bo potem trzeba będzie wycofywać wzmocnienie ale to wyższa szkoła jazdy). Na przykład- zawsze o godzinie 7.40 ojciec wchodzi do pokoju i sprawdza czy jest pościelone łóżko. Jeśli tak to na kartce przyczepionej do lodówki zapisuje plus. Jeżeli po całym tygodniu jest 7 plusów, to w sobotę… no właśnie i tu większa nagroda, którą sami musicie obmyślić (tak, żeby się nie przestrzelić, bo jak za pościelone łóżko będziecie chodzić do kina, to za odrabiane prac domowych będziecie kupować quady). Ważna jest KONSEKWENCJA i tu rola ojca- nie ma zachowania, nie ma nagrody (mamy oczywiście też są konsekwentne, ale częściej mają miękkie serce). Czasami to naprawdę boli- jeden Pan umówił się z dzieckiem, że jak nie coś tam, to nie pojadą na narty, a sam ten Pan kochał jeździć na nartach…

Nic tu nie napisałem o karach bo karą jest brak nagrody.

Że rodzice mają mówić jednym głosem nie muszę wspominać?! J Wspomnę w przyszłości.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *