Nie ma ściemy!

Komu się udało nabrać dziecko ręka do góry!?

Ja już na samym początku pracy z dziećmi przekonałem się, że obowiązuje zasada „nie ma ściemy”. Myślałem, że uczenie angielskiego w zerówce to łatwa robota ale szybko przekonałem się, że albo to będą lekcje najlepiej przeze mnie przygotowane albo będą największą klapą. I to przekonanie powraca- dziecko, to najbardziej wymagający „klient”. Ostatnio zaobserwowałem pewną sytuację- dzieci śpiewały na mszy piosenkę z pokazywaniem. Trzeba było podskoczyć w refrenie. Ksiądz mówi: „teraz odwracamy się i patrzymy jak podskakują rodzice”. Czterolatek odwraca się i wlepia oczy w mamę. Jego twarz nie wyraża nic- ani aprobaty, ani przeciwnie. On jest po prostu jurorem, który ocenia wysokość skoku. Mama próbuje wziąć sprawę na żart, wspina się jedynie na palce. Nie, to nie wystarcza. Mały jest niewzruszony. Po prostu patrzy. Wreszcie przy którymś z kolei refrenie mama skacze już naprawdę wysoko. Dziecka nie oszukasz. Nie wykpisz się wspinaniem na palce jak trzeba skakać. Skok to skok. Słowo to słowo. Zasady to zasady. Konksekwencje to konsekwencje. Czas spędzony z dzieckiem to nie oglądanie FB ani odbieranie poczty elektronicznej. Życie jest proste.

Takie życie jest piękne i bezpieczne. I może być radosne. Niedawno lecę po kanałach. Obok siedzi trzylatek: „tata, przełącz na MiniMini”. Odpowiadam: „Poczekaj, obejrzyjmy ten program (motoryzacyjny)- może kupimy sobie taki samochód”. Słyszę ripostę: „Tata, przecież my już mamy dwa samochody”. Proste, piękne- bez szans na dyskusję. Są w domu dwie osoby z prawem jazdy, są dwa samochody. 2=2. Koniec.

To bardzo proste ale i bardzo wymagające. Dla nas dorosłych to rzeczywistość, której musimy się uczyć i dorastać do niej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *